Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 17 min czytania

Mój ziom z daleka

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

OSTRZEŻENIE! Cykl nie nadaje się dla osób poniżej 18 roku życia. Będą w nim występować treści niecenzuralne. :P

PROLOG

Było ciemno, kurde nawet bardzo. Siedziałem, rzecz jasna, przed kompem. Wkręcałem jakiegoś napaleńca na czacie, że jestem 18-letnią blondynką o wymiarach 90:60:90. I nie spodziewałem się, że Ciemność przyszła do mnie. Puk! Puk! Mozolnie ruszam tyłek i podchodzę do drzwi. Otwieram, a tam stoi jakiś koleś w płaszczu a’la Matrix. Uśmiecha się szelmowsko i wyciąga zza pazuchy gumową marchewkę. Ściska ją. Zabawka wydaje z siebie charakterystyczny pisk. Nagle czuję, jakbym wypił naraz z pięć 0.7. Uderzam głową o ścianę.

AKT I

Ciemność mnie chyba nie lubiła. Bo przeniosła mnie na jakieś zadupie na końcu wszechświata, gdzie nie ma pryszniców i papieru toaletowego, a jak postawisz lodówkę przy żyrandolu, to meble zaczynają wirować i wszędzie lata glutoplazma.

Idę sobie spokojnie, jakąś uliczką zrobioną z lukrecji. Tuż przed moim nosem przelatuje strzała. Spoglądam w prawo, a tam stoi jakiś koleś w obcisłych rajstopkach, ma długie blond włosy oraz posturę wymęczonego anemika. Podchodzi do mnie i mówi: - Witaj nieznany wędrowcze! Me imię brzmi BeGolas. A twoje? – na początku nie odpowiadam, bo mnie zatyka. Jakbyście się zachowali, jakby zagadał do was jakiś blondyn wyglądający niczym pomieszanie homoseksualisty z pedofilem (i nie chcę tu nikogo obrażać!) i był wyraźnie napalony? Jednak po chwili niezdecydowania, patrzę na szczęśliwą twarzyczkę BeGolasa i odpowiadam: - Zwę się Nekrofiliusz. – kłaniam się nisko. - Cóż za piękne imię! Och! – BeGolas klaszcze w ręce z zadowolenia. Spoglądam na niego krzywo. Bo chwili znów zaczyna – Jestem elfem! Chcesz być w mojej drużynie? - E...- nie wiem co odpowiedzieć. Ale nie potrafię odmówić BeGolasowi, gdyż jego oczka wpatrują się we mnie z taką miłością. Widać, że chłop (?) nie ma przyjaciół. Żal mi takich ludzi. W końcu odpowiadam – No dobra... - Och jak wspaniale!!! – BeGolas aż zaczyna tańczyć makarenę. Stwierdzam, że ma zgrabne ruchy. Wędrujemy sobie już dość długo. Nic się nie wydarza. Czasem tylko BeGolas spogląda na mnie zachłannie (brr!). Wchodzimy na jakieś wzgórze. Na jego szczycie spotykamy jakiegoś knypka, co ma długą, posklejaną brodę i jedzie od niego gorzałą. Bije się z jakimiś ABS-ami na motocyklach, jeden z nich ma na bicepsie tatuaż z napisem „mamuśka”. Patrzę na przerażoną twarz BeGolasa. Elf krzyczy piskliwym głosem, którym mógłby zabić nietoperze: - To Czarni Harleyowcy! Są niebezpieczni! Powodują zanikanie papieru toaletowego! To, co powiedział BeGolas przeraziło mnie. Trzeba być już złym do szpiku kości, żeby powodować zanik papieru do tyłka! To esencja zła! (a teraz przejdę do narracji w czasie przeszłym :p) Nie wytrzymałem. Podniosłem kamień i rzuciłem prosto w oko jednemu z Czarnych Harleyowców. Zaczął kwiczeć jak zarzynane prosię. Wybekał coś do swojego towarzysza i rzucił się na mnie. Na szczęście zwinny BeGolas z prędkością dziadka po osiemdziesiątce wyciągnął łuk i strzelał strzałami na oślep. O dziwo, jedne z nich przebiły opony Czarnym Harleyowcom. Obleśna banda musiała się zatrzymać i wymienić opony. To dało nam czas do ucieczki. Knypek, jak się potem okazało był krasnoludem i miał na imię Gili. BeGolas puszczał mu oczko. Poczułem się zazdrosny. Dotarliśmy do speluny „Pod rozbrykanym wieprzkiem”. Usiedliśmy przy stoliku i zamówiliśmy po browarku. Ktoś pierdnął donośnie. Wolno sączyliśmy wiadra alkoholu. Przyglądał się nam koleś siedzący w kącie lokalu, był zakapturzony. Dopalał zioło. BeGolas był w niego wpatrzony jak w obrazek. Zaczął: - Ależ pociągający jest tamten typ! Nieprawdaż, Nekrofiliuszu? - Tak...yhm...jasne...- mruknąłem i skrzyżowałem ręce na piersiach. Gili’emu mucha wleciała do oka. Krzyknął: - Ała! Tajemniczy osobnik wciąż się nam przyglądał. Coraz nachalniej. BeGolasowi najwyraźniej pasowały takie spojrzenia, lecz ja czułem się nieswojo. Po chwili zakapturzona postać wstała i podeszła do naszego stolika, zdjęła kaptur.... - Osz w mordę jeża! – wyszeptał zachwycony elf. – Przystojny....taki spocony i nieogolony.... - Witam szacownych wędrowców. – osobnik kiwnął głową. – Jestem Viagragorn, zwany także Prącioświatem. – Miałbym dla was misję. - Słuchamy. – odpowiedzieliśmy jednocześnie, słuchając z uwagą. Tylko BeGolas kokieteryjnie przebierał włosy długimi, zaprawionymi w bojach palcami.

KONIEC AKTU I

AKT II

Viagragorn wytłumaczył nam, że poszukuje jakiegoś Smroda, który posiada Jedyny Zwisior. I ten Zwisior trzeba wrzucić do Wieży Odrobaczenia. Lecz po co? Tego Prącioświat nam nie powiedział. Żeśmy doszli do jakiegoś kurhanu. Rozpaliliśmy ognisko, Gili wykazał się wspaniałymi zdolnościami manualnymi - powiesił koc na drzewie. To był nasz szałas. BeGolas czyścił swój łuk, Viagragorn polerował motykę. Tylko ja nie miałem żadnej broni. Smutne. Chociaż moje niezwykłe talenty miały się niedługo ujawnić. Ognisko przygasało, my spaliśmy. Nagle obudził nas dziwny dźwięk. Zza głazu wyskoczyła kurduplasta, zakapturzona postać. Viagragorn błyskawicznie wyciągnął swoją motykę, która nosiła dumne imię „Pomen”. Pomachał nią groźnie. Postać kwiknęła i podskoczyła. Kaptur zleciał jej z głowy. Prącioświat wykrzyknął radośnie: - Smrodzie! Nareszcie jesteś tak długo cię szukałem! – i przytulił małego Smroda, należącego do rasy ho-bitów. - Hm....! – mruknął BeGolas patrząc złowieszczo na Smroda. Nad ranem wyruszyliśmy w dalszą wędrówkę. Ten wredny Smród nie chciał nam pokazać Jedynego Zwisiora. Cham zbolały. Zmierzaliśmy powolnym, aczkolwiek stanowczym krokiem do siedziby elfów – Rivenhell. Przemierzaliśmy leśną gęstwinę. A była ona tak gęsta, że Viagragorn musiał użyć swojej motyki i wygrabić nam drogę. A Gili drapał się po tyłku. Zatrzymaliśmy się, ponieważ BeGolas wbił sobie drzazgę w paluszek, co sprawiało ból nieopisany. Musieliśmy ją wyjąć. Podczas gdy reszta drużyny pomagała elfowi, ja czułem coś dziwnego. Coś podejrzanego wisiało w powietrzu. Albo może to tylko Gili się spierdział. Jakiś kamień wtoczył się pod moją stopę. To już musiał być znak. I faktycznie był, gdyż z leśnej gęstwiny, już wygrabionej przez Viagragorna, wyskoczył jeden z Czarnych Harleyowców. Zaczął mówić coś w swoim języku, tzn. począł bekać. Jednakowoż dziwnym zbiegiem okoliczności ja- Nekrofiliusz – rozumiałem te dźwięki. - To jest Smród! I ma Zwisior! Oddajcie mi go, wy nędzne gałgany ! ! ! Natychmiast przetłumaczyłem to moim towarzyszom. To była wpadka Harleyowca, gdyż Prącioświata ta obelga wkurzyła nieopisanie. A w razie wpadki trzeba użyć „Pomena”. Viagragorn zamachnął się i zaczął zagrabiać Czarnego. Rzeź. Ręka, noga, mózg na drzewie (ścianie?). Noga Harleyowca poleciała w prawo, rączka zaś w lewo. Viagragorn aż się spocił. - Ależ ty seksownie teraz wyglądasz, Viagragornie! – powiedział zachwycony BeGolas. - Wiem. – odpowiedział krótko Prącioświat. Machnął ręką na rozbebeszone zwłoki. Poszedł w kierunku nie zagrabionej leśnej gęstwiny. Patrząc na zwłoki poczułem dziwne, ale miłe uczucie. Coś jak podniecenie. Tak bardzo chciałem dotykać te zwłoki...ach! Nie wiem co by się stało gdyby nie BeGolas, który krzyknął: - Chodź, Nekrofiliusz. – i złapał mnie za rękę. Gili ukradkiem schował gałki oczne i mózg. Był amatorem podrobów. Patyczak wleciał mu do oka. Pisnął: - Ała!

KONIEC AKTU II

AKT III

Nareszcie. Po wyczerpującej, bo aż półgodzinnej podróży dotarliśmy do Rivenhell. Szczerze mówiąc, zupełnie inaczej wyobrażałem sobie to miejsce. Myślałem, że będą tam jakieś wodospady, zielone łączki itp. W rzeczywistości budynek Rivenhell przypominał swoim kształtem łeb jakiegoś szaleńca z rogami. W jego oczach migał napis: „Piekiełko”. Wchodziło się poprzez jego paszczę, z której wydobywały się dziwne dźwięki, coś na podobieństwo głośnej muzyki heavy metalowej. Nie wiedziałem, że w krainach fantasy słuchają Vadera :D :P. W środku Rivenhell przypominało natomiast klub z tańcem typu go-go. Elfki w obcisłych, silikonowych strojach tańczyły na rurach i uśmiechały się zalotnie do odwiedzających. Mi, Giliemu, Smrodowi oraz Viagragornowi się to podobało, natomiast BeGolas skomentował to krótko: - Tania rozrywka dla heteroseksualistów. Viagragorn poszedł szukać elfa, który załatwi nam zapasy na drogę. My tymczasem usiedliśmy przy stoliku i zamówiliśmy po groźnej mary. BeGolas z niesmakiem obserwował wdzięczące się tancerki. Na scenę wjechała gigantyczna salaterka ze zgnitymi truskawkami w środku. Wskoczyły do niej dwie elfki w zwiewnych strojach i zaczęły się, że tak powiem „szamotać”.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Mój ziom z daleka — czytnik · opowiadania