Inne · 6 min czytania
Moneta się jeszcze odwróci
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Otwieram powoli zaspane oczy i widzę znowu to samo. Słonce zza firanki niesamowicie pali w oczy a suchość w ustach po wczorajszej wódce i papierosach zniechęca do wszystkiego. Jest gorąco i beznadziejnie. Przeciągam sie w łóżku pod spocona kołdrą i myślę ze jeszcze pośpię. Czuję jednak okropne pragnienie i chęć, a raczej przymus zabicia w ustach smaku tytoniu łykiem wody. Bezwładną ręką sięgam pod łóżko i wyczuwam palcami plastikową butelkę. Piję łapczywie delektując się jej zawartością. Czuję w ustach nagły przypływ świeżości ,która przenika przez gardło do żołądka i trochę łagodzi nieznośne pieczenie. Rzucam pustą butelkę w kąt pokoju i odwracam oczy od słońca. Nie mogę zasnąć... Oddycham ciężko i miarowo jak zmęczone zwierze. Palący ogień w ustach szybko powraca. Zwlekam sie powoli z łóżka czując każdy ruch i słysząc każdy szmer. Moje mięśnie wydają się zwiotczałe i słabe. Stopy dotykają chłodnych paneli. Chowam na chwile głowę w dłoniach próbując sobie przypomnieć ostatni wieczór. Bezskutecznie. Krew w skroniach niemiłosiernie pulsuje w regularnym tempie próbując je chyba rozsadzić. Chwiejnym krokiem idę do kuchni prawie przewracając się na progu. Otwieram lodówkę której drzwiczki stawiają dzisiaj zaskakująco duży opór. Znajduje puszkę piwa i jednocześnie doznaję niesamowitej ulgi. Rozlega sie radosne "pssstryk!" i za jednym razem pochłaniam jej pół zawartości. Zdziwiony faktem ze mój żołądek nie próbuje pochwalić się swoją zawartością piję dalej. Dopiero kiedy nachodzi mnie myśl o papierosie próbuje wyrazić swoje zdanie ,na szczęście w mało radykalny sposób ,i jego bunt zostaje w miarę szybko stłumiony. Poza kroplami potu na czole nie odnoszę strat. Wszystko zaczyna działać jak trzeba. Trochę bardziej przebudzony stwierdzam fakty-jest ósma rano ,sobota ,jestem sam w domu ,wczoraj dałem nieźle w gaz. Trudno się mówi i płynie się dalej. Jestem samotnym facetem któremu nie ma kto ugotować obiadu ,ale z drugiej strony też nikt tez nie pyskuje mi przed nosem ,jeśli wracam do domu po kilku dniach ,lub w stanie wskazującym. Jestem wolny. Tak! Jestem po prostu wolny. Natchnięty ta optymistyczna myślą dopijam piwo i rzucam zgniecioną puszkę do kosza. Zakładam dżinsy i koszulkę polo. W lustrze w łazience widzę zmęczoną twarz ,która wydaje sie jakby nie moja. Pulsujący ból w skroniach przynajmniej nacichł. Z portfela wygrzebuję resztki zasiłku którego i tak pewnie nie starczy i będę musiał cos sprzedać albo w końcu zacząć kolekcjonować złom. Po chwili stwierdzam ,ze jeśli nie będę jadł do jutra ,to z czystym sumieniem mogę sobie pozwolić na osiem tanich piw i nawet paczkę fajek z Ukrainy. Zycie jest piękne! Jeszcze moneta sie odwróci i to moje będzie na