Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Rodzina · 6 min czytania

Moje Zaduszki (zamiast wiersza)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Moje Zaduszki. (zamiast wiersza)

Wiersze są jak eliksiry. Im bardziej klarowne i gęste od znaczeń, im staranniej ktoś je warzył , aby osiągnąć idealną gładkość mikstury, kiedy to już nie rozróżnisz poszczególnych składników a widzisz tylko jednolita całość, tym lepiej. I dla poety, i dla reszty świata. Dobry wiersz ma lśniącą powierzchnię. Każdy, kto się nad nią pochyli, zobaczy własną twarz, oczy i kawałek swojej duszy. Jeśli popatrzy się uważniej można dostrzec tuż pod powierzchnią kłębiące się uczucia, bo każdy poeta musi złożyć daninę z własnego serca, aby powstał wiersz. Kropla tego eliksiru, o ile jest udany, ma tak intensywny smak i zróżnicowany bukiet zapachów- myśli, że proza staje bezradna wobec tej kondensacji.

Ja poetką nie jestem i na ogół tego nie żałuję. Za bardzo boję się częstochowskich rymów i pozornej łatwości białego wiersza. Zadowalam się smakowaniem cudzych eliksirów i wchłanianiem ich. Ale bywają momenty, kiedy chciałabym umieć powiedzieć coś lirycznie. Coś o sobie, o tym, co czuję. W prozie wystawianie siebie na plan pierwszy jest ryzykowne.

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Bo zbliża się dzień, kiedy wspominamy naszych zmarłych. Bo odeszła moja babcia. Bo chciałabym napisać o tym wszystkim wiersz. O niej i o mnie. O tym, że miała długie życie. Jej osoba łączyła mnie z wydarzeniami z lekcji historii. Pozwalała poznać wszystko od zaplecza.

Kiedy bolszewicy zbliżali się do Warszawy moja babcia miała dziewięc lat i uciekała przed nimi nocą ze swoimi rodzicami. Gwiazdy świeciły bardzo jasno, a ona spoglądała na nie z wozu wymoszczonego sianem. Kiedy miała szesnaście lat musiała pójść pracować do dworu. Niedługo tam była. Nie chciała panienkom czyścić bucików. Kiedy miała dwadzieścia osiem lat wybuchła wojna. Nie, nie będzie o głodzie i śmierci. Będzie o małym chłopcu, moim wujku, który całe dnie przesiadywał na murowanej piwnicy i wypatrywał czy wraca z wojny jego tata. Babcia nie miała na to czasu. Została sama ,, na gospodarstwie” z dwójką małych dzieci. Dziadek, na szczęście, wrócił a rok później urodził się trzeci syn.

Patrzę na zdjęcie. Jedno z najstarszych w moich zbiorach. Babcia jest na nim młodsza ode mnie. Siedzi pod drzewem, na drewnianym krześle ubrana w niedzielną sukienkę z białym kołnierzykiem, białe pończochy i buciki zapinane na paseczki. Wygląda prawie jak ,,miastowa” kobieta. Dwaj mali chłopcy tulą się do niej z obydwu stron, najwyraźniej trochę niepewni wobec obcego, który robi im zdjęcie. Tylko najmłodszy, siedzący na jej kolanach, nie przejmuje się zupełnie niecodzienną sytuacją. Nie patrzy nawet w stronę obcego. Z paluszkiem w buzi obserwuje coś, co znajduje się poza drewnianą ramką zdjęcia. Co? Tego już nikt nigdy nie będzie wiedział.

Ci chłopcy to moi wujkowie. Najmłodsi z ich wnuków mają więcej lat niż oni na tym zdjęciu. Mojej mamy jeszcze tu nie ma. Urodzi się dopiero za pięć lat. Na zdjęciu widać

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%