Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 8 min czytania

Mroczne niebo - Rozdział 2

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział II - Rozmowa nad szpitalnym łóżkiem

-Co z nim? -Wyliże się. Większość to niegroźne rany postrzałowe. Nie stracił też jakoś strasznie dużo krwi. Może być porządnie osłabiony, ale ma kosmicznego farta, że skończyło się to tylko tak. Szybko udzieliliśmy mu pomocy i za kilka tygodni będzie w stanie ruszyć znowu w Zonę. -Czy mogę z nim porozmawiać doktorze? -Wszystko zależy od niego, czy będzie na siłach. Ja nie widzę żadnych przeciwwskazań. -Dziękuję za to co pan zrobił. -Tja... ja go załatałem, a pan go przesłucha i pewnie skończy się jak zwykle kulką w łeb... wielka mi wdzięczność za moją pracę -Złamali nasze prawo, muszą ponieść konsekwencje jeżeli nie mają naprawdę dobrego wytłumaczenia

Jedyne co pamiętał odkąd Michaił odtworzył do niego ogień, to nie kończące się pasmo bólu. Podobno został trafiony kilka razy, ale były to niegroźne postrzały ramion i brzucha i wszystko będzie w porządku. Ciekawe, czy to prawda, czy tylko go pocieszają. Pomimo środków znieczulających podanych podczas operacji ciągle czuł niesamowity ból, którego źródło ciężko było określić, bo promieniował na całe ciało. Rozejrzał się po pomieszczeniu. Było całkiem spore, były w nim trzy wejścia, po jednym na każdej kolejnej ścianie, a wzdłuż jedynej pozbawionej drzwi stała ogromna szafa z jakimiś preparatami. Tuż obok tej szafki stało łóżko na którym leżał. Na stole nieopodal leżały różne narzędzia chirurgiczne. Wszystkie ułożone w idealnym porządku, gotowe do kolejnej operacji. Tuż nad jego głową zwisała resztka żyrandola, jednak pozbawiony był wszystkich kloszy, żeby żarówki dawały mocniejsze światło. Było to chyba jednak zrobione tylko dla żartu, bo z 6 żarówek tylko 2 się świeciły, jedna była stłuczona, a trzy pozostałe jeśli były kiedykolwiek wkręcone, to musiały się chyba wybrać na spacer. Dopiero teraz zauważył stojącą w najdalszym kącie pokoju dwójkę ludzi. Rozmawiali o czymś ściszonymi głosami. Właściwie rozmawiali o kimś i nawet wiedział chyba o kim, w końcu ciągle sie na niego patrzyli. Jednego pamiętał. To on go zoperował, wyciągnął mu nadmiarowy ołów z ciała i pobawił się igłą z nitką zaszywając jego rany. No dobra, robił to całkiem sprawnie, ale mógłby kuźwa użyć jakiegoś znieczulenia... Był to jakiś lekarz, ubrany w kitel, który kiedyś chyba był biały, teraz jednak ciężko było rozpoznać pierwotny kolor. Sam mężczyzna był starszym jegomościem w okularkach i ze śmieszną białą bródką oraz całkowitą łysiną na głowie. Najbardziej niesamowite było jednak jego spojrzenie. Dziwnie głębokie i spokojne. Jakby nic go już nie mogło zaskoczyć, jakby widział w życiu już wszystko. Drugi mężczyzna był wysokim, postawnym facetem dobiegającym może do czterdziestki, a może nawet był młodszy ale widać też było po nim wpływ strefy. Ubrany w egzoszkielet swoim widokiem musiał wzbudzać podziw innych. Z jednej strony sprawiał wrażenie człowieka bardzo zmęczonego życiem, a z drugiej kogoś za kogo warto oddać życie, bo on nie zawacha się oddać swojego za swoich ludzi. Bo kiedy będzie miał do podjęcia trudną decyzję to podejmie ją od razu i będzie ona najlepszą jaką ktokolwiek mógłby podjąć. Przynajmniej takie sprawiał wrażenie. Jednak kiedy zauważyli wzrok Andrieja doktorek wyszedł z pomieszczenia, natomiast ten w egzoszkielecie podszedł do łóżka.

-Witaj wśród żywych Andriej. Mówią na mnie Widmo i jak może słyszałeś dowodzę Nową Zoną. Złamaliście razem z tym drugim jeden z najistotniejszych punktów naszego regulaminu, więc przykro mi, ale będę musiał Cię przesłuchać. Im szybciej wyjaśnimy tą sprawę tym lepiej. Lepiej dla Ciebie. Czy jesteś w stanie teraz ze mną porozmawiać? -A mam jakiś wybór? - powiedział nieco słabym głosem Andriej -Masz, ale nie jest on zbyt ciekawy. Ktoś w tej chwili…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%