Fantastyka · 13 min czytania
Morgenstern
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Ostatkiem sił wybiłam się ponad powierzchnię brudnego, śmierdzącego bajorka. Rozpaczliwie chwytając powietrze wielkimi haustami zaczęłam wymachiwać kończynami, młócąc ciemną toń, która wbrew swoim rozmiarom była zaskakująco głęboka. Odzyskawszy zdolność oddychania wypełzłam na błotnisty brzeg i z nieco zamglonym umysłem rozejrzałam się dookoła, ostatni wybuch odrzucił mnie naprawdę daleko od resztek macierzystego oddziału. -Żyjesz?- piskliwy ze strachu głosik wpłynął prosto do mego umysłu. -Nestor, odczep się.- zacharczałam, starając się uruchomić program niezbędny do sprawdzenia stanu mojego organizmu po tej niespodziewanej wycieczce Byłam zła. Min nie było w planie, a tego szeregowca, który chwilę temu rozleciał się na krwawe kawałeczki akurat darzyłam sympatią...
Uważając na latające w powietrzu pociski ruszyłam zgięta wpół w stronę mojego oddziału. Co chwila potykałam się, nogi odmawiały posłuszeństwa, przed oczami w dalszym ciągu miałam mgiełkę, która trwale przeszkadzała w określeniu gdzie znajdują się przeszkody stojące mi na drodze. Z tego właśnie powodu rozpłaszczyłam się na ziemi po wyjątkowo bolesnej kontroli twardości szczątków jakiegoś pojazdu wbitego w ścianę budynku. Zaczynałam powoli wątpić czy w ogóle dotrę do celu kiedy coś chwyciło mnie za kołnierz kamizelki i brutalnie zawlekło do reszty.
-I co powiesz?- ubabrana morda przeszkodziła mi w zidentyfikowaniu wybawcy, a nieustający szum w uszach zniekształcał wszystkie dźwięki dochodzące do mojego zmaltretowanego mózgu.-Miła wycieczka? -Zostaw ją!- Viliar odepchnęła brutalnie samca.-Już myśleliśmy,że po tobie...- delikatnie zwróciła się do mnie jakby zapominając o tym, że sama jest w stanie tymczasowego załamania nerwowego. -Nic mi nie jest. Powiedz lepiej co z Scouterem.- przed wątpliwą przyjemnością lotu widziałam, że czymś oberwał .-Kiepsko to wyglądało zanim odleciałam... -Tylko wyglądało, naszym przeciwnikom chyba kończy się amunicja, walneli go jakąś konserwą, cela mają trzeba przyznać, ale nic mu nie będzie, bardziej martwię się o ciebie...-mając okazję oderwania się od ponurego widowiska Viliar poświęciła mi całą swoją uwagę. -Już mówiłam,nic mi nie będzie.-odparłam zupełnie nie zwracając uwagi na krew oblewającą mi twarz. Kiedy próbowałam wstać nogi ugięły się pode mną i upadłam. -Dość tego.-po raz pierwszy odezwał się Randall.-Zaszyjmy sie gdzieś i przeczekajmy to szambo. Wszyscy poparli jego pomysł, oprócz Chestera, którego stan umysłowy odłączył od jakichkolwiek logicznych działań. Nic nie powiedziałam zajęta ścieraniem coraz większej ilości krwi z twarzy.
Skupiając się głównie na nie wychylaniu głów ponad murek biegnący przez całą długość dzielnicy, którą aktualnie ochranialiśmy powędrowaliśmy w kierunku budynku wyglądającego w miarę solidnie, czym prędzej weszliśmy do niego. Okazał się jakimś starym magazynem, co można było łatwo wywnioskować gdyż od podłogi po sufit walały się skrzynie najrozmaitszych rozmiarów. Scouter zauważył właz w podłodze naprzeciw nas prowadzący najprawdopodobniej do piwniczki, nie mając większego wyboru ulokowaliśmy się wewnątrz bezpiecznego pomieszczenia . Rozmasowując obolałe kończyny po raz któryś z kolei spróbowałam uruchomić byle jaki program,niestety nic z tego,zaciął się na dobre... - SID mi siadł.-poskarżyłam się Sethowi, w którym dopiero teraz rozpoznałam swojego wybawcę. - Poczekaj...już- mechanik uruchomił mój komputer. Poczułam jak SID nadrabia chwilową awarię rozsyłając po moim ciele sondy mające sprawdzić i naprawić ewentualne uszkodzenia, a w wypadku poważniejszych ran wprowadzić mnie w śpiączkę i powiadomić medyka. Uzyskawszy odpowiedź nie potwierdzającą moich złych przeczuć czym prędzej przesłałam dane do Viliar, która obdarzyła mnie lekkim uśmiechem ulgi.
-Dobra,co teraz?-Scouter dotychczas zajęty regeneracją przerwał ciszę jaka zastała po upewnieniu się, że żadne z nas nie odniosło poważniejszych ran. -Taak, co teraz?-powtórzyłam pytanie.
Część 22 / 2
*** {i}Na początku wszystko było w porządku...{/i} ***
Zza ściany nad nami dobiegło nas jakieś ciche łupnięcie, Chester skulił się w kącie, a cała reszta zerwała się się na nogi. Lufy broni wymierzone w wielki kawał betonu oddzielający nas od świata zewnętrznego drgały nerwowo. Nagle zza klapy przez którą weszliśmy do piwniczki wyłoniła się para błyszczących oczu. Natychmiast w ich kierunku poleciała seria pocisków wystrzelonych w jakimś szalonym odruchu przez Chestera, który powstał z zimnej posadzki. Echo jeszcze długo rozlegało się po malutkim pokrytym grzybami i kurzem pomieszczeniu. Po krótkiej chwili ciszy jaka zapanowała dobiegło nas pytanie przeplatane najrozmaitszymi przekleństwami. -Czy was do reszty już pogrzało?-głos wręcz ociekał wściekłością. Opuściłam broń rozpoznawszy szeregowca z zaprzyjaźnionego oddziału, który pilnował naszych regeneratorów. -Nic wam nie jest?- nie zwracając uwagi na coraz brutalniejsze wyzwiska dobiegające z góry zaczęłam się wspinać po schodach. -Co z baran do nas strzelał?-przy wyjściu ukazała się mordka Nestora.-Nic nie mów, niech zgadnę...Seth lub Chester, stawiam na Chestera,zgubił lekarstwa. Prawie trafił w Benjiego. -Naprawdę? No wiesz ty co...sami byśmy na to nie wpadli- za ironizowałam wyściubiając głowę z włazu. -Nie gadaj lepiej nas wpuść do środka.-Nestor już na siłę wpychał się do środka nie zwracając uwagi na to, że ja jeszcze nie zeszłam. -Cholera jasna!- zaklęłam tracąc równowagę i lądując na podłodze - nie mógłbyś choć raz wejść gdziekolwiek jak inni?- wskazałam mu Senshiego i resztę przenikających przez podłogę do środka. -Tak zabawniej -zaśmiał się Nestor lądując na czterech łapach. Abigali czym prędzej podbiegła do Scoutera dopełniając dzieła regeneracji. Poizen usiadł nieopodal Viliar z pogardą obserwując całą wesołą gromadkę. Nemezis uniosła się pod sufit uruchamiając starą zepsutą lampę, która rozproszyła panujący w pomieszczeniu półmrok. Senshi czym prędzej począł sprawdzać czy piwniczka jest aby na pewno bezpiecznym schronieniem. W tym samym czasie Benji tymczasowo przywrócił pełną sprawność umysłową Chesterowi. -Gdzie jesteśmy?- po raz pierwszy inteligentnie odezwał się berseker. -W uroczym miejscu zwanym starą zapleśniałą piwnicą.-odpowiedział mu Benji.
Viliar oraz Seth czym prędzej przekazali mu niezbędne informacje .Cała trójka na moment odpłynęła porozumiewając się z pomocą SID-ów.
-Cholera- cicho zaklął Chester zdając