Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

biografia · 9 min czytania

Moje miasto - rozdział II /Z miłości do teatru/

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Gdy na niebie zawisł księżyc, srebrząc bruki uliczek gdańskiej starówki, a stromymi dachami przemknęły ostatnie koty, w mieszkaniu na trzecim piętrze starej kamienicy przy ulicy Ogarnej, zapaliło się nikłe światło małej lampki.

- Kocham pisanie. To zajęcie daje mi moc, pozwala poczuć swoją obecność w tej chwili i w życiu.To dana przez Boga szansa, muszę ją wykorzystać - szeptała Domorosła Autorka, spoglądając tęsknie na swojego laptopa.

Mąż stał w progu, patrząc podejrzliwie. Na dźwięk głosu żony jego twarz poczerwieniała, jak u rozzłoszczonego raka.

- Co takiego, czy dobrze słyszę? Laptop to najlepszy twój kochanek, oprócz mnie, oczywiście.

Ton głosu gospodarza domu zdradzał lekki niepokój.

- Tylko ty zauważasz tendencje i za to cię kocham - szczerze mu wyznała.

Uśmiechnęła się zalotnie i przytuliła do wydatnej piersi. Czerwień z lica męża spełzła bez śladu, nie mógł opanować wzruszenia, uścisnął dłoń żony i szurając kapciami ruszył przez długi przedpokój. Tego piątkowego wieczoru, styrany minionym tygodniem marzył jedynie o słodkiej drzemce w ulubionym, uszatym fotelu. Jako troskliwa żona, Domorosła Autorka dokładnie otuliła nogi ślubnego pledem i lekkim krokiem wróciła do siebie. W chwilę potem została sama na sam z laptopem i ze swoimi myślami, mogła nareszcie w spokoju oddać się pracy. Będzie to moja opowieść o narodzinach nowego teatru szekspirowskiego w Gdańsku. Ta cząstka bogatej przeszłości mego grodu zasługuje na szacunek, czas ją przypomnieć, niewątpliwie jest warta poznania. Dzwony na gdańskich kościołach właśnie biły godzinę dziewiątą. Wszystko zaczęło przecierać się w jej kruchej pamięci, jak na czystym ekranie telewizora. Mogła bez pośpiechu, małymi krokami realizować wszystko, co sobie zamierzyła. Z miłości do Gdańska i przyjaźni do samej siebie, wkraczała w swój świat. Na ekranie monitora pojawiły się pierwsze litery.

**** Całkiem zwyczajnie zaczęła się ta historia.

W czasach, gdy na tłoczonych licznie, złotych dukatach, widniał dumny napis " Gdańsk jest miastem bezpiecznym pod Boga i Orła opieką" jego mieszczańska społeczność wygodnie żyła i pracowała. Pomyślność i rosnące bogactwo były dobrym podłożem dla rozkwitu kultury miasta. Wiek XVI i XVII były dla dumnego królewskiego grodu, przy ujściu Wisły i największego portu morskiego w Europie Środkowo- Wschodniej, wyjątkowym dla rozwoju sztuki teatralnej. W mieście już około 1600 roku pojawiły się trupy angielskich komediantów. Wędrowały lądem i wodą z odległego Londynu, w którym dramat i teatr przeżywały swój wielki rozkwit, a jedną z najpopularniejszych acz nie koniecznie dochodowych profesji, było aktorstwo. W sytuacji, gdy jeden aktor przypadał na tysiąc mieszkańców, Londyn królowej Elżbiety I okazał się za ciasny. Trupy aktorów objeżdżały z powodzeniem prowincje wyspy, jednak coraz częściej decydowały się na szukanie szczęścia na kontynencie. Sława o kunszcie aktorskim komediantów rozprzestrzeniała się lotem błyskawicy. Nic dziwnego, że w ciągu niecałego półwiecza angielscy aktorzy podbili świat teatralny Europy, na północ od Alp. Nie grymasili- grali dla protestantów i dla katolików, w kościołach i na ulicach. Wiliam Szekspir powiedział o swoich kumplach po fachu, że są streszczeniem i kroniką swych czasów. Zwabieni położeniem Gdańska i jego znaną gościnnością, angielscy komedianci stanęli u bram miasta około 1640 roku. W tym czasie, tuż przy murach obronnych wzniesiony został pierwszy publiczny teatr w Rzeczypospolitej. Dobrze służył gdańszczanom, przez blisko dwa wieki. Była to słynna Szkoła Fechtunku, służąca swym prostym, drewnianym wnętrzem pojedynkom szermierczym i wszelkim popisom teatralnym. Budynek był wierną kopią teatrów elżbietańskiej Anglii. Jeszcze za życia wielkiego Szekspira, odegrano na jego deskach prawie wszystkie jego tragedie i komedie. Na wieść, że przybyli komedianci, całe miasto zmieniało się do niepoznaki, zaczynało tętnić niegrzeszną swobodą, śpiewem i tańcem, z mazurkiem i polonezem na czele. Podczas dwutygodniowego odpustu św.Dominika Anglicy przebrani w krzykliwe, barwne szaty, grali szczególnie dużo i ciekawie. Swoją pasją i angielskim humorem wywabiali z domów wszystkich, bez względu na stan i piastowany urząd. Na drewnianych, trzykondygnacyjnych galeriach teatru rozsiadało się trzy tysiące rozentuzjazmowanych mieszczan. Reszta uboższej

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Moje miasto - rozdział II /Z miłości do teatru/ — czytnik · opowiadania