Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Opowiadania.pl · 11 min czytania

Moja Praca – Błędne Koło, Sprint, czy Podróż

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

"Bo latem gorąco, bo truskawki w tym roku mniej słodkie, bo korki, bo drogowców znów zaskoczyła zima, bo do weekendu jeszcze tyle czasu, bo małe zarobki, bo trzeba jechać, bo trzeba wracać, bo znowu poniedziałek, bo wredny szef i mało płaci", bo tak naprawdę lubimy pasjami narzekać, marudzić i biadolić . Tylko dlaczego? Czy to kwestia tradycji, historii, genów, wody, złego odżywiania, czy może wychowania?

Większość z nas narzeka asekuracyjnie, dla własnego bezpieczeństwa, żeby nie zapeszyć, a czasem po prostu z przyzwyczajenia łatwiej powiedzieć, że się nie uda, że nie dam rady, że nie umiem, że jestem na nie! Jak się jednak okazuje w niektórych naszych marudnych stwierdzeniach, zwłaszcza powiązanych z pracą i zarobkami, można doszukać się ziarna prawdy. Zgodnie z danymi Głównego Urzędu Statystycznego (GUS), w 2013 roku aż 1,3 mln zatrudnionych w gospodarce narodowej otrzymywała wynagrodzenie brutto, nie przekraczające obowiązującego minimum. W niektórych branżach, szczególnie w ochronie, roznoszeniu ulotek czy gastronomii stawki osiągały 5-7 zł za godzinę, a niekiedy nawet 2-3 zł [1]. W takim razie skąd tu czerpać pokłady życiodajnego optymizmu? Tym bardziej, że konkurencja na rynku jest ciągle spora, pod koniec maja 2015 r. liczba bezrobotnych zarejestrowanych w urzędach pracy wyniosła w Polsce 1702,1 tys. osób . W tej kwestii nie można mieć wątpliwości, że jest to ogromna grupa ludzi, którzy z różnych względów dołączyli do grona poszukujących zatrudnienia [2].

Poznajcie permanentnego poszukiwacza zatrudnienia

"Jakie jest Pani - Pana hobby? Muzyka, teatr, film, książka i podróże." Poznajecie ten nieśmiertelny klasyk, który ma już swoje obowiązkowe miejsce, podobnie jak imię i nazwisko, w większości CV? A co by się stało gdyby cześć z poszukujących zatrudnienia wpisała w tym punkcie: "moje hobby to szukanie pracy"? Pewnie nic by się nie stało, tylko przecież nikt nie myśli o szukaniu pracy jako o hobby, albo może prawie nikt. No i z pewnością po tak szczerym wyznaniu, nasze szanse na zatrudnienie "poleciałyby na przysłowiowy łeb i szyję". Jak się jednak okazuje, są wśród nas tacy niestandardowi hobbiści i może również w waszym otoczeniu można odnaleźć tych, którzy utknęli w stanie "permanentnego poszukiwania pracy". Nie należy ich absolutnie mylić z tzw. "odpornymi na zatrudnienie", u których chroniczna alergia na pracę nie pozwala już im dołączyć do grona pracujących. Natomiast permanentnie poszukujący, wkraczając w ten unikatowy etap swojego życia osiągają ekstremalny stan ducha, umysłu i ciała, jednocześnie gromadząc intensywne doświadczenia kastrujące ich poczucie wartości i wiary w swoje możliwości. Zainfekowani notorycznym poszukiwaniem pracy - nawet jak już znajdują swoje wyczekane, wyszperane i wychodzone zatrudnienie - to prędzej czy później coś jest nie tak! I nie chodzi tu o oczywiste wątpliwości związane z kompletnym brakiem warunków do pracy. Ale chodzi o to, co zagnieździło się w ich głowie niczym groźna bakteria, która osłabia organizm drenując go od stóp do głów, od śniadania do kolacji. "Bo nie jest idealnie, bo ludzie jacyś tacy sami, bo miało być lepiej." Efektem ubocznym wspomnianej infekcji, jest chroniczny brak zaufania, niedoprecyzowane oczekiwania, nieustanna podejrzliwość oraz wypalenie zawodowe i to już w początkowej fazie zatrudnienia. W grupie zainfekowanych funkcjonuje jeszcze specjalna podgrupa "stacjonarnych poszukiwaczy", którzy pomimo pełnoetatowego nieszczęścia oraz sumiennie złożonej deklaracji pośród przyjaciół i rodziny pt. "rzucam to" i skrupulatnie zebranych argumentów, które potwierdzają ich globalne nieszczęście. Poszukują wyłącznie mentalnie, tzn. zamęczając siebie i umartwiając często innych, jednocześnie nie wykonując żadnych ruchów ku lepszemu i tkwiąc często latami w swojej zawodowej infekcji. A co gorsze pozostają w miejscu, które często ich unieszczęśliwia, a czasem nawet dramatycznie wpływa na jakość całego ich życia.

Pracodawca czy oprawca?

A gdzie ma swój magiczny początek, ta sensacyjna historia? Jeżeli nawet nie każdy z nas to z pewnością kilkoro trafiło kiedyś do firmy, w której kadra zarządzającą nie miała bladego pojęcia o kierowaniu ludźmi, a wszystkich zatrudnionych wrzucała do jednego worka z tabliczką: "niewdzięcznicy-pracownicy, łaskawie wyswobodzeni z stanu bezrobocia". W tak toksycznej atmosferze stosunek pracownik – pracodawca ma wyłącznie "charakter jednorazowy" podobny do tego, którym darzymy foliowe torebki na stoisku z warzywami. Zachłannie rwiemy bo darmowe, bo przecież potrzebne, bo można je wielokrotnie wykorzystać, ale oburzamy się jak trzeba za nie zapłacić. Czyli jak nie ten to inny, bo przecież "tego kwiatu jest pół światu". Czasem można odnieść wrażenie, że ci łaskawi chlebodawcy zapraszają do swojej organizacji wyłącznie osoby, które z złożenia mają stać się ich wrogiem. I tym samym, naturalnym manewrem wydaje się: okopać, uzbroić i szczerze nienawidzić, bo przecież szef jest zawsze wredny, a pracownik leniwy. Śmieszne, żałosne i przerysowane? Być może, ale niestety również smutne, czasem bolesne, a co…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Moja Praca – Błędne Koło, Sprint, czy Podróż — czytnik · opowiadania