Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 9 min czytania

"Moje niedokończone opowieści":-)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Kroniki Krain Lhydii

Prolog: „Legenda o bibliotece Indhirland”

Było letnie popołudnie, gdy młody oficer straży nabrzeżnej miasta Indhir – głównego portu niewidzialnej wyspy Indhirland – został poinformowany przez jednego ze swoich podkomendnych o zbliżającym się do portu stateczku. Stojąc na murze okalającym miasto kapitan spojrzał we wskazanym przez wartownika kierunku. Na spokojnych falach unosiła się niewielka łódeczka z biało zielonym żaglem. Delikatnie sunąc po tafli wody łódka szybko zbliżała się do brzegu. Kapitan był stosunkowo młodym elfem ze szlacheckiego rodu pochodzącego w prostej linii od księżnej Ellanour siostry obecnego władcy Krainy – Króla Pencidalla Świętego, Zwierzchnika Zakonu Białej Lilii, bardzo popularnego kultu bogini Kharonaey. Sami Paladyni należący do Zakonu zwykli mawiać o swej patronce per „Pani Kharonaey”, co ludziom nie związanym bliżej z tą religią wydawało się co najmniej nie stosowne. Kapitan zmrużył oczy skupiając wzrok na łódeczce. Dla zwiększenia mocy i tak świetnego wzroku elf wymruczał zaklęcie. Po chwili dokładnie już widział mężczyznę, który siedział za sterem. Twarz miał schowaną pod głębokim kapturem, który skutecznie zasłaniał oblicze przybysza. Minęło jeszcze trochę czasu nim łódka dobiła do brzegu, gdzie wśród przenikliwego krzyku mew, których całe mnóstwo fruwało ponad portem, zebrało się kilkoro pomocników i gapiów. Wśród nich był także kapitan i trójka odzianych w barwy zakonu łuczników. Przybysz zszedł na ląd. Był wysokim szczupłym mężczyzną, którego śniada twarz po ściągnięciu kaptura zdradzała południowe pochodzenie. Ubrany był w prostą brunatną szatę bez jakichkolwiek emblematów. Na łysej głowie wytatuowane miał tajemnicze zielone wzory, których pochodzenia kapitan nie potrafił rozpoznać. Kolejną dziwną rzeczą, która zwróciła uwagę kapitana były oczy przybysza. Dziwne, zamglone jasno niebieskiego koloru. Przybysz wydawał się zagubiony lecz czujny zarazem. Sprawiał wrażenie zaskoczonego sytuacją. Później na posterunku wyznał, że niewidzialna siła przyciągnęła go na brzeg jego wioski na południowym wybrzeżu Khaz. Kazała załadować wszystkie rzeczy i prowiant na dwa tygodnie drogi. Przybysz wyznał również, że jest magiem, lecz nigdy nie spotkał się z taką siłą, której nie potrafił się przeciwstawić. Całą podróż pamiętał jak szczępki snu. Dopiero dzisiejszego dnia rano ocknął się i na horyzoncie ujrzał ląd. Przesłuchaniu przysłuchiwał się również tutejszy mnich Zakhariah, który za pomocą zaklęć lustrował prawdomówność przybysza. Ostatecznie przekonało ich znamię pokazane przez przybysza, które miał na przegubie ręki. Kształtem przypominało runę Ilhe – starodawny znak Kharonaey. Wszyscy mieszkańcy Indhirland posiadali takie znamię, jak również ci, którzy odwiedzali tę wyspę. Bez tego znamienia nie sposób było przedrzeć się przez potężną niewidzialną zaporę chroniącą Indhirland przed ciekawskimi. Przybysza tymczasowo ugoszczono w tutejszej gospodzie do czasu gdy Rada wyspy podejmie decyzję co do jego dalszych losów na Indhirland. Podjęto decyzję, iż przybysz tymczasowo zostanie przydzielony Zakhariahowi do pomocy w bibliotece zakonu. Mijały miesiące. Nastała jesień. Przybysza, który nazywał siebie Melvinem de Ronex, wszyscy bardzo polubili. Był miły, niezwykle uczynny i pomocny. Przeto Rada podjęła decyzję i przybysza przyjęto do grona mnichów świątyni. Nadal pracował w bibliotece, gdzie z czasem uzyskał dostęp niemal do wszystkich ksiąg i zwojów, które przez stulecia gromadzono i katalogowano. Zaczął również pracować z młodymi adeptami szkoły zakonnej, gdzie szkolono nowych Paladynów, mnichów i kapłanów. Po roku czasu mieszkańcy Indhiru traktowali go już jak swojego. Pozyskał sympatię uczniów i innych wykładowców, jednak w dalszym ciągu zastanawiano się w jakim celu Melvin de Ronex został wezwany na wyspę. Lata mijały leniwie. Do Indhirland wieści z lądu docierały regularnie, lecz wojny toczone przez władców Krain Lhydii nie bardzo interesowały miejscowych prowadzących spokojny tryb życia. Indhir był największym z pięciu grodów wyspy. W środku wyspy powstał Pencirland oddalony od Indhiru o dwa dni jazdy. Dalej wśród gór na północy mieścił się gród Northernland. Po przeciwnej stronie wyspy zbudowano bliźniacze miasto Southernland, od którego oddalony o trzy dni jazdy zbudowano najmniejszy i zarazem ostatni gród Indhirlandu Westernland. Co kilka tygodni do Indhiru przybywały statki, którymi elfi…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
"Moje niedokończone opowieści":-) — czytnik · opowiadania