Fantastyka · 27 min czytania
Mroczna Krypta
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wstęp
Razem z moimi przyjaciółmi wracaliśmy właśnie z Dworu Kuglarzy gdzie pewien reżyser imieniem Dartel poprosił mnie i Vadanię o pilnowanie na jego spektaklu "Zwaśnione Rody" przed wrogami przedstawienia, a Aramila o zagranie jednej głównych ról z powodu choroby jednego z aktorów. Niestety nie udało nam się wybronić przedstawienia. Nie dostaliśmy za pomoc ani jednego grosza, ale nie dziwie się, o mało co nie wyeliminowaliśmy Dartela z "Wielkiej Sceny". A z resztą to nie pora, aby opowiadać co się stało w przeszłości, lepiej zająć się teraźniejszością. Dzień jak na razie był spokojny i nic nie wskazywało by miało się to zmienić, na niebie pojawiło się kilka chmur zwiastujących deszcz. Trzeci dzień wędrówki na koniach bardzo mnie znudził i o mało co nie zasypiałem, byłem w stanie czegoś co u nas się nazywa "wewnętrznym wyciszeniem". Nagle obudził mnie z tego stanu Aramil: - Arwald, rusz swój ciężki tyłek i pomóż nam przy rozbijaniu obozu.- Aramil był wysokim elfem i lubił rządzić za co często mu się obrywało, te cechy i umiejętność wpadania w tarapaty zadecydowały o tym, że stał się on wojownikiem. -Lepiej uważaj na swoje słowa, bo możesz stracić nie tylko przyjaciół ,ale i zyskać kilka blizna na twarzy. - odparłem, lecz wiedziałem, że takie słowa nic na niego nie działają i dalej będzie tak się do mnie odzywał. Gdy odchodził udało mi się usłyszeć tylko bardzo ciche słowa brzmiące jak "głupi Aasimar, kiedyś mi za to odpłaci" ,ale już nie zwracałem na to zbytniej uwagi, bo wiedziałem, że jego kodeks honorowy nie zezwalał na walkę z towarzyszami broni, nawet gdy byli największymi zbirami i szumowinami. Taki już jest kodeks wyznawców Helma. Rozdział I "Ruiny"
Po rozbiciu obozu , rozpaleniu ogniska i zjedzeniu racji podróżnych ( Już nie mogę się doczekać normalnego posiłku, w normalnej karczmie i normalnym miejscu, bo uwierzcie mi, ale solone mięso i wino rozcieńczone w proporcjach jeden do czterech z wodą nie jest za smaczne) nadeszła pora na rozdzielenie wart nocnych. Na szczęście pierwsza była moja przyjaciółka Vadania - bardzo mądra i na standardy ludzi bardzo ładna ludzka kobieta nie mogąca znaleźć w życiu swojej drugiej połowy. Samotna dołączyła się do frakcji "Czerwonych Magów" gdzie znajdowali się ludzie podobni do niej, ale to także jej nie odpowiadało i wyruszyła z nami w drogę, ku bardziej ciekawemu życiu niż siedzenie w klasztorze i modlenie się do bogów. "Sen" mój nie był jednak długi ponieważ obudziło mnie dziwne przeczucie, że jesteśmy w nienormalnym miejscu. Po rozbudzeniu się ze zdziwieniem dostrzegłem zaniepokojoną Vadanię wracającą z lasu. Gdy podeszła w miarę blisko zapytałem się: -Co się stało Vadanio?? Widzę ,że jesteś zaniepokojona.-to nie było za bystre spostrzerzenie, ponieważ Vadania miała na twarzy krople potu, ciężki oddech i czujne spostrzeżenie. -W chwilę po waszym zaśnięciu znalazłam na ziemi kilka cegieł. Zainteresowana podeszłam do jednej z nich i zobaczyłam ich jeszcze więcej na skraju lasu. - Vadania ledwo wypowiedziała te słowa, bo oddech ciągle miała nie spokojny. -Ale co to za cegły, i czemu tak sapiesz?? -Właśnie próbuję to wytłumaczyć. Poszłam za cegłami w las i znalazłem tam dziwną budowlę, a dokładnie ruinę. -Co?! -Ruinę. W środku niej znajduje się coś co przypomina mozaikę, ale była zbyt zniszczona by dostrzec co na niej się znajduje.Wyczułam tam też dziwną energię, co bardzo mnie zaniepokoiło i wolałam szybko stamtąd zniknąć, niż sama się narażać. -Obudźmy Aramila - powiedziałem to z wielką niechęcią- i chodźmy we trójkę zbadać co tam dokładnie się znajduje. Po jakiś dziesięciu minutach udało nam się obudzić tego elfa, ale od razu zapytał: -Po kiego grzyba mnie budzicie ?! Czy to znowu coś związanego z waszymi uczuciami ?! Vadania spojrzała na niego jak na idiotę.Ja już zdąrzyłem się przyzwyczaić do takich komentarzy, ponieważ Vadania jest już trzecią z kolei kobietą w naszej drużycia, a przyznaje, że z pierwszą łączyła mnie pewna więź.Stąd właśnie wzięły się tego typu teksty u Aramila. -Weź uzbrojenie!! Co się dokładnie zdarzyło opowiemy Ci po drodze.- odpowiedziałem nie zważając na drugą część jego pytania. Aramil niechętnie się wygramolił z namiotu i poszedł za nami mówiąc coś w języku elfów (Kiedyś będę musiał nauczyć się tego języka, bo już irytuje mnie, że nie wiem co on o nas mówi). Opowieść Vadanii okazała się prawdziwa. w lesie znajdowały się pokaźnych rozmiarów ruiny, prawdopodobnie jakiegoś dworku. Przygotowani na wszystko weszliśmy za pozostałości po ścianach ruin. Za kilkoma kolumnami znajdowało się ogromne, okrągłe pole z porozrzucanymi fragmentami mozaiki. Aramil zbliżył się do mozaiki jakby osłupiały. Po chwili milczenia wymówił słowa: -Szukajmy wszystkich części mozaiki. -Ale po co? -zapytała Vadania. -Nie pytaj tylko szukaj!!- odpowiedział krzycząc tak ,że pobudził prawie połowę lasu . -Dobrze dobrze, nie musisz wrzeszczeć ("Jak Pan każe to chłop musi", to już było jego motto i lepiej nie sprzeciwiać się mu, bo później Aramil potrafi być bardzo wnerwiający). Pod nadzorem Aramila zaczęliśmy szukać na ziemi fragmentów mozaiki. Po około dwóch godzinach udało się nam znaleźć wystarczającą ilość by móc ułożyć te gigantyczne puzzle .W tym czasie zaczął padać deszcz ,ale byliśmy pod dobrą osłoną drzew, bałem się jedynie o nasze obozowisko i o konie które mogą uciec do lasu ( A konie mieliśmy naprawdę dobre, bo ze strefy wyższej, z Artalen - "Złotych krain"- zamieszkanych przez niebian i moich pobratymców którzy naprawdę dbają o każde stworzenie mogące się przydać). Po kolejnych dwóch godzinach udało się Aramilowi z małą pomocą Vadanii ułożyć jakiś konkretny obraz. Aramil teraz wpadł w coś w rodzaju transu, nie odzywał się przez około dziesięć minut i ani ja, ani Vadania nie odważyliśmy się mu przerwać. Nagle odwrócił się i powiedział: - Wiem co przedstawia ta układanka.- powiedział spokojnie. -Więc co to jest??- zapytałem. -To jest nimfiara. -Nim-co?? -Nimfiara czyli biała sarna ,ma niezwykłe magiczne umiejętności. Dawniej uważano ,że krew tego stworzenia leczy każdą chorobę, każde złamanie, byli również tacy co uważali, że może ona wskrzesić zmarłych.- nie poznawałem w ogóle Aramila, mówił z nie typowym dla niego łagodnym tonem. -Czemu dawniej??- spytała Vadania. -Bo nie teraz.- powiedział jakby wracając do swojej poprzedniej wrednej postaci.- Tak naprawdę to nie zabito i nie znaleziono nigdy tego stworzenia, ale są ludzie którzy powiadali, że widzieli nimfiarę. -Więc co wymyśliłeś?? - zapytałem -Widzą tu jeszcze jedną osobę na tej mozaice, najprawdopodobniej myśliwy szykujący się do rzutu oszczepem w to zwierzę. -No i ... -No i myślę, że to jest grobowiec albo nimfiary albo myśliwego. - A gdzie tu widzisz jakąś urnę lub trumnę?! -odparła Vadania wyraźnie zirytowana. -Nie wiem. Trzeba poszukać na ziemi. Przez wiele lat ziemia mogła zakryć wejście do grobowca. -A jeśli nic tu nie będzie, to po co męczyliśmy się z tą głupią mozaiką?? -Nie zauważyliście?? Spójrzcie na wschód . Na niebie widoczne były chmury, ale na wschodzie ku naszemu zdziwieniu było jasno jak w południe z tą tylko różnicą ,że padał deszcz.. Patrzyliśmy osłupiali na to dziwne zjawisko, w końcu Vadania coś mruknęła w stylu "no to szukajmy wejścia". Przez długi okres czasu nie docierało do mnie to co ona powiedziała, ale w końcu udało mi się poruszyć i zaczęliśmy poszukiwania jakiegoś wejścia do grobowca.
Rozdział II "światło i cień"
Szukanie było bezowocne. Już powinno być coś około godziny siódmej rano, a na niebie była ta sama sytuacja co kilka godzin wcześniej. Nad nami rozpościerały się deszczowe chmury i było ciemno jak w nocy, a na wschodzie było jasno. -To nie ma sensu.-powiedziałem. -Chyba masz rację, nie ma sensu szukać tego wejścia dłużej skoro mamy inne zadaniedo wykonania.- odparła Vadania. Widać było po twarzy Aramila ,że nie zgadza się z nami, ale jednak uznał naszą rację. Gdy wychodziliśmy z lasu nagle potknąłem się o coś. Upadek na szczęście był bezbolesny bo ziemia była mokra od deszczui pokryta mchem. Zdenerwowany ubrudzonymi spodniami i nogawicami kolczymi odwróciłem się by zobaczyć co było powodem mojego upadku. Tym powodem okazało się być coś co przypominało kwadratowy, spróchniały kawał drewna wielkości drzwiczek jakie można często spotkać w schowkach na wino w różnych tawernach. Po dokładniejszych oględzinach uznałem ,że to rzeczywiście są jakieś drzwiczki. Na boku miały coś metalowego co przypominało zaczepy do zawiasów. Aramil zaciekawiony podniósł te drzwiczki i przy okazji złamał je na pół. Ku naszemu rozczarowaniu nic pod nimi nie było oprócz gniazda jakiś robaków. Już myśleliśmy, że coś znaleźliśmy a tu nic. Jednakże zmotywowało nas to do kolejnych poszukiwań wejścia. Tym razem mieliśmy jedną wskazówkę, wiemy że otwór był wielkości tamtych drzwiczek. Szukaliśmy tak z godzinę gdy nagle Aramil spostrzegł dół wielkości drzwiczek. Vadania zaczęła odkopywać krawędzie by zobaczyć czy są tu zawiasy w celu zidentyfikowania zejścia do piwnicy. W końcu odnalazła je. -Tak, są z całą pewnością zawiasy do drzwiczek.- oznajmiła. Aramil , nie wiadomo po co przyniósł drzwi , a raczej to co po nich zostało, i próbował przymocować je do zawiasów. Bez chwili wahania zaczęliśmy wszyscy kopać w dołku. Mieliśmy jeden zasadniczy problem, nie mieliśmy czym tego robić, więc stępiłem na tym dwa sztylety a Aramil swój topór dwuręczny. Dokopaliśmy się jakieś pół metra i nie mieliśmy już siły odkopywać dalej. Jak narazie jedyną rzeczą którą tam znaleźliśmy była stalowa drabinka prowadząca w dół. Po chwili odpoczynku zaczęliśmy kopać dalej ,ale tym razem musieliśmy robić to rękami. Na szczęście Vadania wpadła na pomysł by rozmiękczyć ziemię czarem wody to by łatwiej się kopało. pomysł okazał się bardzo dobry, ziemia zapadła się trochę pod naciskiem wody i mogliśmy kopać dalej. Tym razem ziemia nie wytrzymywała pod naciskiem naszych rąk i zapadała się coraz dalej. W końcu po piętnastu minutach ciężkiej pracy ukazał się naszym oczom prześwit. Z otworu zrobionego przez głowę Aramila (poślizgnął się na błocie) emanowało oślepiające światło. To światło było dziwne ,napawało moje serce obawą przed nieznanym. Gdy się odwróciłem zauważyłem, że nie tylko ja się obawiam czegoś, na twarzy Vadanii widziałem dziwny grymas, a z twarzy Aramila odczytałem jedynie, że jest zdenerwowany ubłoconą głową ponieważ ma umorusaną całą twarz. Gdybym, był w dobrym humorze pewnie bym powiedział kilka słów komentarza dla Aramila, ale jak na razie nie miałem na to ochoty. Czułem jak wpadałem w uczucie ekstazy którą najczęściej miałem przed bitwami. Nagle zacząłem działać jakby nie ze swojej woli, mechanicznie zacząłem odsłaniać dalej zejście niżej. Po odkopaniu moim oczom ukazał się dziwny widok. Tym widokiem były schody wykonane z nieznanego mi materiału od którego emanowało niewyobrażalne światło które na chwile oślepiło mnie. Szybko przywiązałem jeden koniec liny do drabinki ,a drugi trzymałem w dłoni. Już chciałem schodzić na dół gdy nagle zatrzymała mnie Vadania. -Co ty robisz?! Poczekaj chwilę i przedyskutujmy czy mamy schodzić na dół czy nie! -Chyba masz rację.-odparłem. -Ja osobiście uważam, że powinniśmy zejść na dół i zobaczyć co jest na dole.-powiedział Aramil. -Ja się z nim zgadzam- chyba pierwszy raz -Vadanio. -Proponuję wam byście się jeszcze chwilę zastanowili. Nie wiemy co może na nas czekać tam na dole. -Ja i tak schodzę.-powiedziałem w tym samym czasie Aramilem i zstąpiłem jeden stopień schodków na dół. -Poczekaj Arwald! Schodzę z tobą.-oznajmiła Vadania. -A ja to co?! Mam tu czekać na górze.-zagrzmiał Aramil. -Na to wygląda.-odpowiedziałem i już bez zważania na nikogo wstąpiłem po schodkach na dół. Droga była długa, światło sprawiało ,że miałem strasznie ograniczoną widoczność. Po około dwóch minutach szybkiego schodzenia doszliśmy do dużego pomieszczenia, gdzie uderzyła w nas kolejna fala oślepiającego światła. Niestety teraz straciłem już całkowicie widoczność, ale nie tylko ja byłem tą osobą bo Vadania zaproponowała powrót na górę. Nie sprzeczałem się ponieważ ślepi nic nie znajdziemy. Na góże zaczęliśmy stopniowo odzyskiwać wzrok i udało nam się w końcu zobaczyć grymas na twarz Aramila. -I co tam znaleźliście?! -Nic! -odparła Vadania. -Jak to?? Byliście na dole i nic nie znaleźliście?? -No nie. -odparłem-Doszliśmy do jakiegoś pomieszczenia, ale oślepiło nas tam światło i nie mogliśmy nic szczegółowo zbadać. -Następnym razem ja schodzę!! - warknął. -Nie ma mowy. - powiedziałem - Będziesz pilnował tutaj. Jeśli coś się stanie pociągniemy za linę i wtedy będziesz mógł zejść. -Wrr. Nie będziesz mi rozkazywał co mam robić.- krzyknął Aramil. -Dobra!! Jeśli chcesz schodzić to schodź, ale bez nas!!- odpowiedziała mu krzykiem na krzyk Vadania. Widać ,że Aramil nie był przygotowany na taki tekst i postanowił się uciszyć. Po tej małej sprzeczce razem z Vadanią uwiązaliśmy się mocniej i rozpoczęliśmy drugą próbę zejścia. -Pamiętaj, gdy pociągniemy za linę będziesz mógł zejść na dół.-powiedziałem na pożegnanie Aramilowi. Tym razem droga na dół zdawała się o wiele szybsza i światło już nie raziło tak w oczy. W końcu doszliśmy do sali i ponownie uderzyła w nas fala światła, ja znowu straciłem wzrok. Vadania chyba nie straciła bo zapytała: -Wszystko dobrze?? Nie spodziewałam się tu takiej sali. -Oprócz tego, że straciłem wzrok to nic.-odpowiedziałem z ironią w głosie.