Inne · 2 min czytania
Moje miasto wojowników światła
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Moje miasto wojowników światła. Szłam ulicą Zwycięzców, nie wiem jakich, w moim śmiesznym mieście. Zakurzona ta aleja, bez żadnych łuków triumfalnych bardziej straszy niż jest pomnikiem dla triumfatorów. Ludzie na ulicy tej szarej, zasklepowanej bardzo też szarzy. Nie mają świetlnych mieczy, ani dumnych min, skóry gepardów nie zdobią ich połyskujących zbroją napierśników. Matki poganiają tylko powrzaskujące dzieciaki, dźwigają w pocie czoła wypchane papierem toaletowym i wędlinami plastikowe siatki, aby zadowolić ztrudzonych mężów wracających późnym popołudniem do domu.
A jednak znalazłam wojownika światła! Przy konwoju, koło banku. Ochroniarze, jak to ochroniarze, nic wielkiego. Bez zaangażowania podawali sobie worki z pieniędzmi, aby zasilić nimi kasy bankowe. Ale