Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 6 min czytania

mole

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Kartka za kartką…. Połykam książki. Słowo po słowie, literę za literą… Postaci, wydarzenia, myśli, przesądy, opinie, instruktaże, podręczniki. Pożeram słowo pisane… Karmię się tym – bo zostałem przeklęty. A przynajmniej to jedyne wytłumaczenie, jakie mogę znaleźć, by wyjaśnić moją papierową żarłoczność… Przez kogo przeklęty? Za co? Tego doprawdy nie wiem. Na początku jadłem spokojnie. W środku dnia pochłaniałem pojedyncze strony gazet. „Ot” – myślałem - „takie chwilowe natręctwo. Przejdzie samo”. Ale nie przeszło… Jeszcze jakiś czas temu myślałem, że przynajmniej będę mądrzejszy o wszystko to, co pożrę, ale niestety tak nie jest. W żaden sposób nie przyswajam „pochłanianej” przez siebie wiedzy. Co gorsza – w zastraszającym tempie nikną pozycje z mojej biblioteki… Dla kogoś z zewnątrz moja sytuacja może wydawać się niezwykle zabawna. Pamiętam, jak pewnego dnia żona powiedziała mi, że zachowuje się jakbym zjadł wszystkie rozumy, po czym zaniosła się szczerym śmiechem… Dosłownie w sekundę później zraniłem się kartką w przełyk i plunąłem krwią. Od tamtej chwili nie zażartowała ze mnie już ani razu. Zaczęliśmy za to jeździć po przeróżnych lekarzach. Odwiedziłem chyba wszystkich Warszawie… Żaden z nich nie wiedział w jaki sposób mi pomóc. Żaden też nie chciał mnie ponownie przyjąć… Może dlatego, że podkradałem im książki z podręcznych, gabinetowych biblioteczek… Później zaczęli do naszego domu przyjeżdżać psychologowie, a po nich psychiatrzy. Jednak wizyty jednych i drugich były równie bezskuteczne. Wielu z nich doprowadziłem do obłędu. Pamiętam dobrze rozmowę z jednym z poważanych specjalistów psychologii patologicznej. Starszy jegomość z bujną, siwą brodą, o wiele mniej bujną, za to równie siwa czupryną, okulary w surowych oprawkach, elegancki, popielaty garnitur. Z łagodnym uśmiechem usiadł przede mną, rozłożył notatnik na kolanach i spojrzał na mnie przeciągle. - może mi pan opowiedzieć jak się to wszystko zaczęło…- powiedział. To pytanie słyszałem już wcześniej chyba tysiąc razy… Odparłem więc z rutyną, że zaczynałem od gazet i pojedynczych stron ulotek reklamowych… Pokiwał głową i zapytał, czy naprawdę jestem aż tak głodny… odpowiedziałem, że nie jestem głodny ani trochę, po czym na jego oczach pożarłem kilka stron z „Plastusiowego pamiętnika”, które wydarłem chwilę wcześniej. Widząc to staruszek z trudem przełknął ślinę i zaczął nerwowo stukać palcami o notatnik. - Hmm, a czy istotny jest dla Pana rodzaj tych książek? Jakie gatunki najchętniej Pan… jada? - zapytał. - Szczerze…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
mole — czytnik · opowiadania