Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 10 min czytania

Moje Boże Narodzenie

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Spojrzałam w okno. Śnieg pokrywał każde drzewko, każde miejsce na mojej dzielnicy. Cieszyłam się. To były święta. Rozmyślałam, jak będzie wyglądał ten dzień, ale nic nie przychodziło mi do głowy... Po chwili usłyszałam trzask drzwi i... u progu mojego pokoju stała wysoka, zielona sosenka pachnąca laskiem i przypominająca mi miłe wydarzenia. Spojrzał na mnie tata i oderwał mnie od nieco szarej rzeczywistości słowami: „co się tak patrzysz?! Ubieraj choinkę!”. Zniósł mi bombki, z których część się potłukła. Nie było mi ich jednak szkoda, gdyż tyle co one przeszły...faktycznie w końcu musiały się zbić. Rodzice jak zwykle byli czymś zajęci, więc ja, mimo że z polecenia – (na polecenie nie robię chętnie zwykle niczego) – chętnie zabrałam się do jej ubierania. Mimo, że w innych rodzinach traktują ubieranie choinki jako dodatkowy obowiązek, ja uznaję je za święto. Wyobrażam sobie, że kiedyś takie drzewko, tak jak ja je ubiorę, tak w ciemnościach życia oświetli mi drogę i wskaże tą lepszą, tą która doprowadzi mnie tam, gdzie chciałam być. Usiadłam na łóżku i po rozpracowaniu tego, gdzie choinka będzie stała – przystąpiłam do działania... Ubrałam ją w jednokolorowe łańcuchy i bombki – mimo, że nie była najbogatszą choinką – wyglądała pięknie. Zawiesiłam na niej także korzeń imbiru przyozdabiany kokardką na cześć Matki Ziemi. Może się to okazać dziwne, ale drzewko choinkowe zawsze kojarzyło mi się ze świętem Samhain w białej magii, gdzie ludzie przywiązywali do czubka choinki biało-czerwone wstążki, łapali je i tańczyli wokół nich, ciesząc się z narodzin Pana... Nie robię czegoś takiego, lecz po prostu zwyczajnie lubię o tym myśleć wyobrażając sobie piękno Zimy, pola zasypane śniegiem i żarzące się na nich światełka symbolizujące gwiazdy, tak, jakby odbijały się od Ziemi o migoczący biały śnieg. Szczególnie pięknie wygląda on nocą. Po przyozdobieniu drzewka przygotowywałam się do wyjazdu do babci i dziadzia...Święto zapowiadało się wspaniale: to moje ulubione święto w roku. Zawsze wspaniale je wspominałam... Podczas jazdy zasnęłam w samochodzie i przyśniły mi się nasze stare, dobre święta... Albo raczej marzenia o idealnych świętach. Cierpliwie czekałam na swoje rodzeństwo u babci, zwłaszcza na siostrę cioteczną, Dominikę, która w trudnych chwilach zawsze próbowała mnie podnieść na duchu. Gdy już przybyła, cała rodzina czekała na pozostałych gości, tymczasem my, podkradałyśmy w konspiracji – tak, to dobre słowo – w konspiracji słodycze zwisające nieużytecznie z drzewka. To była frajda. A potem po prostu szukałyśmy prezentów, które ukrył przed nami Mikołaj. To w dzieciństwie liczyło się najbardziej. Zawsze przyłapywałyśmy naszego dziadzia na przebieranie się za niego „w zastępstwie” za prawdziwego, a potem sami przebieraliśmy się. Rodzice zawołali nas do stołu. Po mojej lewej stronie leżał lekko uwypuklony obrus – prawdopodobnie ze względu na sianko leżące pod nim. Babcia zapaliła czerwoną świecę i rozpoczęliśmy modlitwę. Na stole leżało 12 potraw. Zawsze zastanawiałam się, dlaczego 12 i doszłam do wniosku, że mogą one symbolizować 12 miesięcy: z każdego trzeba spróbować czegoś dobrego. Nigdy jednak nie mogłyśmy dojeść takiej liczby – to pewnie przez to, niektóre miesiące były nieciekawe. Wszyscy podzielili się opłatkiem i składali sobie serdeczne życzenia, wśród dzieci były one wierszowane, prosto z serduszek, ale mimo to brzmiały, jakby z nich nie były – były wypowiadane szybko, ze wstydem. Tak oto cała rodzina świętowała przy stole, zjadając rozmaite potrawy i rozmawiając na różne tematy. Nie śpiewaliśmy kolęd. Owszem – śpiewaliśmy jedną, dwie, czasem i pięć, ale nikt nie miał cierpliwości słuchać grupy osób, którym słoń nadepnął na ucho, w związku z czym taka okazja szybko się kończyła, tak samo, jak niespodziewanie zaczynała. W końcu zostawały 2 osoby, które także w późniejszym czasie kończyły. Potem przyszedł czas na prezenty – każdy się cieszył, ale mimo to w głębi serca wolał dostać coś od Boga – moc, mądrość, miłość, poczucie bezpieczeństwa. Wszyscy kładli się spać, podczas gdy dla mnie i Dominiki najwspanialsza rzecz dopiero się zaczynała. Mika jeszcze o tym nie wiedziała, ale to nic, chciałam ją wziąć z zaskoczenia. A nocy, około godziny 23 w nocy, podeszłam do jej łóżka, w którym spała i obudziłam ją. Poprosiłam ją, żeby wstała i bardzo ciepło się ubrała. Początkowo miała pewne protesty i robiła to bardzo niechętnie, ale w końcu posłusznie wstała i ubrała się. Byłyśmy bardzo ciche, tak, by nie obudzić reszty rodziny. Wyszłyśmy więc przed blok i zaprowadziłam ją trochę dalej od bloku – ale nie zbyt daleko, aby być bezpiecznym i gotowym do ucieczki przed jakimkolwiek zagrożeniem. Było to ciemne miejsce, opuszczone, nikt w nim nie

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%