Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 9 min czytania

Może kiedyś...

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Gdyby mi się chciało tak, jak mi się nie chce... Westchnięcie Soula przetoczyło się po pustym mieszkaniu. Nastały ciepłe miesiąc lata i wszyscy, prócz Sektera, zostawili dom i jego porządkowanie na głowie Seviralina. A trzeba przyznać, że było co porządkować... Kuchnia przedstawiała widok godny pożałowania. Od salonu bardziej zagracone mogły być tylko chatki starych panien, pieczących na obiad różne Jasie i Małgosie. Łazienki wyglądały jak po przejściu tajfunu i tylko piwnica prezentowała się jako tako. Bowiem piwnica była królestwem Orrienemisa i nikt inny tam nie zaglądał. - Co ty tam mruczysz pod nosem? - zawołał Sekter z werandy. Chwilę wcześniej wrócił z jakiejś krwawej misji, za którą Gabryś sporo płacił i nie opłacało się odmawiać. W takich wypadkach zawsze najpierw obmywał twarz i ręce wodą z kranu w ogródku, żeby nie zachlapać podłóg czerwoną cieczą. Na początku ubrudził całe panele w przedpokoju. Do dziś dzień pamiętał, ile się natrudził następnego ranka, by to zmyć. Już umyty wbiegł szybko po schodach do swego pokoju. Na progu zrzucił z siebie zakrwawione ciuchy i z rozpędu wpadł pod prysznic. Jak szybko się przekonał, nie był to najlepszy pomysł... Soul parę minut wcześniej z zadowoloną miną skończył sprzątać wszystkie łazienki, po czym udał się na zasłużony odpoczynek na kanapie, a wiadro z brudną wodą zostawił przy drzwiach. I właśnie w to wiadro wpadł Sekciu, rozlewając pomyje i przewracając się na dodatek. Seviralin przewrócił oczami i wydarł się na cały dom: - Masz to posprzątać!

Dwie godziny później łazienka i okolice lśniły czystością. Czego nie można było powiedzieć o samym sprzątającym. Brud i krew spłynęły po jego twarzy, tworząc na niej maskę rodem z tanich horrorów lat osiemdziesiątych. Bolał go każdy mięsień. No, szlag by to trafił! Nie dość, że zarabiał, naganiał się za jakimiś upartymi demonami, naciachał, uświnił, to jeszcze kazali mu posadzki myć, niby jakiemuś Kopciuszkowi?! Basta! Wściekły czarnowłosy ponownie ściągnął z siebie koszulkę i - tym razem już ostrożnie - wszedł pod strumień gorącej wody, zmywając z siebie kurz i zmęczenie. Soul w międzyczasie zasnął na kanapie, wykończony doprowadzaniem do względnego porządku trzech łazienek w domu...

Orrienemis spojrzał krytycznie w lustro. Nie wyglądał już jak zakrwawiona, ale szczęśliwa kupka budząca litość przechodniów lub co najmniej ich chęć potraktowania go wodą z mydłem. Różnokolorowe oczy błyszczały mu jak szaleńcowi, czyli w normie. Dżinsy leżały na nim idealnie, obcisła, czarna koszulka podkreślała to, co koszulki powinny podkreślać. Można był iść w tango! Cichutko na palcach wyszedł z pokoju i uważając na skrzypiący trzeci schodek od góry dostał się na korytarz. Jeszcze tylko parę kroków i Soul wraz z jego ściereczkami oraz chęcią zaprowadzenia ładu w domu zostaną daleko w tyle...! - Idziesz gdzieś? - rozległ się cichy głos z werandy. Sekter zaklął pod nosem. Nie przewidział, że czerwonowłosy mógł już wstać. - Do klubu. Potrzebuję się rozerwać - odpowiedział. W gruncie rzeczy miał ochotę zalać się samemu w trupa w jakimś podrzędnym barze. Przygoda z wiadrem nadszarpnęła jego nerwy. Jednak chyba ktoś na górze postanowił mu spłatać porządnego, choć niezbyt wesołego figla. - Poczekaj chwilę, pójdę z tobą. Ta robota już mi nosem wychodzi... Dziesięć minut później szli już ulicą: czarnowłosa chmura gradowa, mająca w oczach żądzę krwi i zmęczony białolicy mężczyzna ze zrezygnowaną miną.

Zajęli niewielki stoliczek w kącie dusznego klubu. Muzyka była stanowczo za głośna, w powietrzu unosiła się woń papierosów i potu, jednak drinki były niezłe i w miarę mocne. Sekter ponuro sączył coś o nazwie „Seks na plaży”, przypominające swą barwą raczej ludwika, niż seks w jakimkolwiek miejscu. Ten dzień stanowczo mu się nie podobał. Nie pamiętał co prawda, by wstał rano lewą nogą, ale... Ale jakoś nic mu nie szło. Radość zabijania, rozpruwania brzuchów, podrzynania gardeł i wyszarpywania gołymi rękoma serc wrogów chyba wzięła dzisiaj urlop. Dobry humor spakował się po aferze z łazienką. Pozostało mu tylko sączyć to coś niebieskiego i patrzeć spode łba na Soula. Wyżej wymieniony nic sobie z tego nie robił i eksperymentował z kolorowymi drinkami. Była to jego szczelnie ukrywana słabość - radość na widok wszystkiego z parasolką i wisienką w środku. Dlatego też po jakimś czasie na

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Może kiedyś... — czytnik · opowiadania