Filozofia · 4 min czytania
Monolog uczyni cię idiotą
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Grupa studentów zebrała się w trakcie przerwy pomiędzy zajęciami chcąc powtórzyć sobie bezwzględnie istotne fakty przed ważnym kolokwium, które na pewno było tak ważne, że mogło zadecydować o całej ich przyszłości. Bez zaliczenia tegoż kolokwium byliby niczym. A nawet więcej niż niczym bo po prostu bandą matołów nie wiedzących nawet podstawowych faktów. Podczas gdy większość przeglądała gorączkowo notatki jeden z nich postanowił dać upust swojej frustracji i nawiązać dyskusję:
- „Studiować każdy może” – rzekł. Prawdziwość tego stwierdzenia jest wręcz przerażająca. Od wczoraj gnębi mnie poczucie niespełnienia, a raczej przyszłe tegoż niespełnienia poczucie. To tak, jakbym zaczął pozornie grzebać w przyszłości i wyjął stamtąd coś wyjątkowo obrzydliwego, to coś natomiast jakby zagnieździło się we mnie. I wierci wewnątrz, niszczy spokój i opanowanie. Sprawia, że nie ma nic poza lękiem oraz stresem. I jest to irytujące. Idąc na studia miałem nadzieję na jakieś zapasy intelektualne, budujące dyskusje, walki na argumenty toczone za pomocą języka i błyskotliwości. Otrzymałem natomiast ledwie bójkę dziesięciolatków w piaskownicy, których bronią stały się ich własne łopatki. Wiedza to podstawa! To właśnie próbują mi wpoić, na tym opiera się system oceniania człowieka, ale nie jako człowieka, a jako chodzącą encyklopedię. Po co komu inwencja? Kreatywność? Po co, skoro można sprowadzić do parteru nawet największego z myślicieli. Bo nie wiedział kiedy odbyła się bitwa taka a taka, lub też kiedy jedna z dwórek carycy urodziła swoje szóste dziecko. Demobilizuje mnie to, a ja bynajmniej nie demonizuje uczelni i studiów. Jedynie przedstawiam to, w jakiej rzeczywistości egzystuję.