Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Wakacje · 7 min czytania

Moja arkadia

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Słońce, plaża, palmy – nie do opisania była moja euforia na myśl, że już za kilka godzin znajdę się w raju. Właśnie tym był dla mnie Egipt. Ciepłe kraje kojarzyły mi się jedynie z lazurowym morzem i kolorowymi koktajlami. Siedziałam w samolocie i obserwowałam świat przez malutkie, plastikowe okienko. To również było dla mnie nowością. Lot nie był zbyt przyjemny - całe ciało miałam odrętwiałe, zmiana ciśnienia zgotowała mi ból głowy, a świat za szybą okazał się wyjątkowo monotonny. Liczyło się jednak tylko to, co czekało na mnie nad Morzem Czerwonym. Samolot przygotowywał się do lądowania. Poprawiłam się na fotelu, zapięłam pasy. Gdy tylko koła dotknęły ziemi ludzie zaczęli kręcić się, przepychać, zbierać swoje rzeczy. Przebijali się między siedzeniami, jakby uczestniczyli w wyścigu. Za czym gonili? Przecież w raju czas nie ma znaczenia! Przynajmniej dla mnie, przez najbliższe dwa tygodnie. Po długich poszukiwaniach bagaży i siebie nawzajem, ja, mama i mój ojczym wsiedliśmy do autokaru. W środku przyjemnie odświeżała powietrze klimatyzacja, zbawienna dla nas, nieprzyzwyczajonych do tak wysokich temperatur. - Chcesz się napić? – usłyszałam. Odwróciłam się do mamy i wyciągnęłam rękę. - Chcę. – wzięłam duży łyk. Woda nigdy wcześniej nie była tak kojąca. Do autokaru wsiadało coraz więcej ludzi, szukałam wśród nich rówieśnika, z którym mogłabym miło spędzić ten czas. Niestety – wciąż widziałam tylko rodziny z kilkuletnimi dziećmi. Żadnych nastolatków. W końcu pojazd ruszył, opuściliśmy teren lotniska i znaleźliśmy się na jednej z egipskich ulic. Wokół widziałam bazary, hotele, a wśród nich małe, podupadające domki. Na wsiach, miedzy większymi miasteczkami ludzie mieszkali w małych, rozpadających się chatkach, jakby zatrzymali się kilkadziesiąt lat temu. Egipcjanie tak bardzo kontrastowali z hotelami w katalogach biur podróży… Każdy z nich czyhał na turystów, aby tylko sprzedać im podróbkę perfum znanej firmy lub figurkę z alabastru. Wstrząsnął mną ten obraz. Nie zastanawiałam się nad tym jednak zbyt długo. Autokar właśnie zatrzymał się, a moim oczom ukazał się domniemany raj. O dziwo, on również kontrastował ze zdjęciami w katalogu. Duży, jasny budynek nie do końca odpowiadał mojemu wyobrażeniu, ale postanowiłam się nie zrażać. Odnalazłam swoją walizkę i wkroczyłam do holu. Wysokie pomieszczenie było piękne… kiedyś. Bardzo rzucało się w oczy, że hotel od dawna nie był remontowany – poszarzałe ściany, odpadająca farba… Spojrzałam w stronę mamy – jej reakcja była podobna. Nie wiedzieliśmy, że możemy się aż tak przeliczyć. W recepcji zostaliśmy przyjęci bardzo miło. Zastanawiałam się, czy recepcjonistka widzi, jacy jesteśmy zniesmaczeni. Z uśmiechem podała nam godziny posiłków i wręczyła klucze do pokoju numer 107, a tragarz zajął się naszymi bagażami. Wchodząc do pokoju mieliśmy nadzieję, ze jego stan będzie nieco lepszy. Znów się rozczarowaliśmy. W pokoju czuć było wilgoć i zaduch, choć klimatyzacja pracowała bardzo głośno. Pokój był mały i bardzo skromny, podobnie jak łazienka. Ku mojej rozpaczy pokojówki nie były zbyt sumienne. Zacieków na lustrze i brudnej kabiny prysznicowej nie dało się przeoczyć. - No pięknie... – Piotr, mój ojczym, bezwładnie opadł na łóżko. Zaskrzypiało. – Ale nas zrobili w konia… Nie wiem jakim cudem ten hotel zyskał trzy gwiazdki!…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%