Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Wojna · 6 min czytania

Moje serce w Kongo.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Świat coraz częściej rozgląda się już nie tylko za swoimi problemami, ale także tymi nagłaśnianymi przez media. Nawet młodsza kasta naszego społeczeństwa rozgląda się za coraz nowszymi wiadomościami z otaczającej nas sytuacji. Zawsze miło jest zabłysnąć wiedzą, a im rozmówca młodszy, tym większy zyska się u niego szacunek. Szkoda tylko, że coraz częściej zdarza się, iż oprócz suchych faktów, w naszych głowach nie znajduje się nic innego. Czasem nawet zdarza się tak, że niewygodne tematy zostają omijane – nie tylko przez nas, zwykłych ludzi ale także przez królujące dziś mas-media. Takim problemem jest konflikt Rwandy, który co prawa jest już zakończony, ale nadal boleśnie piecze cały świat. Około 16 lat temu dokonała się tam jedna z największych masakr ludności cywilnej XX wieku. Pytanie o powód? Bo jeśli nie pieniądze, to co? A ! Właśnie tak – władza. Tak miła wszystkim ludziom… a raczej znaczącej jej większości. Od kiedy pamiętam uczono mnie, że każdy człowiek jest równy. Nie ma w ówczesnych czasach żadnej drabiny społecznej. Lecz jak jest w rzeczywistości, to każdy wie sam. I właśnie tak zrodził się zalążek tego sporu. Tutsi i Hutu to dwie grupy społeczne południowoafrykańskiego państwa – ówczesnej Ruandy. Porównując do XVIII wiecznej Polski – Tutsi to szlachta, zaś Hutu jest całą resztą obywateli. Ich stosunek to 1 do 5. W Ruandzie już od lat 50-tych rządzi Hutu. Co ma zrobić Tutsi, skoro jest znaczącą mniejszością? Zamach na prezydenta! Zestrzelono samolot, w którym wracała głowa ich państwa oraz ich sąsiadów. Aby nie doszło do kolejnych zamieszek przedstawiciele stron spotykają się na specjalnym spotkaniu. Jednak lista ustępstw Hutu wobec Tutsi okazuje się zbyt wielka, co wszczyna złość w jednym z generałów Hutuskiej armii. Jak się okazuje, w generale posiadającym niezwykle silny charakter i bardzo duże wpływy. Romeo Dallaire Bagosora rozpoczyna natarcie. Przez 100 dni wraz z grupą swoich żołnierzy rozpoczyna wyrzynkę. Wymordował około miliona ludzi. Okazuje się, że nie tylko Tutsi. Zabijał także Hutu, którzy nie chcieli się dołączyć. Dochodziło nawet do tego, że schronieni w kościele prześladowani byli wydawani przez księży. Skutkiem tego, większość mieszkańców przeszła na muzułmanizm, bowiem tam liczy się Braterstwo Wiary, a nie Krwi. Swoją drogą, czy to nie zabawne, że człowiek z tak dystyngowanym imieniem… z tak piękną jego literacką historią, podburzył całe swoje państwo? Do zabójstw tak bestialskich, że nawet matki mordowały własne dzieci zrodzone z ojców Tutsi? Ot, władza. Jednak w pewnym momencie resztka prześladowanych zebrała całe swoje siły militarne i urządziła marsz partyzancki – jak się okazało, na tyle skuteczny, że rebelianci Hutu wycofali się do sąsiedniego państwa – Konga.

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Moje serce w Kongo. — czytnik · opowiadania