Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 52 min czytania

Moje życie...

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Moje życie, to jeden wielki zakręt, nie wiem dlaczego trafiło to właśnie na mnie .Pamiętam Słowa koleżanki z Liceum, która napisała mi tak: „ (...)pogody ducha i życia bez zakrętów” Tak, pięknie byłoby mieć takie życie bezproblemowe. Choć niektórzy ludzie uważają, ze życie bez problemów nie byłoby aż takie piękne, wszyscy posiadaliby to co chcą, nikt nie dążył by do wyznaczonego sobie celu w życiu, aby coś osiągnąć. Ludzie nie cenili by tak życia, jak się ceni teraz. Kiedy człowiek ma wyznaczony cel, to po trupach dąży, aby go osiągnąć. Właśnie w moim przypadku tak było....Czy myślicie, że obraniem celu mógłby być mężczyzna?? Jeśli nie, to przekonajcie się o tym sami! Moim największym problemem w życiu jest niezdecydowanie, straszna cecha, najgorsza chyba jaką może posiadać człowiek. Niestety mnie taka cecha obdarzył Bóg, choć od jakiegoś czasu pracuje nad tymi jest coraz lepiej. Zawsze niezdecydowana pod prawie każdym względem, ciężko było mi podejmować decyzje, to była ostatnia rzecz która chciałam robić! Niestety są w życiu takie chwile, że nie ma odwrotu i wkoncu trzeba się zdecydować, prawda? Pewnego marcowego wieczoru znajome wyciągnęły mnie na dyskotekę do miasteczka oddalonego o 20 km od mojego miejsca zamieszkania. Było bardzo fajnie, super atmosfera, kolorowe światełka, pełno ludzi, i najważniejsze co musi być na dyskotece-dobra muzyka. Cieszyłam się że są tłumy, ponieważ moim hobby jest obserwowanie ludzi, ich zachowanie, a tam nie mogłam na to narzekać. Wiadomo -dyskoteka-ludzie pod wpływem alkoholu robią różne niestworzone rzeczy, czasami śmieszne ale tez czasem żałosne. No cóż żyjemy w takich czasach, w których coraz bardziej się to zdarza. Tańcząc, obserwowałam zachowania ludzi wokół mnie , nagle jednak mój wzrok się zatrzymał. Niedaleko mnie tańczył wysoki ciemnowłosy chłopak, którego znałam już z widzenia. Wiedziałam bardzo dobrze ze jest z mojej miejscowości .Kiedyś widywałam go idąc codziennie ta sama droga do szkoły. Pytałam się nawet przyjaciółki czy go nie zna. Powiedziała mi jego imię i nazwisko, lecz szybko uleciało to z mojej pamięci. Myślałam o nim jak o kimś, kto jest niedostępny, o kimś, kto wie czego chce. I nigdy nie myślałam że zwróci na mnie swoją uwagę. A jednak się myliłam....Pamiętajcie „nigdy nie mów nigdy”. Tańczyłam dalej, nie spoglądając już od tamtej pory na ludzi, patrzyłam tylko na Niego. Nie widziałam nigdy chłopaka, który by tak fajnie tańczył, jego ruchy były dopasowane do rytmu muzyki. Pomyślałam sobie-to chłopak lubiący dobra zabawę, tak jak ja-musze go poznać!. Kiedy usłyszałam wolna piosenkę i zobaczyłam wiele par tańczących na parkiecie zrobiło mi się trochę smutno, i zaczęłam zastanawiać się dlaczego nikogo nie mam, co ja źle robię, czemu nikt do mnie nie podejdzie?! Nagle stwierdziłam, ze życie ma się tylko jedno, i ze jeżeli nigdy się czegoś nie spróbuje, potem można tego żałować...Teraz wiem, ze nie zawsze tak się dzieje. Moja długa i pewnie dla większości ludzi bezsensowna historia zaczyna się w tym właśnie momencie. W momencie, kiedy leci wolna piosenka, a ja....?co robię ?podchodzę do mojego „kozła ofiarnego” hi hi. Można tak go nazwać .I...jak nigdy po raz pierwszy, to ja proszę do tańca tego wysokiego przystojniaczka. Ciekawiło mnie jakie będzie jego zachowanie, zadawalam sobie pytania, czy zgodzi się na niewinny taniec, czy jednak powie żebym sobie spadała i dała mu święty spokój. Jego reakcja ucieszyła mnie, bo z chęcią ze mną zatańczył. A jednak nie jestem taka zła jak mi się wydaje -pomyślałam. To nie był tylko jeden taniec, ponieważ resztę dyskoteki spędziliśmy bawiąc się i rozmawiając. Rozmawialiśmy o wszystkim, o swoich zainteresowaniach, o muzyce-jak się okazało lubimy słuchać tego samego rodzaju muzyki, czyli „czarną muzę”. Opowiadał trochę o sobie...o swoim życiu, o swoich problemach. A ja słuchałam. Cieszyłam się ze po tak krótkim czasie znajomości, ktoś mi się zwierza, ze ktoś potrafi mi zaufać. Dowiedziałam się, że od 4 lat jest z kimś, niestety nie układało im się ostatnio najlepiej. Zdradziła go, a on nadal z nią był, choć zdradził mi ze chyba już jej nie kocha. Mimo, iż mi się spodobał, próbowałam zrozumieć go, dlaczego dalej jest z nią, przecież ona go zdradziła!, wyobrażałam sobie jak musi czuć się człowiek zdradzony. Było mi go strasznie żal, było mi przykro. Zeszliśmy jednak z tego tematu, bo zrobiło się jakoś dziwnie, i smutno. W oddali słyszałam muzykę, puszczali już wolne kawałki, w pewnej chwili Łukasz-bo tak miał na imię- zapytał się o wykonawcę piosenki, która właśnie leciała, niestety nie mogłam przypomnieć sobie tego nazwiska, chociaż wiedziałam kto to śpiewa, po prostu miałam to na końcu języka, tak czasem się zdarza. Zapytałam się jaka będzie nagroda za odgadnięta zagadkę, na co usłyszałam:-„niespodzianka”. Pomimo, iż nie odgadłam tej zagadki i tak dostałam nagrodę. A ta nagrodą był...delikatny, miły pocałunek. Było mi naprawdę miło, coś w tamtej chwili poczułam, coś co czuje do dziś dnia. Jego pocałunek...ucieszył mnie. Poczułam się inaczej, na dodatek prawił mi tyle komplementów, ze zrobiło mi się aż głupio. W końcu znów poszliśmy się bawić, była już końcówka dyskoteki, a my dopiero zaczynaliśmy się bawić super. Miałam na sobie jego bluzę, pamiętam dokładnie ze była koloru czerwonego i miała kaptur, oraz ze ślicznie pachniała Niestety nadchodził koniec, dla mnie oznaczało to nie tylko koniec imprezy, ale koniec dobrej zabawy w towarzystwie tak świetnego faceta. Wiedziałam ze będę musiała zapomnieć o nim ,choć nie chciałam, nie mogłam. Jednak była iskierka nadziei, ze go jeszcze zobaczę, ponieważ chciał spotkać się ze mną, Spotkać!!!!! Zgodziłam się, bo nie potrafiłabym mu odmówić. Umówiliśmy się na poniedziałek o 19.00 na placu!

Dlaczego wszyscy faceci są tacy sami, „obiecanki-cacanki”! Najpierw pięknie gadają, a potem i tak robią coś innego!! Ich chyba nigdy nie da się zrozumieć!! Po tym poniedziałkowym dniu, na który czekałam z niecierpliwością zrozumiałam ze facetom nie można wierzyć. Owiną sobie dziewczynę wokół małego paluszka, i już ją maja. Ale tak naprawdę do końca to nie jest ich wina, bo gdybyśmy my- kobiety-nie były takie naiwne i „głupiutkie” na ich wszystkie słowa, to nie cierpiałybyśmy tak. Niestety mamy inne myślenie, niż faceci. Kobiety marzą o wielkiej miłości, o kimś bliskim, z kim będą mogły porozmawiać, do kogo będą mogły się przytulić i takie tam inne rzeczy, a faceci? Oni myślą tylko o tym co tu zrobić, żeby „przelecieć” jakąś fajną laskę. Nie mają żadnych uczuć, nie potrafią naprawdę kochać. Tak myślałam po tym poniedziałkowym dniu, bo facet w którym powoli się zakochiwałam nie przyszedł na umówione spotkanie. Rozważałam wszystkie możliwości-dlaczego??? I za najbardziej prawdopodobna uważałam tą, że przecież ma dziewczynę, z która jest już bardzo długo, wiec po co miałby spotkać się ze mną?? Ja byłam tylko dziewczyną, z którą się dobrze bawił i z która fajnie mu się rozmawiało. Nic więcej. Sama nie wiem dlaczego myślałam ze przyjdzie na to spotkanie, przecież nie chciałam rozbijać żadnego związku! Czułam się okropnie, jak nigdy dotąd się nie czułam. Musiałam zapomnieć, choć było mi ciężko, przecież to była tylko jedna dyskoteka. Nie wiem co sobie wyobrażałam. Nie mogłam o nim nie myśleć, nie mogłam nie tęsknić za jego spojrzeniem, ZA NIM! choć miałam jeszcze inne problemy na głowie, które były ważniejsze od Niego. Matura...próbna bo próbna, ale matura. Trudno było mi się skupić na nauce, moje myśli non stop wędrowały w stronę Łukasza, to było silniejsze ode mnie. Powolutku jakoś, przez inne sprawy zapomniałam, choć nie do końca. Wiedziałam ze istnieje taki ktoś, kto jest tylko moim marzeniem, tak jak mówi ten oto wiersz:

„Jesteś mym płomyk podtrzymujesz mnie przy życiu. Wiem, nie będziesz nigdy mój, lecz marzenia i nadzieja pozwalają mi się cieszyć i zapomnieć o tęsknocie, samotności, jaką w małym sercu mym przechowuję w dzień i w nocy.”

Czas powolutku mijał, przygotowania do matury trwały pełną parą, to pozwalało mi nie myśleć tak dużo o pięknookim facecie. Chodząc po mieście, szukałam tych niebieskich oczu, które tak mnie zafascynowały, oraz tego, który je posiada. Minął miesiąc. Przyszły Święta Wielkiej Nocy, trochę odpoczynku od nauki, w końcu coś innego, cieszyłam się że przez te kilka dni mogę oderwać się od nauki, nie myśleć o niej, oraz to że w końcu skończył się Adwent! Myślami byłam gdzie indziej...wiedziałam i byłam pewna, że znów pojadę bawić się, w to samo miejsce, gdzie poznałam Łukasza. Miałam nadzieje, ze go tam spotkam, lecz z drugiej strony bałam się swojej reakcji, bałam się, że powiem lub zrobię coś głupiego, czego potem będę żałować. Od moich koleżanek nasłuchałam się trochę o Nim, odradzały mi go, mówiły, że ma stałą dziewczynę, i żebym dała sobie spokój, bo mnie tylko skrzywdzi. Ale jak może słuchać takich opowiadań osoba, która coś do tego człowieczka poczuła? Bawiłam się w dyskotece o nazwie „Kosmos”, nie wiem czy można było nazwać to zabawą, ponieważ większość dyskoteki przesiedziałam, szukając wzrokiem mojego „marzenia”. Humor od razu mi się polepszył, kiedy dowiedziałam się że ten, którego szukam, jest w drugiej dyskotece. Nie zwlekając, zabrałam koleżankę, która go znała ze sobą i poszłyśmy tam, gdzie bawił się On. Nie chciałam żeby nabrał jakichkolwiek podejrzeń, że coś do niego czuje, że mi na nim w jakiś sposób zależy. Kiedy Go zobaczyłam, serce mi mocniej zabiło, a ręce miałam całe spocone ze strachu przed spotkaniem z nim. Nie wiem jak można nazwać takie zachowanie? Czyżby było to zakochanie? To było bardzo możliwe, bo od czasu tej dyskoteki nikt, naprawdę nikt inny nie siedział mi w głowie.!!!! Nie myślcie sobie, że podeszłam do niego i jak nigdy nic się przywitałam. To nie było tak. Prawdą jest to że podeszłam, ale nie do niego tylko do kumpelki, z która tam przyszłam, a ona akurat tak los chciał, stała i z nim rozmawiała. Nasze spojrzenia się ZNÓW spotkały, nie mogłam nie spytać się Go, dlaczego? Dlaczego nie przyszedł, dlaczego zrobił ze mnie idiotkę. W myślach miałam nadzieje że nie powie nic takiego, co by mnie zabolało, czyli o jego dziewczynie. To byłoby najgorsze co mogłoby być. Jak się później okazało, nie przybył na nasze spotkanie, bo...myślał ze ja nie traktowałam tego poważnie! Absurd! To o czym on w ogóle myślał? Byłam wkurzona, ale gdy spojrzałam w jego oczy, nie mogłam nie rozmawiać z nim dalej. Tym razem całą dyskotekę przesiedzieliśmy, spędziliśmy ją na długiej rozmowie. Nie chciałam się bawić, wolałam na niego patrzeć i go słuchać. Mogłam tak słuchać i wpatrywać się w niego przez wieki. Nie mogłam nie powstrzymać się także, aby Go nie pocałować. Moje hormony szalały. Tak jak ja szalałam za nim! To jest cudowne uczucie, być zakochanym, lecz niewiadomo czy z wzajemnością -a to jest w tym wszystkim najgorsze. Nie wiem czy głupota był mój pocałunek, trudno jest mi to określić. W tamtym momencie postąpiłam egoistycznie, myślałam tylko o sobie nawet nie byłam pewna czy Łukasz będzie tego chciał! Po tym już wiedziałam że tez tego chciał, ponieważ następny pocałunek, to on złożył na moich ustach. Całowaliśmy się, rozmawialiśmy i czułam się cudownie, myślałam ze to jest sen. Jednak nie! To była rzeczywistość! Piękna rzeczywistość...do czasu. W końcu uświadomiłam sobie, że zachowujemy się, jakbyśmy byli razem, a tak wcale nie było. Miałam wyrzuty sumienia, że się z nim całowałam, ze tak nie powinno być, przecież on ma dziewczynę! I to nie od miesiąca, czy tam dwóch, ale od 4 lat! Wiedziałam, ze nie będę nigdy z nim, ze ja , to tylko dziewczyna do zabawy. To było dla mnie nie realne, że zostawi „ja” a będzie ze mną! Nie mogłam powstrzymać spływających po moich policzkach łez. Leciały jak grochy, tak wielkie, takie smutne i cierpiące. Ku mojemu zaskoczeniu, Łukasz całował moje policzki, po których spływały gorzkie łzy. To było coś pięknego, cudownego, czego się nie da opisać. Znów zaczęły się obietnice, choć to co mi obiecał przyjęłam, ale nie uwierzyłam. Obiecał wysłać list.. I znów koniec dyskoteki. Tym razem czułam, ze to nie jest koniec naszej znajomości, tylko dopiero początek czegoś...pięknego. Po tej dyskotece podświadomie czekałam, kiedy spełni się obietnica Łukasza. Nie chciałam jednak myśleć tak, ponieważ bałam się kolejnej porazki, rozczarowania.. Kolejne cierpienie, kolejne łzy. Nie chciałam myśleć o Nim .Nadchodził maj, a w nim….matura. To było dla mnie najważniejsze, zdać tą pieprzona maturę i dostać się na studia, a potem?? Potem prawie pół roku wakacji i będę miała wtedy czas na rozmyślania, i inne rzeczy. Zagrożeniem dla mnie w czasie matury było-Zakochanie się! Przyszedł koniec roku szkolnego, ale matura dalej przede mną. Tego dnia miałam bardzo dobry humor, i nic nie mogło mi go popsuć, mogło być tylko lepiej, i tak się właśnie stało. Po powrocie ze szkoły zobaczyłam w skrzynce list. To była niezwykła koperta, to była papeteria. Zerknęłam na pieczątkę i już miałam jasna odpowiedz , kto jest nadawca tego listu. Z niecierpliwością otworzyłam kopertę i zaczęłam czytać:

„Witaj Aniołku! Na początku serdecznie Cię pozdrawiam o z góry przepraszam, że tak późno zebrałem się do napisania tego listu. Mam nadzieje, że się nie gniewasz. Wszystko co Ci powiedziałem w niedzielny wieczór, było najszczerszą prawdą. Może zabrzmi to beznadziejnie, ale znam Cię dosyć krótko, a czuje jakbym Cię znał od dawna. Jesteś bohaterką moich snów i najskrytszych marzeń. Zawsze zastanawiałem się czy spotkam kogoś przy kim moje serce zabije mocniej, kogoś o kim będę myślał 24h na dobę, kogoś takiego jak Ty. Chciałbym każda następną chwilę spędzić wtulony w Twoje włosy, czuć zapach Twojej skóry i smak Twych ust. Pamiętam każde słowo wypowiedziane z Twoich ust; każdy uśmiech na Twej twarzy i ilość łez spływających po Twych policzkach. Choć do tej pory ich nie rozumiem, mam wrażenie ,że w jakimś stopniu to moja wina, Co do mojej dziewczyny, jak już Ci wcześniej mówiłem, nie jest to takie proste. Potrzebuje odrobinę czasu. Nie mogę powiedzieć jej prosto w twarz, ze poznałem Ciebie. Może uważasz, że jestem tchórzem, ale naprawdę nie mogę. Mam nadzieję, że jak będziesz czytała ten list, to uda mi się już wszystko załatwić. Nie jestem najlepszy w pisaniu listów, wiec bardzo Cię proszę, wybacz mi pismo i styl oraz błędy jeśli będą. Tyle mam Ci do powiedzenia, ale nie potrafię tego przelać na papier. Powiem Ci kiedyś w cztery oczy. Łukasz”

I jeszcze wierszyk:

„Czy to jest miłość? Doprawdy nie wiem Chcę być kochany Chce kochać Ciebie Kiedy jestem z Tobą Wiatr użycza mi swych westchnień Gdy jestem przy Tobie To czuje, ze Jestem.” p.s. .Potraktuj ten list naprawdę poważnie. (Jestem ciekaw czy mi odpiszesz...)

Hmm...Po przeczytaniu tego listu, nie mogłam dojść do siebie, od razu zadzwoniłam do mojej przyjaciółki Dorki, musiałam się z kimś podzielić swoim szczęściem. Tak, byłam bardzo, ale to bardzo szczęśliwa i dawno się tak nie czułam w końcu zdałam sobie sprawę, że tak jak mi wcześniej mówił, nie kocha swojej dziewczyny. Jak mógłby napisać coś takiego do kogoś ,do kogo nic by nie czuł? Trochę poczułam się głupio przez jedno Jego zdanie: ”Mam nadzieje, ze jak będziesz czytała ten list, to uda mi się już wszystko załatwić” Poczułam się winna że rozpada się jego związek, że rozpada się....przeze mnie Nie chciałam żeby tak wyszło, czułam się źle z tym. To tak jakbym ja mu kazała z nią zerwać. Co do wiersza...śliczny, aż płakać ze szczęścia mi się chciało, trochę łezki uroniłam, ale to chyba normalne zachowanie w tym przypadku. Czułam że zaczyna się nowy rozdział w moim życiu. I tak było, zaczęło się coś, co będzie trwać jeszcze przez długi czas... Minęło kilka dni, zadzwonił. Pierwszy raz usłyszałam jego głos przez słuchawkę, dlatego trudno było mi Go poznać. Nie mogłam powstrzymać swoich uczuć i musiałam przelać je na kartkę papieru, ale ta kartka miała być...przeznaczona dla Łukasza. Zadzwonił dzień po otrzymaniu mojego listu....Porozmawialiśmy chwilę, podziękował za list, i podsumował go słowami, że mój list w porównaniu do jego, to matura plus praca magisterska. Miło było usłyszeć takie słowa, ale chyba lekko przesadził, matury jeszcze nie zdawałam tej prawdziwej, a praca magisterska?? jeszcze mi do niej daleko, nawet nie wiem jak ją trzeba pisac ha ha. Ale w każdym bądź razie zrobiło mi się miło. A jeszcze milej poczułam się, jak zaproponował spotkanie i to jeszcze tego samego dnia.!! Wiecie co to dla mnie znaczyło? Stres, stres, stres i jeszcze raz stres. Od czasu tego telefonu, chodziłam zdenerwowana, nie wiedziałam co mam na siebie włożyć, i w ogóle bałam się tego spotkania. Spotkania w biały dzien., a nie na jakiejś tam dyskotece, w końcu będziemy mogli spokojnie porozmawiać. Tak się cieszyłam, że nawet moja mama się domyślała, co się ze mną dzieje. No bo trudno było nie zauważyć mojego innego zachowania. Nie była jednak tym zachwycona. Nie dziwie jej się, tez bym się bała o swoje dziecko, w takim momencie Niedługo matura, a ja się Zakochałam. Nie mogę się uczyć, nie mogę się skupić, nie mogę spać, ani jeść bo cały czas myślę o Niebieskookim , który tak zawrócił mi w głowie. W jednej chwili zastanawiałam się , czy czasem nie postąpi tak, jak ostatnim razem, że nie przyjdzie. Czy znów pomyśli, że ja tego nie brałam na poważnie?? Lepiej tak nie myślę, nawet nie chcę tak myśleć. To byłby...jak to dobrze określić? Koszmar tak, to jest dobre określenie. Nie wybaczyłabym mu tego już więcej!!! Był...wyglądał cudnie, a te jego niebieskie oczka-śliczne. Poszliśmy do „Wikinga” postawił mi Fante, sobie kupił piwo. Na początku było drętwo, nic dziwnego po raz pierwszy spotkaliśmy się w świetle dziennym, na trzeźwo, i w innych okolicznościach. Już nie było to spotkanie przypadkowe, tylko planowane, a to, co innego!!!!! Z nów rozmawialiśmy, za bardzo nie chciałam, ale musiałam poruszyć ten temat-temat jego dziewczyny. Prosto z mostu zapytałam się ,czy to przeze mnie chcę z nią zerwać, powiedział, ze nie, i żebym tylko się nie obwiniała. Powodem jest to, że już nie jest w ich związku tak, jak było kiedyś, nie układa im się, wszystko się psuje. W tym momencie „kamień z serca mi spadł”, ulżyło mi, i od tego momentu nie miałam żadnych wyrzutów sumienia. Wiedziałam jedno-to tylko jego i wyłącznie jego decyzja. Szczerze pisząc, nie lubię tej jego „jeszcze” dziewczyny. Czasami widzę ją jak idę miastem, niedobrze mi się robi na jej widok. Nie mogę zrozumieć jak ona mogła tak postąpić, zdradzić faceta, z którym jest od 4 lat? Czyżby „ktoś” jej się znudził? A może czegoś jej brakowało? Naprawdę tego nie rozumiem. Czy ona rozumie co to znaczą słowa „miłość?”, „kocham Cię”? Chyba nie! Odprowadził mnie do domu....spędziliśmy jeszcze trochę czasu na dworze, przeszliśmy się w koło mojego bloku żeby porozmawiać, ponieważ już nasza rozmowa wyglądała lepiej, niż wcześniej, nie było już takiego stresu jak na samym początku, bardziej się wyluzowaliśmy i było o wiele lepiej. W pewnej chwili przystanął, potem mnie pocałował i... przytuliłnastępnie powiedział, że długo czekał na ta chwile. Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć, byłam w siódmym niebie, serce mocniej biło, coraz mocniej, a nogi odmawiały mi posłuszeństwa aby iść dalej. Pragnęłam tak stać, i być wtulona w jego ramiona. Patrzyliśmy w gwiazdy, niebo było piękne ale dla mnie piękniejsze było to że Łukasz był przy mnie, że to nie są już moje marzenia, wiedziałam ze to się dzieje naprawdę. Słuchałam cały czas jego słów wypowiadanych do mnie, o jego tęsknocie za mną, o tym że cały czas myśli, że będę mu się śniła. Jak już wracaliśmy z powrotem, zdałam sobie sprawę że trzymamy się za ręce, nie wiedziałam już w ogóle co mam myśleć, nie wiedziałam jakie są relacje miedzy nami, przecież on ma jeszcze dziewczynę, mimo to czułam się tak, jakby on był mój. I tylko mój! Czułam się przy nim taka bezpieczna. Wiedziałam, że za moment przyjdzie czas rozstania, i najbardziej tego się bałam, nie chciałam się z nim rozstawać, jeszcze nie teraz. Na koniec naszej pierwszej randki, zapytał czy będę chciała się z nim jeszcze spotkać. Dla mnie odpowiedz była oczywista-Tak, i w ten sposób mu odpowiedziałam. Myślę i myślę...nic innego nie robię. Brak mi słów do opisania tego co czułam po tym pierwszym spotkaniu. Wiem że jestem bardzo zakochana, nigdy nie przeżyłam, nie doświadczyłam takiego uczucia jak teraz. Teraz wiem, jak czuje się człowiek prawdziwie zakochany, kiedy rozstaliśmy się, nie minęło kilka minut a ja już tęskniłam, Tęskniłam za Nim, za jego słowami, spojrzeniem. To człowiek przy którym zapominam o całym Bożym życiu, jest tylko On i Ja. Czyli „My”. Chciałabym być cały czas przy nim, być w jego pobliżu, czuć jego bliskość. Chciałabym, aby to nie był krótkoterminowy związek, pragnę kogoś na dłużej. Brakuje mi kogoś takiego. Brakuje mi...Łukasza. Niedługo matura...już zaczynam się bać, w szkole nas straszą, a ja? Jednym uchem wleci, a drugim wyleci. Tak działa magia miłości. Przed tym nie da się uciec, choćby się nawet bardzo chciało. Do matury pozostało już tylko kilka dni, był tylko stres i nic więcej. A ja i tak spotykałam się z Łukaszem. Kazda wolna chwilę poswiecałam tylko Jemu. Mój dzień wyglądał tak: nauka -spotkanie z Łukaszem-nauka. Nie mogłam już słyszeć narzekań mojej mamy, ze nie zdam matury, jeśli dla mnie ważniejszy jest chłopak, niż myslenie o przyszłości, co będzie jeśli nie zdam egzaminu dojrzałości? Miałam kilka wariantów awaryjnych, myslałam, że gdyby mi się nie powiodło wyjade na rok, jako air pair do Wlk. Brytani, lub gdziekolwiek. Byleby nie siedziec w domu, i słyszeć gderania moich rodziców, „a nie mówiłam”? To byłoby najgorsze co mogłoby być! Mama chyba niezauważała tych rzeczy, które chciałaby widzieć. Widziała jedynie to, co niechciała zauwazyc- córkę zakochaną po uszy, nie w tym czasie, w jakim powinno się to stać! Wiedziałam, ze martwi się o mnie, i chciała dla mnie jak najlepiej. Chciała, żebym miała w życiu lepiej, niż ona, abym zdała mature( ponieważ mama nie zdała egzaminu dojrzałości) i zaczęła studiować. Musiała czasem krzyknąć, żeby wybić mnie z mysli o czymś innym, niż była nauka. Moja mama jest kobieta bezrobotna już od dłuższego czasu. Od momentu wypowiedzenia, siedziała w domu, gotowała obiadki i sprzatała dom- jednym słowem mówiac- Gosposia domowa. Po jakimś czasie udało jej się znależć prace, niestety nie w naszym karaju, nie w Polsce. Wyjeżdzałą na kilka miesiecy do pracy do Niemczech, Hiszpanii. Wiedziałam że robi to tylko dla dobra całej rodziny, ponieważ w domu się nie przelewało. Tata pracował jako żołnierz zawodowy, ze stopniem starszego chorązego sztabowego. Cięko było utrzymać cztero osobowa rodzine, tylko z jednej pensji . Przecież za cos trzeba opłacic mieszkanie, rachunki, studia starszej Siostry, oraz mieć troche na zycie. Dlatego mama zdecydowała się wyjechac za granicę. Przyszedł dzień matur pisemnych. Pierwszy dzień- język polski. Bałam się, strasznie się bałam. W oczach miałam łzy ze strachu ,a nogi miałam jak z waty. Nie chciałam w ogóle tam iść, w tym momencie byłąm pewna, że mama pójdzie ze mną, że mogę na nia liczyć. I tak było. Podtrzymywała mnie na duchu, mówiła że wszystko będzie dobrze, żebym tylko się tak nie stresowała. Wszyscy bardzo dobrze wiedzieli, jaką jestem panikara, a ja wiedziałam że stres może każdego zjeść a najbardziej to chyba mnie. Polskiego się bałam najbardziej, nigdy nie miałam problemu z pisaniem wypracowań, a tym bardziej z ortografia. Rzadko robiłam błędy. Jednak to już nie było wypracowanie, które można było napisać w domu, z pomocą książek i słowników. To był egzamin dojrzałości, w którym trzeba było wykazać się wiedzą, jaka się osiągnęło przez cztery lata. Zdenerwowana, zestresowana włożyłam rękę do woreczka, w którym były numery ławek. Wylosowałam numerek... błądziłam wzrokiem, szukałam swojego miejsca az w końcu znalazłam, zobaczyłam - siedzenie pod oknem, widok na drzewa...ale nie tylko. ..z tego miejsca widziałam także...okno mojego ukochanego. Kiedy w tamtej chwili pomyślałam o Nim, zrobiło mi się lepiej, stres powolutku mijał, chciałam jak najprędzej napisać swoją pracę i pobiec do niego. Pragnęłam aby mnie przytulił, pocałował, i żeby było już po wszystkim, chciałam być już tylko z nim, i nie myśleć o niczym innym. Polski przeżyłam, pisałam o tematyce wojennej-mój ulubiony temat. Lubię historie, dlatego drugim przedmiotem, do wyboru, który zdawałam była właśnie historia. Jej już się nie bałam, dlatego następnego dnia bez wielkiego stresu pisałam maturę z historii. Z uśmiechem na twarzy wyszłam po tym egzaminie, byłam pewna, że ten przedmiot na 100% zdam. Było już mi lżej, teraz wystarczyło czekać na wyniki, i znów przygotowywać się do matury ustnej... Uff...w końcu mogłam pofolgować sobie przez choć jeden dzień. Dla rozładowania swoich emocji zadzwoniłam do Łukasza, aby zdać mu relacje jak minął mi pierwszy etap matury. Cieszył się, że dobrze mi poszło, zresztą jak powiedział, był pewien że dam sobie radę, bo jestem inteligentna. Obiecał, że po wynikach, po tym pierwszym etapie uczcimy to, oraz ze przyjdzie z winem. Umówiliśmy się na spotkanie. Nie mogłam dłużej już wytrzymać, musiałam Go zobaczyć, chciałam spojrzeć na jego oczy, zobaczyć Jego uśmiech, a najbardziej pragnęłam poczuć Jego bliskość, ciepło jakie od Niego bije. Spotkanie z nim dało mi tyle radości, pozwoliło mi na jakiś czas zapomnieć o tym, co mnie jeszcze czeka w najbliższych dniach, tygodniach. Mimo, iż byłam szczęśliwa, rozpromieniona, i cała w skowronkach, nie mogłam przestać myśleć o jego „byłej” dziewczynie. Kiedy dzwoniłam do niego, a jego nie było w domu, miałam wrażenie, że jest z nią. Nie mogłam opędzić się od tych myśli. Bałam się najgorszego. Dzień wyników matury pisemnej...dostałam do ręki kawałek białej karteczki, którą gniotłam paluszkami ,nie wiedząc co mam z nią zrobić, otworzyć, czy nie. Bałam się, dlatego zamieniłam się na kartki z przyjaciółką Dorką, żeby to ona powiedziała mi czy zdałam , czy nie. Usłyszałam szczęśliwy głos Doroty-„ZDAŁAŚ”. Obie zdałyśmy! No cóż, nie było się…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Moje życie... — czytnik · opowiadania