Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 7 min czytania

Moja matka i ten mężczyzna

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

3 września 1938 roku był pogodny i niezmiernie upalny. Niebo nad Toruniem było nieskończenie błękitne. Słonce rozświetlało miasto srebrną łuną. Ludzi na ulicach, nawet w samym centrum miasta było niewielu. Kobiety były ubrane w kwiatowe, jasne sukienki większość miała ze sobą chroniące przed ostrym skwarem parasolki, mężczyźni byli ubrani lekko, szybko przemykali się ulicami. Na rogu Szerokiej i Szczytnej mimo upału, w pełnym słońcu robotnicy układali nową kostkę brukową. Byli oni w pół nadzy. Po ich nagich, atletycznych i potężnych torsach spływał pot, pot ludzi pracy. Ulicą po stronie apteki szły ze szkoły piękne, siedemnastoletnie dziewczęta. Po drugim dniu nauki ciągle miały w głowach wakacyjne myśli. Owa piątka dziewcząt przechodząc przechodząc obok grupki robotników ukradkiem spoglądała na piękne i pociągające ciała przystojnych mężczyzn. Oni także chyłkiem spoglądali na rozkwitające swą kobiecością panny łakomym wzrokiem. Byli rozochoceni nieosłoniętymi łydkami, smukłymi taliami i krągłymi pośladkami. Dziewczyny przeszły kilkanaście metrów i przystanęły przy ulicznym malarzu, który przenosił swoim pędzlem na płótno rząd kamienic. Kiedy obejrzały powstający obraz, oczy jednej z nich spotkały się z oczami artysty. Ten spoglądając przez sekundę na jej twarz, przypomniał sobie obraz "Narodziny Wenus" i pomyślał "ona jest aniołem Botticellego". Z taniego hoteliku przy Bramie Mostowej wszedł czterdziestoletni, pracownik firmy która zajmowała się żeglugą wiślaną. Często bywał w Toruniu, a jego firma zawsze wynajmowała pracownikom pokoje w tym samym podłym hotelu nieopodal przystani rzecznej. Mężczyzn z marynarką przerzuconą przez ramię skierował się prosto ulicą Podmurnom. Wszedł do kamienicy na zakręcie ciasnej tej uliczki. Wszedł prędko po schodach na ostatnie piętro. Zapukał do drzwi po lewej, po chwili otworzyła mu ładna, a nawet piękna, ciemnowłosa kobieta. W tym mieszkaniu na poddaszu, mieszała trzydziestoośmioletnia wdowa wraz z synem piętnastoletnim Oscarem. Kobieta wpuściła mężczyznę do środka, zamknęła po czym obieła gościa za szyje promiennie się do niego uśmiechając. Potem zaczęli się czule całować i szeptać coś sobie do ucha. Ze swojego pokoju wszedł Oscar. Mężczyzna podał mu rękę i poklepał po ramieniu -Cześć zuchu co dobrego u ciebie- powiedział do chłopca uśmiechając się -U mnie wszystko w porządku, a u pana?-. -U mnie także nie najgorzej- odpowiedział uśmiechając się nadal. -Chodź do pokoju ugotowałam rosół- powiedziała kobieta. Dzieciak stojąc w progu swojego pokoju, obserwował jak ten facet wchodząc do salonu gładzi jego matkę po pośladku. Potem wszedł do swojego pokoju, przymknął drzwi i cichutko zaczął wyjmować szuflady z komody pod ścianą z drewna która oddzielała jego sypialnie od pokoju stołowego. Gdy wyjął wszystkie szuflady, uklęknął i włożył głowę w pustą komodę między drewnianymi deskami ściany była przerwa przez którą obserwował jak matka wstawia zupę na westfalkę i siada na kanapie, obok tego gościa i kładzie mu rękę na kolanach. oni rozmawiali, śmiali się, potem zaczęli się całować.

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Moja matka i ten mężczyzna — czytnik · opowiadania