Przygoda · 9 min czytania
Mrok
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Mrok
Nagle znalazłem się w dalekiej przeszłości. Widzę długi korytarz u babci, po którym biegam. Czasami nawet udawało mi się tam pojeździć na rowerze. W rogu stoi brązowy stolik z telefonem i staromodna lampa z żółtymi frędzlami. No i ten chodnik... Korytarz ma około dziesięciu metrów i na całej długości leży ten kawał materiału w zielono białe paski. Uśmiecham się do siebie, bo wspomnienie jest miłe i w obecnej sytuacji bardzo szybko przepływa wzdłuż moich wiązek neuronów.
Leżę między drzewami na zimnej trawie. To znaczy, ona chyba jest zimna bo adrenalina rozgrzała mnie tak, że nie umiem ocenić poprawnie sytuacji. Widzę mój motocykl, który nie wiem dlaczego zatrzymał się na pniu drzewa, wieszając się przednim kołem za najniższą gałąź. Było to o tyle komiczne, co niewiarygodne. Znowu odpływam...
Siedzę z moim dziadkiem przy stole, on pije w szklaneczce piwo, takie fajne w beczułkowatej butelce. Ja piję wodę mineralną z sokiem malinowym. Genialnie się pieni, jesteśmy jak dwaj kumple.
Wracam. Otwieram oczy. Znowu drzewo ze śmiesznie powyginanym jednośladem pomiędzy pniem i gałęzią. Uśmiecham się do siebie. Lubię tą maszynę, bo chociaż większość jeźdźców odstrasza swoją mocą i legendą, w rękach kogoś kto ma trochę oleju w głowie jest wspaniałym pojazdem do turystyki i codziennej jazdy. To taki motocykl który się kocha, albo się go boi. Ja się na pewno go nie boję. Przeżyliśmy razem wiele podróży i stworzyliśmy pomiędzy nami taką niewidoczną więź. Umówiliśmy się. Ja go będę szanował, a on mnie nie zabije. Coś mi się wydaję, że teraz to już tak łatwo nie da się przywrócić mu pierwotnego wyglądu... Nagle czuję, że znika uśmiech a łza spływa mi po policzku. Boję się. Ciemno. Lecę w dół.
Część 22 / 2
Babcia wyciąga metalowe pudełko z landrynkami. Czuję się dobrze, bezpiecznie. Drzwi na taras w naszym dużym domu są otwarte na oścież, a słońce dotyka mojej twarzy. Czuję jakiś nieokreślony błogi spokój. Nie czułem się tak od bardzo dawna, chyba od dzieciństwa. Dziadkowie wołają mnie mnie na obiad. Idę, przechodzę obok wielkiego lustra. Zastygam w bezruchu, Jezu! Co jest? Patrzę na siebie. Nie! Patrzę na małego chłopca w krótkich spodenkach z blond włosami obciętymi na pazia... Ma taki sam niebieski sweterek jaki kiedyś przywiozła mi mama z Paryża. Moja mama... Mrok
Wszystko zmienia się w ułamku sekundy. Jest ciemno. Słońce już zaszło, a na policzkach czuję krople deszczu. Pozbieraj się, zacznij działać, mówię do siebie. Nagle uświadamiam sobie, że nie jestem w stanie ruszyć niczym innym niż głową i oczami. Chryste, jestem sparaliżowany! Spokojnie, nie mogę dać się ponieść panice. Funkcjonuję teraz w cyklach, jestem zawieszony pomiędzy rzeczywistością, tak mi się przynajmniej wydaje, a wspomnieniem, czego też nie jestem pewien. Muszę opanować sytuację. To podstawa. Znowu ciepło i przyjemnie
Szczekanie dobiega z ogrodu, biegnę. To Kika, moja suczka, którą przywiozłem ze schroniska jak byłem w drugiej klasie szkoły podstawowej. Podbiega do mnie. Liże w kolano i skacze na mnie. Cześć piękna, jak się masz, gdzie byłaś? Pies odchodzi i patrzy na mnie, biegnę za nim. Potykam się i padam twarzą w trawę...
Łapię powietrze, wdech i wydech. Jest już ciemno. Opanuj się, mówię do siebie. Myśl. Opanuj się do cholery. Musisz zacząć działać. Określić co się stało. Po kolei. Wracałem z Czerwińska nad Wisłą z przejażdżki, czy jechałem za szybko? Nie, było dobrze. Staram się jeździć w miarę w zgodzie z przepisami, bo przyjemność sprawia mi droga, kontakt z przyrodą i otoczeniem, a nie szybkość. Poza tym znam tą trasę na pamięć, bo uwielbiam tędy jeździć jak mam trochę czasu. Trochę to znaczy za mało na wypad na Mazury, a wystarczająco na popołudniowy relaks. Co się więc stało? Zakręt, pamiętam zakręt. Było pusto... Wiem, już wiem. Pochyliłem się w zakręcie, prosty książkowy przeciwskręt. Na wyjściu odkręciłem i zamiast pojechać do przodu wystrzeliłem do rowu między jabłonki. Dlaczego? Ważniejsze pytanie, to co teraz? Leżę w trawie, nie widać mnie, jest już ciemno... Jak z tego wyjść, jak krzyczeć? Wydzieram się na całe gardło. Pomocy!!!. Nic, w oddali szum przejeżdżających…