przyjazn · 9 min czytania
Możliwość zemsty
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
MOŻLIWOŚĆ ZEMSTY
Motto: „Odpłać ciosem za cios, pogardą za pogardę, przekleństwem za przekleństwo - mając w tym swój spory udział! Oko za oko, ząb za ząb, zawsze po czterokroć, po stokroć! Stań się postrachem dla swojego przeciwnika i jeżeli wejdzie ci w drogę posiądzie dodatkową mądrość, aby przemyśleć swoje posunięcie.” Anton Szandor LaVey
- Mogłybyśmy się spotkać?- spytała przez słuchawkę telefonu. Miała taki drżący głos, że naprawdę się przestraszyłam. - Dobrze Magda... Ale powiec, co się stało! - Opowiem ci jak się spotkamy. Możesz być na Polach Mokotowskich za godzinę? Mogłam, nie mogłam... Po prostu rzuciłam wszystko i pobiegłam na autobus. W drodze zastanawiałam się co się stało mojej, zwykle wesolutkiej i szalonej przyjaciółce. Może znowu pokłóciła się z ojcem i chciała uciec z domu? Tylko co z jej rehabilitacją i pobytem w szpitalu? Właśnie, a może... - Wywalili mnie ze szpitala! Przedwczoraj... – powiedziała bez mrugnięcia, patrząc mi prosto w oczy, ,kiedy już siedziałyśmy na tarasie pubu pijąc piwo. Był ciepły letni wieczór, słychać było śpiew ptaków od strony parku. Milczałam patrząc na Magdę. Jakiś facet siedzący stolik obok puścił do niej oczko i uśmiechnął się obleśnie. Magda zmroziła go wzrokiem i pokazała środkowy palec. - To z czym wpadłaś?- zdecydowałam się wreszcie zapytać. - Z niczym.- krzyknęła nagle. To oni, pielęgniarki, lekarze, wymyślili sobie coś, a moje zdrowie może na tym cierpieć!!! Spuściłam głowę, wszyscy ludzie w pubie zaczęli się na nas gapić. - Dobra- powiedziałam najbardziej delikatnie, jak potrafiłam. Ale opowiec mi wreszcie, co dokładnie się stało.
Alkohol, albo papierosy, myślałam patrząc na przyjaciółkę. Albo jedno i drugie. Wiedziałam dobrze jak wygląda życie w szpitalu rehabilitacyjnym dla młodzieży w znanej podwarszawskiej miejscowości uzdrowiskowej. Spędziłam tam przecież poprzednie wakacje. To tam poznałam Magdę, tam się z nią zaprzyjaźniłam. Może dlatego, że połączył nas wspólny cel: przezwyciężenie tej nieustannie panującej nudy po przedpołudniowych ćwiczeniach. A był na to tylko jeden sposób: zdobycie piwa (albo papierosów) z pobliskiego baru. Nie chodziło nawet o upicie się, ale o tą dawkę adrenaliny. Czy ktoś nas nakryje, czy nie? Czy to my, pacjenci będziemy górą, czy oni, personel szpitala usiłujący traktować nas jak małe dzieci, które powinny siedzieć cicho, grać w warcaby albo oglądać telewizje. Nieustanna batalia trwała, ale było oczywiste, że komuś się za to dostanie. - To chcesz mnie wysłuchać czy nie?- warknęła na mnie Magda. - Chcę, jasne. Mów. - Opowiem ci wszystko po kolei. A więc tamten dzień zaczął się niewinnie. Było cholernie gorąco, więc nikomu nic się nie chciało. Planowałyśmy sobie z Justyną, moją współlokatorką, że się poopalamy, może pogramy z chłopakami w karty... No, ale cóż, po obiedzie przyszła Guśka, wiesz koleżanka z klasy. Siedziałyśmy na korytarzu, śmiałyśmy się, nawet już nie pamiętam o czym rozmawiałyśmy. Przechodził obok nas nowy lekarz, Szymaneg... i w pewnej chwili pyta się mnie „co brałyśmy?”. Roześmiałyśmy mu się w twarz... - Chodziło mu o narkotyki?- spytałam z niedowierzaniem. Magda jest od dawna wielką przeciwniczką narkotyków. - Myślałam, że on się zwyczajnie zgrywa- kontynuowała zapalając papierosa- ,ale kiedy poszłam do sali Justyna powiedziała, że mnie pielęgniarki szukają. Dobra. To poszłam do pokoju pielęgniarek. A one tak samo, jak ten lekarz : - Co brałaś? - Jeśli chodzi o narkotyki to nic. – odpowiedziałam im spokojnie. A one dalej swoje: - Co brałaś? Co brałaś? Potem przyszedł ten lekarz. Zaczęłam się wkurzać. A on dalej swoje: ja się naprawdę dziwnie zachowuje, dziwnie się śmieje i pewnie Guśka coś przyniosła i coś brałyśmy. Powiedziałam im, że mogą mi zrobić testy, krew, mocz, a potem niech mnie oskarżają. I wiesz, co ten lekarz powiedział, wiesz? Pokręciłam głową. Nie wiedziałam. Magda zapalała drugiego papierosa. - „Nie wymądrzaj się smarkulo!” Tak mi powiedział!!! Zamurowało mnie wtedy, wiesz. Ale ja nie dam sobie w kaszę dmuchać.…