Filozofia · 3 min czytania
Moje miejsce
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Prosto stał pośród łańcuchów. Pomiędzy kajdanami rozpiętymi. Wokoło lite ściany. Kamienie tak często widziane, dotykane i liczone…. Imiona już zdążyły nabrać. Jaki to czas, jaka historia czterech ścian otaczających go wdarła się najgłębiej niż ktokolwiek mógł dotrzeć? Zewnętrzny ten człowiek brudny, zewnętrznie tylko odór go otacza. Brud pod paznokciami, zaschła ślina. I ubrań kolor, który już nigdy nie powróci do normalności. Człowiek wolnym jest. Krata jego komnaty stoi otworem. Nogi jego jednak kroku postawić nie chcą. Stopy których podeszwy stały się twarde, a twarde dzięki okrążeniu ziemi razów kilka wciąż w kółko i kółko pomiędzy czteroma kontynentami, nie chcą opuścić znanego sobie świata. Obca bezkresna i zupełnie nieznana przestrzeń przeraża. Jak można nadepnąć obce kamienie? Jak można pozostawić obecne tutaj? Powiernicy łez, lamentów i osobistych uniesień… krew i pot, noszą na sobie. Ich gładkość pracą niezłomną naznaczone. Jak pójść oglądać obce ściany. Nieznane. Jak obcym ścianom opowiadać o swoich troskach i pamięci wspomnień tak wiele pozostawionych. Ileż wierszy one wysłuchały. Te kanciaste stworzenia… te imiona. Jak można słyszeć obce dźwięki, prócz