Inne · 3 min czytania
Moja myszka mala...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Moja myszka mała.....
Był cichy wieczór. Pod kuchnią mrugał dogasający ogień i na gorącej jeszcze blasze pomrukiwał czajnik pełen wrzątku. Było przytulnie, ciepło bo stary piec zbudowany przez porządnego zduna trzymał ciepło w rozgrzanych kaflach i we wbudowanym na boku kociołku na wodę. Nie lubię prasować, ale w ten czas jeszcze robiłam to bez większych oporów. Życie w Bieszczadach płynęło spokojnie, bez telewizji, hałasu, reklam. Za oknami cicho padał śnieg i wydawało się jak gdyby cały świat usnął i tylko ja czuwałam przesuwając rytmicznie żelazkiem tam i z powrotem.
Usłyszałam nagle cichutkie chrobotanie. Dochodziło ono z kącika miedzy piecem a skrzynką na drewno. Spojrzałam podejrzliwie, bo taki dźwięk mógł znaczyć tylko jedno: mysie odwiedziny. Biedactwo, szukało ciepła i pożywienia, bo na dworze było chłodno i głodno. Przyczaiłam się odstawiając na chwilę żelazko i rzeczywiście: za małą chwilę ujrzałam małego intruza. Była to całkiem mała myszeczka i przelękniona spojrzała na mnie małym…