Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Duchy · 14 min czytania

MOST ZWODZONY

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Na dworcu PKP w Krakowie zebrał się mały tłum.Ludzie skupili się wokół chłopaka w zielonej bluzie , z bujną czupryną , który na rozłożonej macie przy dźwiękach hip-hopu tańczył break dance'a. Ja też się zatrzymałam.Stałam jednak dalej niż ta cała tłuszcza.Nie lubiłam takich spędów. Byłam po prostu ciekawa co potrafi. Jego ruchy ,jego strój, jego muzyka, przypominały mi o kimś.O kimś kto tak samo potrafił odbijać się od ziemi, kto słuchał tej samej psychodeli i nosił szerokie spodnie.I mimo tego,że teraz mówie z pogardą o tym co wyrabia niski bboy tarasując mi przejście na płyte górna PKS to ja swojego Chłopaka za ten taniec kochałam. Gdy Adrian( bo tak miał napisane na bluzie więc mniemam , że to jego imię)skończył sie wyginać i wyłączył muzykę ocknęłam się.To był impuls, że trzeba iść dalej.Mimo tego , że moje nogi szły do przodu moje myśli zaczęły się cofać.Nie udało mi się ich skierować na inny tor.Myślałam o Nim. O chłopaku ,któremu dałam swoją miłość , który był moim przyjacielem.Martwym od jakiegoś czasu.Ta przeklęta muzyka mi go przypomniała.Przeklinałam Boga i lekarzy ,którzy mu nie pomogli.Nie uratowali.Odkąd go nie ma nie wierzę już w Mądrość Absolutu ani w medycynę."Aniołowie i penicylina to kicz" powtarzałam.Świadomie i dobrowolnie , nie koniecznie będąc w pełni zdrowa na umyśle, pozwalałam by takie krótkie bodźce-jak widok gościa , który tak jak On był zafascynowany tym tańcem , rozpoczynały kolejny etap degradacji mojej psychiki.Rozsypywałam się.Chcąc zobaczyć przez chwile Mojego Krystiana musiałam liczyć się z tym ,że mogę poczuć Ból.I na ten Ból nie pomogą żadne filozoficzno-egzystencjalne maści , na ten Ból nic nie poradzą okłady z babcinych pacieży klepane do poduszki.Tego Bólu nie jest w stanie nic zmniejszyć. Taki Ból musi towarzyszyć umieraniu.A ja umierałam od miesięcy.Pożegnałam się z Moim Życiem 3 sierpnia o 22.15 na trasie z Zakopanego do Myślenic.Wtedy to Moje Życie po raz ostatni trzymało mnie za rękę mówiąc na dobicie mnie-"Kocham".Potem pamiętam tylko światło.Ale nie takie światło , które w denerwujący sposób razi po oczach o 6 rano w maju i nie takie światło ,które rozjaśnia stadion na przeciwko mojego domu.To światło było pełne nienawiści.Nienawiści do mnie.Pogrzebało mnie.Raz na zawsze posłało do ziemi.Do zimnej cmentarnej ziemi, do której zapakowali Jego martwe ciało.Na pogrzebie patrzyłam na nie i nie mogłam się doczekać , aż zamkną trumnę.Miałam dość widoku żegnających się z nim kumpli.Chciałam zasnąć obok Niego. Ktoś pozbawił mnie racjonalnego myślenia.Pozostał irracjonalim-wejść do płytkiego dołu i położyć się obok.Naprawdę miałam zamiar skoczyć.Każda część mojego ciała pragnęła być tak samo martwa i zimna jak On.Pierwszy i ostatni raz w życiu marzyłam o tym by nie żyć.1/3 część mnie oddychała po to by niedługo zejść do piachu ,z pozostałych 2/3 ktoś sklecił mi marną duszę ,którą ten Egoista zabrał ze sobą.Jakże Go nienawidziłam za to!Ale jeszcze większą dawkę nienawiści zarezerwowałam dla siebie.Ja,Lila, taka inteligentna dałam się tak oszukać.Oddałam Mu wszystko.Tą przeklętą duszę i to niemartwe ciało.A On zabrał to ze sobą jak gdyby nigdy nic.Już tego nie odzyskam.Dowiedziałam się w nazbyt dosłowny sposób jakie ryzyko niesie ze sobą nielogiczne uczucie miłości.Na początku jest się osobno , we dwoje ale każdy ma swój rewir.Potem ludzie stapiają się w jedno.Wszystko co do tej pory było oddzielne teraz jest wspólne.I tak jest dobrze do momentu , aż jedno z nich nie odejdzie.Tak było ze mną.Najpierw zabrali mi Krystiana ,a On bez pytania zabrał mnie.I tak zostałam z niczym, a w głowie miałam tylko światło z samochodu pijanego kierowcy, który nas zabił. ...

Żadne światło się ode mnie nie odczepi.Kolejny raz się pojawiło.Nie było już takie złe jak to poprzednie.Jego źródło znajdowało się w centrum handlowym ,do którego zmierzałam mijając po drodze bboya, który nieświadomie tak wiele mi przypomniał . Studiowałam w Krakowie na UJ moje wymarzone prawo.Ciężko było się dostać, ale Krystian we mnie wierzył.Długo nie potrafiłam się na tyle pozbierać by móc swobodnie i bez zbędnego płaczu wymówić jego imię.Używałam bezpiecznych i dyplomatycznych form On lub Ten.Tak było łatwiej. Mniejsze ryzyko , że sie rokleję.Zamiast wymawiać pisałam je na kartce, co mogło wg niektórych freudowskich nieudaczników zdradzać oznaki klinicznego obłędu.Gdyby oczywiście ktoś o tym wiedział.Na szczęście nie powiadomiłam o swoim małym szaleństwie osób trzecich.W ogóle przestałam się odzywać do ludzi.Pisałam imię "Krystian" na kartkach.Potem je paliłam w piwnicy gasząc na nich papierosy.Miałam rzucić.Dla Niego.Stało się inaczej.Znowu kupowałam L&M niebieskie i zapalniczki żarowe.Jednocześnie paliłam,uczyłam się do matury i przy tym mało jadłam.Ogólnie wyszło mi to na dobre bo zdałam egzaminy i dostałam się na to cholerne prawo.Wreszcie też mogłam się pochwalić figurą jak dziewczyna z okładki.Do głosu sprytnie i niepostrzeżenie doszła moja próżność.Odwieczne pragnienie o posiadaniu talii a la Cher ziściło się. Co do palenia to znudziło mnie.Na 1 roku poznałam Łukasza, który też się przejadł puszczaniem z dymem pieniędzy, więc rzuciliśmy razem. Mieszkałam na Starowiślnej.Codziennie rano ,dokładnie o 5.44 budził mnie tramwaj ,który jechał z Ronda Grzegórzeckiego.O 7.20 do tramwaju wsiadałam ja.Czasem zdarzył sie wykład poołudniowy.Jechałam pięć przystanków i wysiadałam na Gołębiej pod uniwerkiem.Tam czekał zawsze Łukasz.Nigdy nie mówił mi czego chce,tylko patrzył.Tak cholernie dziwnie patrzył i w tym patrzeniu tyle było dialogu ,że nie musiał niczego werbalnie potwierdzać.Wiedziałam o co chodzi.Nigdy jednak nie odważyłam się upewniać czy coś do mnie czuje.Wolałam nie słyszeć, wystarczyło mi jego patrzenie.Wkraczając w niebezpieczną swerę małostkowości i odmóżdżenia można Łukasza nazwać po prostu niezłym ciachem.Celowo posłużyłam się stwierdzeniem charakterystycznym dla dna umysłowego z prywatnej uczelni.Wg mnie zaś czyli wg intelektualisty miał nad wyraz skonsolidowany piękny umysł z przyjemną aparycją.Bardziej już mu nie posłodzę.Miał 190cm wzrostu , szerokie ramiona , krótkie troche poskręcane włosy no i te oczy.Dziwne ,ale interesujące zarazem.Wyglądał troche jak dandys bo często nosił firmowe , wypastowane do przesady buty z La Coste czy Diesla , ale miał w sobie coś z Kurta Cobaina.Nie żeby ćpał.Tylko ten strój.Podarte spodnie, koszula niedbale wystająca spod oldschoolowej marynarki.Czasem 3 dniowy zarost.I taki Łukasz najbardziej mi się podobał.Taki Łukasz czekający na mnie pod uczelnią był idealny.Nie brał mnie za rękę bo chyba wiedział o Krystianie.Pewnie Paulinka, moja współlokatorka mu powiedziała.Nigdy nie całował mnie w usta, bo pewnie bał się mojej reakcji-że ucieknę albo zemdleję lub się rozpłaczę.Pewnie wyglądałam na desperatkę. Zawsze na powitanie całował mnie w czoło , potem obejmował tym cobainowskim ramieniem i odprowadzał na zajęcia.Tak upłynął mi…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%