Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 8 min czytania

Mr. Torture część I

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Żółty kabriolet, mknął przez ulice zalane światłem latarni. Sam zrobił sobie prawo jazdy niecały miesiąc temu, i od tego czasu codziennie, jeśli tylko mógł jeździł samochodem, który dostał w prezęcie od ojca na osiemnaste urodziny, był to piękny, żółty peugeot 206. Mondcity rodzinne miasteczko Sama znajdowało się na północy teksasu, jego burmistrz, Michael Stivendson ojciec Sama, był bogatym człowiekiem i pokazywał to zawsze kiedy tylko mógł. Swoją fortunę zawdzięczał spadkowi po ojcu, który zmarł na raka wiele lat temu i zostawił po sobie piękną sumkę na koncie w narodowym banku. Dzięki tym pieniądza mógł sobie pozwalać na takie prezenty urodzinowe. Sam nie lubił ojca ani matki, właściwie nie lubił niczego poza samochodami i krwią. Kiedy miał niecałe sześć lat, odpalił kosiarkę i rozjechał nią ulubionego kota swojej matki. Po pięknym persie zostały tylko rozrzucone po trawniku wnętrzności i strzępki futra na ostrzu kosiarki, no i oczywiście pełno krwi, tak kocia posoka bardzo się podobała małemu Samowi. Podobała mu się też krew psa sąsiadów, kiedy potraktował go maczetą, prezentem na ósme urodziny. Kiedy miał dwanaście lat młotkiem zmiażdżył głowę tchórzofretki, kupionej wcześniej w sklepie zoologicznym. Zabrał ją potem do szkoły i straszył dziewczyny, a kiedy wpadł na pomysł wyciągnięcia jej na lekcji, jego wychowawczyni zwróciła całe śniadania pod tablicą i zawiadomiła dyrektora. Sam został wydalony ze szkoły ale jego ojciec załatwił mu prywatne nauczanie. Co dziwniejsze nigdy ani ojciec ani matka nie zabrali sama do lekarza, ogólnie mało się nim przejmowali a jego wybryki określali mianem dziecięcych zabaw. Sam dorastał i od czasu do czasu urządzał sobie krwawe zabawy, ostatni jego wybryk o mało nie zakończył się w wiezieniu: Sam poobdzierał ze skóry trzy bezpańskie psy, pocił je na kawałki i rzucał nimi w przechodniów z okna samochodu, podczas przejażdżki. Ktoś zawiadomił policje ale nie zdążył spisać numerów rejestracyjnych samochodu Sama i ten bezkarnie wrócił do domu. Policja wszczęła śledztwo, które wkrótce zostało umorzone. Wiatr owiewał kabriolet Sama, mknący przez główną ulicę, Mondcity. Stivendson miał dzisiaj bardzo dobry humor, ponieważ przed niecałą godziną kupił u handlarza bronioną colta peacemakera kalibru 45. cieszył się na samą myśl o wypróbowaniu go. W kieszeniach, podzwaniały mu naboje kalibru 45. na kolach leżał rewolwer, Sam czekał tylko aż pojawi się ktoś na kim będzie mógł poćwiczyć. Kiedy ujrzał idącego chodnikiem mężczyznę, przyhamował i rzucił od niechcenia: - Dobry wieczór. – mężczyzna spojrzał na niego i ku swemu wielkiemu zdziwieniu ujrzał uśmiechnięto twarz Stevensona i wielkiego Colta wycelowanego w jego głowę. - O boże. - Wyrzucił z siebie przerażony i były to jego ostatnie słowa. Kula oderwała kawał czaszki mężczyzny i wybiła dziurę w ścianie tuż za nim. Ciało osunęło się na ziemię brocząc obficie krwią . Sam otarł z twarzy szczątki mózgu i krew tamtego a następnie, wcisnął pedał gazu. Samochód ruszył w kierunku stacji benzynowej, znajdującej się parę przecznic dalej. Sivenson zaparkował koło dystrybutora paliwa, na stacji Franka Godvina. Właściciel stacji właśnie przeglądał sprośną gazetkę i słuchał Black sabath. Jego pomocnik, Mik Dan mył podłogę starając się nie strącić nic z półek. Frank zobaczył kabriolet i wydarł się na Mika: - Rusz dupę ćwoku, mamy klienta idź mu zatankować samochód, a nie lampisz się na mnie jak pierdolony palant! - Niech pan nie krzyczy, już idę. – Szybko odparł Mik. Wszyscy zawsze na niego krzyczeli jak gdyby był by głuchy, a on tylko nie wszystko rozumiał i doskonale

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%