Filozofia · 5 min czytania
Mój wielki świat.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
"Mój wielki świat"
To miał być najszczęśliwszy dzień w moim życiu! Ósme urodziny. W końcu dostałem mój wymarzony telefon komórkowy. Już prawie każdy w klasie go ma, nawet Wojtek, który nigdy nic nie umie. Dopiero teraz mogłem się poczuć jak prawdziwy członek klasy. Szczęśliwy poszedłem do szkoły o dużo za wcześnie, żeby spokojnie pochwalić się wszystkim moim nowym nabytkiem. Niestety reakcja nie była taka, jakiej oczekiwałem. Łukasz powiedział, że mój model jest przestarzały i że on wolałby nie mieć wcale telefonu niż taki jak mój. Po chwili jednak dodał, że nie powinienem się tym przejmować, ponieważ dzieci zapłodnione in vitro takie jak ja tak już mają, że nie znają się na technice i postępie. - Dzieci zapłodnione in vitro?! Co to znaczy? – pomyślałem. - I co to ma wspólnego z modelem mojego telefonu? – chciałem go o to zapytać, ale niestety zaczęła się już lekcja. Wciąż się nad tym zastanawiałem, nie mogłem się skupić na niczym innym. Musiałem to wiedzieć. Postanowiłem zapytać Panią wychowawczynię. Kiedy to zrobiłem nie wiedzieć czemu, zrobiła się bardzo, bardzo czerwona. - Co ty sobie wyobrażasz?! Nie dość, że nie uważasz na lekcji to jeszcze drwisz sobie ze mnie?! – wykrzyknęła. Zrobiło mi się bardzo przykro. Nie rozumiałem, dlaczego wychowawczyni tak zareagowała. Do końca lekcji siedziałem spokojnie i nic się już nie odzywałem. Później próbowałem złapać jeszcze Łukasza, żeby mi coś opowiedział o tym zapłodnieniu, ale szybko zniknął mi z oczu i zostałem sam ze swoim problemem. Nagle wpadł mi do głowy genialny pomysł. Skoro jestem już na tyle dorosły, że mama pozwala mi samemu wracać do domu, to może przedłużę sobie trochę drogę powrotną i popytam ludzi na ulicy czy coś wiedzą na ten temat. Niestety zadanie okazało się niewykonalne. Każdy się gdzieś spieszył i nie chciał mi poświęcić nawet krótkiej chwili. Większość nie pozwoliła mi nawet zadać pytania. Patrzyli na mnie odpychającym wzrokiem. – Nie mam czasu chłopcze. Idź do domu nie włócz się po ulicach. – odpowiadali. Jedna starsza pani, kiedy do niej podszedłem zaczęła wymachiwać parasolką i krzyczeć: – Złodziej! Złodziej!. Poczułem się bardzo smutny i samotny. – Dziwne prawda? Czuć się samotnym w mieście, w którym są tłumy ludzi. Iść obok nich, mijać, a nie być z nimi. To prawda. Każdy zajmuje się swoimi sprawami i nie zwraca uwagi na innych ludzi. Liczy się tylko ich własny świat. Tylko jeden…