Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

aktualnosci · 7 min czytania

Moje miasto - rozdział III /pisane w Walentynki

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Za oknem wstaje leniwa niedziela. Niebo nad Gdańskiem rozlewa się w morze spokoju. Domorosła Autorka uważnie słucha pieśni ocalałych z pożaru dzwonów carillonu kościoła św. Katarzyny. Kłania się ciszy i muzyce. - Minęła siódma. To doskonały czas by pisaniem wypełnić pustkę poranka. Zdążę, zanim pan mąż głowę z poduszki podniesie. - szepcze dotykając pieszczotliwie klawiszy swego laptopa. Podróż wśród liter i wierszy to dla niej nieodparta pokusa. Śle listy muzom, uśmiecha się lekko. W święto zakochanych trzeba opowiadać o miłości i kołysać się rytmem muzyki serca. Miłość przychodzi nieproszona, gdy wkracza w życie Autorki to zwykle pod rękę z mężczyzną. Dziś, na bohatera wybiera dojrzałego wiekiem pana, dobrze umocowanego w historii jej rodzinnego miasta. On zna jej smaki, kolorami przeszłość maluje, opowiada o swoich czasach ciekawie i ze swadą, przy nim czuje się damą. Za obiekt swych westchnień wybrała gdańskiego rajcę miejskiego. Będzie o nim mówiła króciutko. Odległe w czasie wydarzenia i fakty z jego udziałem, śledzi z przejęciem pobudzającym ciało do dreszczu. Lubi je przywoływać, są warte bliższego poznania. Spływają strumieniem pierwsze spółgłoski. Autorka pełne zeszyty myśli, część przypięła klamerkami do sznurka, by w twórczym zamęcie nie odleciały do innego poety. Muzy z niedowierzaniem wyglądają z szafek i szuflad. Ona ma to, czego jej trzeba, jest w swoich przestrzeniach, pośród swoich zainteresowań, razem ze swoimi ukochanymi barwami. Samotnie błąka się w czasoprzestrzeni, targana wichrami Historii, kreśli kolejne litery.

****

Oto jeden z jej snów na jawie, który czerpie wiedzę ze strumienia czasu.

Autorka jest wytrwałą zbieraczką historii swego miasta i ważnych słów, które na jego temat padły. Robi to z miłości i z pasją, dawno w niej rozkwitły i nie pozwalają spocząć. Wie,że nie jest sztuką nudzić czytelnika prawdą żywcem z historii wziętą. Zamierza opowiedzieć to co istotne, waży racje. Zaczyna od średniowiecza, od historii gdańskiego samorządu gęsim piórem pisanej. Każde miasto dla sprawnej egzystencji potrzebuje sprawnego, samorządowego organu, który tworzą rajcy. W wiekach średnich takim dysponował Gdańsk. Gród otwarty, wielokulturowy, ceniący wolność, gospodarny, zasobny w tradycje, manifestujący swoją zbiorową tożsamość pieczęcią, a później herbem. Widniejąca na nim pełnomorska, wyciśnięta w ciemnozielonym wosku, dostojna koga była dowodem wiarygodności Gdańska w świecie. Zachowana zdobi krasą, najstarszy kościół parafialny na Starym Mieście. W XIII wieku i na początku XIV stulecia Gdańskiem rządzili nobliwi sołtysi. W tym czasie wsią już nie był, mocno dzierżył prawa miejskie, był stolicą księstwa Świętopełka I, posiadał liczne przywileje. Był strategicznie najważniejszym ośrodkiem u ujścia Wisły i na południowym wybrzeżu Bałtyku, związanym z dostojną organizacją kupiecką zwaną Hanzą, której przewodniczyła Lubeka. W Gdańsku rządziła kolonia niemieckich , z tego miasta i na jego prawie, potrzebnym do normowania życia w każdym mieście. Z niej pochodzili sołtysi – pierwsi gdańscy rajcy, uznani za burmistrzów, mimo odmiennej tytulatury. Były to chłopy na schwał, z nominacji książęcej, przedsiębiorczy i mądrzy, dobrze urodzeni i z polotem. Opiekowali się dumnym miastem i jego kolorową społecznością, przewodniczyli zgromadzeniu mieszczan, godnie go…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Moje miasto - rozdział III /pisane w Walentynki — czytnik · opowiadania