Fantastyka · 3 min czytania
Może tak, może nie.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Nie wiedzieć kiedy trafił tam.
Nie śnił na jawie nigdy dotąd, dlatego też, kiedy ujrzał przed sobą reklamę tą, poczuł, że robi mu się słabo. Śnić na jawie znaczyło tyle samo, co utrata samokontroli, a on robił wszystko, by jej nie utracić. Przed nim, na odpadającym tynku, zwisała na jednym gwoździu przerdzewiała blacha. I prawie niewidoczny napis głosił:,,Rekwizyty senne. Zjawy, mary i koszmary”. Rozejrzał się wokoło. Tłum przesuwał się wolno i jednostajnie, nikt nie zwracał uwagi na zwyczajnego urzędnika, ani też na stary, zmurszały mur budynku. Wahał się tylko przez chwilę, choć serce waliło pod białym podkoszulkiem jak oszalałe, czuł, że musi wejść do środka.
Nie wiedzieć kiedy trafił tam. Drzwi otworzył mu człowiek niewielki, z uśmiechem szydercy wyszeptał kąśliwie:
- Za mało doznań w życiu Pan ma? Tu trafiają tylko tacy. Nie miejsce dla ludzi tu, a na szarlatana nie wygląda. Chce zobaczyć, dotknąć, poczuć? Czy tylko zerknąć przez mały otworek? Pan raczył nie wiedzieć, że tu to tu, a tam to zupełnie innego coś…
- Co też Pan wygaduje..- Szepnął spocony urzędnik, kraciastą swą chustką pot z czoła ścierając.- Wie Pan tego tam tego ja sny miewam takie, że kiedy…