Fantastyka · 18 min czytania
Monolog
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Monolog – opowieść nieskończoności dni
Nana biegła leśną ścieżką. Poruszała się coraz szybciej i szybciej, uciekając przed wspomnieniami, przed wstydem i łzami. Zakryła uszy dłońmi. Wciąż słyszała radosne głosy rówieśników, chwalące się ostatnimi sukcesami... One zaś nie miała sukcesów, nie mogła tego zmienić. Próbowała z całej siły, ale... po prostu... Nie potrafiła. Dziewczynka wskoczyła między drzewa. Lawirowała między nimi do momentu, gdy przerzedziły się i wypadła na polanę, o istnieniu której nie wiedziała. Choć "polana" wydaje się złym określeniem. Była to rozległa przestrzeń, zajęta w części przez niewielkie, lecz majestatyczne jezioro, w którym odbijał się obraz nieba. Nana przystanęła. Złapała oddech, pokręciła głową. Rośliny otaczały ją z każdej strony, potrząsając pędami i emanując niezwykłym, zielonkawym światłem. W tle rozciągało się ciemne niebo. Wyglądało szczególnie fantastycznie, kontrastując z blaskiem ziemi i chyląc się nad nią jak drugie, ciężkie jezioro, zamrożone wysoko w górze. Nana krzyknęła z podziwu. Ruszyła w stronę wody, porzucając torbę z książkami i pospiesznie ściągając buty. Odsunęła kłopoty w zapomnienie. Teraz istniały tylko przyroda i ona, nic poza tym, ponieważ nie chciała myśleć o problemach. Poczuła lekkość. Dotarła niemal do brzegu, kiedy coś drgnęło w szuwarach i zatrzymała się jak wryta. Nie wierzyła własnym oczom. A jednak. Stworzenie wydało z siebie syk, pokręciło łbem i powoli wyprostowało, przybierając kształt człowieka. Może nawet człowiekiem było? Gdy przemówiło, znało język Nany i posługiwało się nim płynnie: - Jeszcze nie uciekłaś? Lepiej znikaj czym prędzej. Chyba że nie czujesz strachu na widok potwora. Dziewczynka poruszyła wargami, bez słowa. Jednak gdy pierwsze wrażenie przeminęło, usiadła na trawie i potrząsnęła głową. Nie rozumiała własnego zachowania, nie ogarniała sytuacji ani trochę, ale przecież... – Nie czuję strachu – zapewniła. Stworzenie drgnęło. Gdy obróciło ku Nanie profil pół ludzkiej, pół zwierzęcej twarzy, uśmiechało się tajemniczo. – Widzę – oznajmiło. - W takim razie czego szukasz? Dziewczynka zaczęła mówić. I choć dziwiła się, dlaczego opowiada dziwacznej, zapewne groźnej istocie o swych problemach, nie przerywała. Słowa tańczyły na języku. Opowiadała historię bez wysiłku i z pewną ulgą tak jak wtedy, gdy żaliła się w myślach samej sobie. Nie miała przyjaciół. Ale tak pewnie wyglądałaby przyjaźń – zwierzę słuchało i przeżywało opowieść z Naną, to przygryzając wargę, to wyginając usta w smutku, to formując je do wygłoszenia zdania. A gdy skończyła, podsumowało: – Więc nie chcesz zostać w tyle. Nie chcesz patrzyć w górę na dziesiątki osób, przy których niewiele znaczysz? – Oni mają talent. Oni potrafią. Więc gdybym nie próbowała z całej siły, w porządku, postanowiłabym zostać na dnie. Ale przecież próbuję – stwierdziła Nana płaczliwie. - Staram się tak bardzo... Bardzo. Czy kiedyś czułeś się najgorszy i płakałeś nie przez brak umiejętności, tylko przez to, że inni walczą mniej i idą dalej? Nie cierpię tego. I nienawidzę pozostałych. Zazdroszczę im, Nana. I właśnie dlatego mnie boli... – Nana? - zdziwiło się stworzenie. Jego wargi były delikatnie rozchylone. Brązowe włosy, spadające na czoło i zakrywające oczy, zafalowały, gdy zwierzę zwróciło się ku dziewczynce. Ta nie mogła przyjrzeć się jego twarzy, nie widziała wyraźnie. A jednak wiedziała, że towarzysz jest jej w pewnym sensie bliski. – Tak – powiedziała. - "Nana" to idealne imię dla kogoś bez miejsca na świecie. Bo ty też nigdzie nie należysz, prawda? - upewniła się po pauzie. Stworzenie nie przytaknęło. Nie zaprzeczyło. Po chwili uśmiechnęło się szczerze, po raz pierwszy w dzisiejszej rozmowie. – Może ten brzeg uczynimy domem? - zaproponowało tajemniczo. ♣ Nana odwiedziła polanę kolejnego dnia. Przyszła tu też w następnym i następnym, a stworzenie, lśniące na zielono rośliny i ołowiane niebo witały ją niezawodnie, chętne do wysłuchania narzekań dziewczyny, zawsze chętne, niezależnie od pory i kaprysów Nany. A tych ostatnich miała sporo. Zawsze narzekała. Początkowo mówiła o konkurentach, zła na własną bezsilność oraz ich umiejętności. Potem zaczęła zwalać wszystko na samą siebie. Tylko na siebie. Stworzenie o szarych skrzydłach obserwowało ją w skupieniu, gdy dziewczynka klęczała na brzegu i wodziła palcem w wodzie. – Powoli znikają – powiedziała. Pochyliła głowę. Niebo, wciąż szare i pochmurne, zdawało się ciążyć na jej ramionach. Ciemnozielone liście opadały. Ich światło przygasło, a słońce spowiły chmury, więc tylko niezidentyfikowane, samotne błyski wibrowały na powierzchni wody. Światło drgało również w oczach Nany. Ta zaś wydała się mała, skulona, bardziej krucha niż kiedykolwiek. – Wkrótce tylko ja zostanę – powiedziała. – Co w tym złego? - podjęło zwierzę. Spojrzała na towarzysza nieprzytomnie. – Wszyscy kończą szkołę i wyjeżdżają, jeden po drugim. Nasz pisarski krąg przestaje istnieć – zauważyła ze smutkiem. Ponownie się odwróciła i pochyliła nad taflą wody. Obserwowała ją długą chwilę. - Wkrótce – wznowiła – znikną, a ja będę zawsze uczennicą, która słucha o sukcesach znajomych i potrafi tylko im zazdrościć. Rodzice... Rodzice marzyli o moim pisarskim debiucie, a jednak ich rozczaruję. Na pewno rozczaruję... – A ty? – wtrąciło zwierzę. - Czego pragniesz ty, Nana? – Prześcignąć konkurentów, oczywiście – stwierdziła z przekonaniem. Zacisnęła dłonie w piąstki. - Zamierzałam ich prześcignąć i pokazać, że umiem tworzyć książki lepsze, ciekawsze i bardziej popularne niż oni. Czy nie mówiłam? Stworzenie milczało. Potrząsnęło szarymi skrzydłami, wyrastającymi z łuskowatej skóry, odwróciło się i stanęło w cieniu drzewa. Już wiedziało, skąd pochodziły błyski w oczach dziewczynki. Były to ognie zapału, zazdrości i desperacji. No i łzy. Bo Nana chciała płakać... ♣ – Czego pragniesz, Nana? – Prześcignąć konkurentów. Ciemnozielone liście szeleściły. ♣ – Czego pragniesz, Nana? – Prześcignąć konkurentów. Żółte liście szeleściły. ♣ – Czego pragniesz, Nana? – Napisać coś dobrego. Napisać książkę, która przyciągnie czytelników. Chcę, aby doceniali ją wszyscy na świecie i właśnie mnie uwielbiali! – Czy to cię ucieszy? – Oczywiście. Ale... - Dziewczynka zawahała się przez moment. - Nie sądzę, abym potrafiła – dodała cicho. Czerwone liście uciekały z gałęzi. Niektóre szybowały nad jeziorem, gdzie wpadały i mieszały się z żółtymi kwiatami, dryfującymi na wodzie. Pływało tam również zwierzę - Nana. W pewnej chwili podrzuciło łbem o misternym, ciężkim porożu, po czym poruszyło potężnymi kończynami. Próbowało przedrzeć się przez plątaninę roślin. Dziewczynka wodziła za nim ponurym, dziwnie zgaszonym spojrzeniem. – Naprawdę bym chciała – wyszeptała w zamyśleniu. ♣ – A więc w czym problem, Nana? Dziewczynka popatrzyła na przyjaciela. – Nana, ty wiesz? - zapytała z nadzieją. - Ty wiesz o mnie wszystko. Dlatego powiedz, jak mam spełnić swe życzenie! Zwierzę odczekało dłuższą chwilę. – W czym problem, Nana? - powtórzyło cierpliwie. Stało za drzewem, oparte o pień i ukryte przed wzrokiem rozmówczyni. Wystawiło tylko rękę, aby dziewczynka pamiętała, że jest przy niej i przy niej zostanie. Nigdy nie pokazywało się w całości, nigdy nie nawiązało kontaktu wzrokowego. Jednak Nanie nie przeszkadzało to wcale, gdyż wiedziała, że z pewnością nie odejdzie. – Może po prostu... jestem samotna – wyszeptała. Spojrzała na wielkie, nieogarnięte niebo. Bez gwiazd byłoby czarne jak węgiel, ale niebiańskie pochodnie lśniły na żółto, biało i złoto, niczym klejnoty na płótnie firmamentu. Dziewczynka poczuła się lepiej. Usiadła na wrzosach, porastających ziemię po brzeg jeziora. Wsłuchała się w oddech towarzysza. Zauważyła, że ten dźwięk odpędza jej myśli o niepowodzeniach, nikłym talencie oraz o tym, że wszyscy znajomi rozeszli się po świecie. Była w szkole niemal sama. Teraz jednak, dziwnie spokojna, zamknęła oczy i zasnęła. ♣ Nana odwiedzała polanę dzień w dzień, każdego tygodnia, w każdym miesiącu. Tutejsze rośliny zmieniały się jak jej nastroje, za każdym razem pokazując nową stronę i dostarczając mocnych wrażeń. Oczywiście, dziewczynka wciąż nie rozwiązała problemów. Choć jednak nie napisała ciekawej książki, przeżywała wszystko mniej dawniej – teraz zyskała azyl i przyjaciela. Stworzenie niezawodnie dotrzymywało jej towarzystwa. Zawsze... Nad jeziorem pokazały się też inne zwierzęta - w tym motyle i ptaki. Nana uwielbiała je obserwować. Chętnie chodziła też pośród kwiatów i zachwycała się paletą kolorów, jaką prezentowały. Lubiła widok nieba, zmieniającego się w każdej chwili oraz chmury, objawiające coraz to nowy kształt w zależności od patrzącego. Gdy Nana czuła smutek, były ciemne jak kruki. Gdy odnajdywała radość, dostrzegała ich srebrną otoczkę i stwierdzała, że na kruki nie wyglądały – wówczas były jak łabędzie, wyciągające długie, białe szyje. Gdy z kolei Naną zawładnął znów entuzjazm, widziała smoki. A gdy oglądała je z przyjacielem, każdy obłok stawał