Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 6 min czytania

Mr John

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

John zaciągał koc wokół swoich pleców i z powrotem przyłożył czoło do zimnej szyby okna. Nie potrafił stwierdzić, czy obraz bardziej przesłaniają mu kręte strugi deszczu z wolna spływające na ceramiczny parapet, czy łzy zbierające się pod powiekami. Patrzył w pustkę, jednocześnie szukając pocieszenia gdzieś w moknącym świecie. Wciąż zadawał sobie pytanie: dlaczego to ciągle sprawia mu taką przykrość? Przeżywał ją regularnie, za każdym razem tak samo, bez względu na to, ile razy zdołał już sobie wytłumaczyć jak żyć. Wspomnienia wracały. Wracały uderzając co raz to z innej strony, a on ich już nie chciał. Tak mu się wydawało, dopóki nie przychodził kolejny promień nadziei. Jedno jej spojrzenie wynagradzało godziny płaczu, dni pełne cierpienia i bezczynności. Jedno spojrzenie wystarczyło, by znów przywołać wszystkie, jeszcze kilka chwil wcześniej bolesne, wspomnienia. Rozważał je na nowo, usprawiedliwiał ją ze wszystkiego co zrobiła, wybaczał i oswajał się z przeszłością, a gdy zdążył się z nią pobratać, Ann już uśmiechała się do innego. Nie był to zwykły uśmiech. Był to ten uśmiech, podczas którego dziewczyna patrzy prosto w oczy kładąc głowę na swoich dłoniach. Mimo wszystko nie mógł jej tego zabronić. Chciał, żeby była szczęśliwa. O tak, niczego tak nie chciał jak tego, by była szczęśliwa. I na nowo przełykał z nieludzką cierpliwością dławiącą go kulę żalu. Po raz kolejny rozważał swoją bezcelową rozpacz i znów odrzucał wszystkie duszące serce wspomnienia.

Koc nie wystarczał, by ogrzać przeszyte dreszczami ciało Johna. Postanowił rozpalić w kominku. Było to jedno z jego ulubionych zajęć. Jedno z tych, które pozwalały ukoić nerwy, a te bardzo tego wymagały. Miał swoją wypracowaną metodę. Najpierw wybierał cieńsze kawałki drewna- takie by można je było pociąć za pomocą specjalnie do tego przeznaczonego noża. Kroił deseczki na połowy, do momentu, w którym przypominały rozmiarem zapałki. Niektóre strugał na grubość papieru, którego mógł w prawdzie użyć, ale wolał być pewnym, że w sytuacji gdy go zabraknie, będzie mógł sobie poradzić z tym, co ma. Poza tym to rozdrabnianie drzewa wyjątkowo go uspokajało. Skupiał się na tym, by każde następne paliczki były odrobinę większe od poprzednich i gdy miał ich już wystarczającą ilość, układał je na kształt miniaturowego ogniska. Podpalał je, z uwagą przyglądając się jak malutki płomyk łapczywie pożera coraz to większe kęsy drewnianych wiórków. Te z kolei zarażały ogniem bezbronne wykałaczki, które przekazywały go największym patykom. W ten sposób gorący język oplatał całą stertę chrustu. Był to moment, w którym należy układać najgrubsze drwa. Nie można tego robić wcześniej, gdyż zdusiłyby one pierwszy płomień i całą zabawę trzeba by powtarzać. Ogień dawał coraz więcej ciepła, a wciągające zajęcie pozwoliło Johnowi oddalić zmartwienia.

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%