Horror · 38 min czytania
Mrok nocy. rozdział 1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
I Ciemne uliczki Londynu wyglądały ponuro. Prawie wszyscy spali, kilka godzin temu zapadł zmrok. No tak... ja nie należałam do tych osób. Właśnie próbowałam sobie przypomnieć kiedy ostatnio spałam, gdy weszłam pomiędzy kręte zaułki. Nikt o zdrowych zmysłach, a zwłaszcza młoda dziewczyna, nie powinien się tu pokazywać o tej porze. Ale ja nie byłam rozsądna. Nigdy nawet nie próbowałam. Zawsze żyłam chwilą. Żyłam... teraz jestem wrakiem człowieka. Nie wiem nawet, czy mogę powiedzieć, że żyję. Nagle coś usłyszałam. Skupiona zastygłam w jednej pozie. Łapczywie wciągałam powietrze nosem... Czułam, że to będzie udane polowanie. Ofiara sama się napatoczyła. Młoda dziewczyna ze strachem się obejrzała w moja stronę. Z ulgą westchnęła, kiedy wyłoniłam się z mroku. Czułam jej strach, zapach potu. Słyszałam jak serce głośno bije, krew przepływającą przez tętnice. -Niebezpiecznie jest chodzić samej o tej porze. -To co ty tu robisz?- głos miała miękki i ciepły. -Zapytam o to samo.- kiedy usłyszała moją odpowiedź uśmiechnęła się niepewnie. -Chodź... We dwie będzie nam raźniej.- powiedziałam biorąc ją za rękę. Ta szybko ją cofnęła, ale kiedy zauważyła moje pytające spojrzenie pozwoliła się prowadzić jak mała dziewczynka. Szłyśmy kawałek w milczeniu. Przyglądałam się jej z ukosa. Niezbyt ładna, niska, piegowata. Ale miała piękne dłonie. Rozkoszowałam się zbliżająca chwilą. Odwlekałam ja, wiedziałam że nie ma szans. Idzie w pułapkę jak owieczka. Bez trudu wniknęłam w jej umysł. Nazywała się Maria... reszta mnie nie interesowała. Nuda jak zwykle. -Wiesz... - powiedziałam i spojrzałam w jej oczy. Widziałam w nich swoje odbicie. Blada twarz, długie ciemne włosy. I moje oczy. Niesamowicie zielone, jak u kota.... Dziewczyna czekała na dalszą część. Trochę się już dziwiła moim milczeniem. Jeszcze chwila. Wtedy nic nie będzie cię dziwić.- pomyślałam kiedy jej głowa delikatnie opadła na bok. Już nie byłam w stanie dłużej się powstrzymywać. W ustach czułam suchość, zwilżyłam wargi językiem. Przed oczami zaczęły pojawiać się ciemniejsze plamy... Ugryzłam tuż pod uchem. Pierwszy łyk przyniósł ukojenie. Potem już się nie kontrolowałam. Tym razem nie zależało mi na jej życiu. Ssałam łapczywie, czując jak jej krew płynie w moich żyłach. Utracone siły powracały. Przez głowę przemknęły mi zdarzenia tuż po tym jak stałam się tym czymś. Tak wtedy o sobie myślałam. Jak o monstrum. Czułam wstręt, obrzydzenie, lęk. Teraz przywykłam już do tego. Muszę się pożywiać, żeby przeżyć i nie ma w tym nic dziwnego. Ze zdziwieniem oderwałam się od dziewczyny. Już koniec? Musiałam zostawić chociaż trochę krwi w jej ciele. Nie mogłam się żywić umarłym człowiekiem. To było niebezpieczne, jeśli jeszcze tak mogę powiedzieć. Bezwładne ciało spadło z głuchym łoskotem. Powoli oddaliłam się od tamtego miejsca. Wracam do domu.
-----------------------------------------------------
II Dom. Jak to dziwnie brzmi. Nie pamiętam momentu przemiany, ani nic co było przedtem... zostały tylko jakieś strzępki, urywki. Kilka twarzy. To chyba moja dawna rodzina. Nigdy nie zastanawiałam się dłużej nad tym. Nie potrzebne mi to było. Teraz moim domem jest suterena na obrzeżach Londynu. Potrzebna mi jest tylko w dzień, kiedy ukrywam się przez światłem słonecznym, którego nie znoszę. Wystarcza mi, mimo obskurnych warunków. Przyśpieszyłam kroku. Zbliżał się świt. Mogłabym być już na miejscu. Wampiry mogą z łatwością przemieszczać się za pomocą siły umysłu. Ale lubię przechadzać się krętymi uliczkami. Czuję się wtedy wolna, zastała mi namiastka dawnego życia. Ruch za plecami nie uszedł mojej uwadze. Jestem wyczulona na wszystko co się dzieje dookoła. Nie okazując zaniepokojenia szłam dalej. Wkroczyłam w ciasne przejście między dwoma budynkami. Zatrzymałam się za rogiem. -Ej... co? -Milcz - warknęłam zirytowana. Obawy już dawno minęły. To był nic nie znaczący młody wampir. Byłam od niego silniejsza, bardziej doświadczona. -Jak śmiesz. Wiesz czym to grozi. starsze wampiry nie cackały się z żółtodziobami. Łamiesz zasady: zginiesz. Naruszasz terytorium polowań: zginiesz. Przegrasz w walce: zginiesz. Błysnął zębami w szyderczym uśmiechu, co mnie jeszcze bardziej zezłościło. Przyjrzałam mu się. Pociągła twarz, czarne trochę przydługie włosy i ciemne oczy. Miał piękne usta. Wręcz nie przystawało aby chłopak mógł mieć tak kształtne. Mimo, że był wyższy trzymałam go w mocnym uścisku, wykręcając mu rękę do tyłu. Nie bał się. Czułam to. Zmierzył mnie wzrokiem, wręcz rozbierał swoimi oczyma. To już całkiem wyprowadziło mnie z równowagi i on to wiedział. Czekał na następny ruch. Chciałam mu dać nauczkę. Zmiażdżyć jak robaka, zmieszać z prochem. -Nie wiesz kto za mną stoi- szepnął mi do ucha, kiedy zauważył że szykuje się do ugryzienia. Nie wiedziałam czy mówił poważnie, czy chciał mnie nastraszyć. Ale szybko odrzuciłam drugą myśl. Bałby się konsekwencji. -Czyżby? Może mnie uświadomisz?- syknęłam wściekła w odpowiedzi. -Vea nie byłby zachwycony, gdyby znalazł swojego oddanego sługę martwego.- widziałam jego szyderczy uśmieszek, kiedy wzdrygnęłam się na dźwięk tego imienia. Z niechęcią zwolniłam uścisk. Kiedy patrzyłam na to jak się otrzepywał, na nowo zawładnęła mną irytacja. -Wynoś się stąd. To mój rewir.- nie dawałam za wygraną. Mój zimny głos przeszywał ciszę. -Ja tylko tędy przechodziłem. -Doprawdy? Raczej się skradałeś za moimi plecami. -Jaka spostrzegawcza...- zamilkł widząc jak moje oczy zwężają się w szparki a warga unosząc się ostrzegawczo w górę, odsłania ostre jak igiełki żeby. -Uważaj -Ok. Już zmywam się. Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy- mówiąc to znacząco przebiegł wzrokiem po moim ciele. -Daruj sobie. Złudne nadzieje. -Ave. Nie zapomnij o mnie skar...- nie dokończył gdyż rzuciłam się na niego. Nie musiałam czekać aż dokończy zdanie. Przejrzałam szybko jego umysł. Był niedoświadczony i nie umiał go zablokować, żebym nie mogła w niego wniknąć. Z resztą... nawet gdyby wiedział jak to się robi, to jestem od niego silniejsza. Rozwścieczona jednym ruchem rozłożyłam go na ziemi. Nie musiałam wykorzystywać swoich umiejętności, ani zbytnio się wysilać. Chciałam się nim zabawić. -Nigdy nie mów do mnie skarbie- wycedziłam przez zaciśnięte zęby. -A jak mam się zwracać skarbie? Tego już za wiele. Nie pozwolę sobie na takie traktowanie. Przyklękłam na jedno kolano, gdyż cały czas tkwił w tej samej pozycji. Klęczał oparty na rękach, a ja przytrzymywałam mu kark. Dziwne, nawet nie próbował się wyrywać. Jakby był przygotowany na wszystko. -Nie musisz znać mojego imienia. To już nie będzie ci potrzebne.- moje usta prawie dotykały jego ucha. -Zostaw go. Zamarłam z przerażenia, z zębami kilka milimetrów nad szyją tego chłystka. Czułam jak obca siła wdziera mi się do umysłu. Mimo, że blokowałam go jak mogłam, nie dawałam rady. Już wszystko wiedział co mu było potrzebne. Powoli wstałam, wyprostowałam się. -Vea. Miło, że wpadłeś. Tak tylko przechodziłeś czy masz jakąś sprawę?- próbowałam się opanować. Vea był jednym z najpotężniejszych wampirów. Ale nawet przed nim nie umiałam ukryć złośliwej nuty. To może się źle skończyć- przemknęło mi przez głowę. Diabelnie przystojny blondyn uśmiechnął się prawie niezauważalnie, kiedy to odczytał. -Powiedziałem coś. On dla ciebie jest nietykalny. Rozumiesz?- ton głosu jakim przemówił nie pozostawiał wątpliwości. -Naruszył mój teren. -O tym jak go ukarać zadecyduje ja.- tu Ave skulił się w sobie, a ja uśmiechnęłam się z satysfakcją, ale zaraz przywołałam się do porządku. -Pilnuj swojego pieska. Następnym razem mu nie pomożesz. A wtedy nie będę miała skrupułów.- prychnęłam i odwróciłam się nie czekając na ich reakcje. Byłam zadowolona z siebie. Przez swoją nieostrożność mogłam stracić resztkę żywota. Ale wyszłam z tego cało i co najważniejsze dałam nauczkę temu... jak mu tam było?
******
Przekręciłam się na drugi bok. Leżałam na łóżku, już w swoim domu. Chociaż tę suterenę trudno było nazwać domem. Ale mi to wystarczało. Jeszcze raz przypomniałam sobie dzisiejszą noc, próbując przywołać imię młodszego wampira. -Wiem! Ave.- powiedziałam na głos.- Jeszcze się z tobą policzę.- wyszeptałam i zapadłam w letarg podobny do ludzkiego snu.
-----------------------------------------------------
Część 22 / 2
III Nie wychodziłam z kryjówki od kilku dni. Bałam się Vei, nie chciałam się na niego natknąć. A jeszcze bardziej nie chciałam spotkać się z szyderczym uśmiechem i wzrokiem jakim mnie rozbierał Ave. Byłam na niego wściekła. A nie mogłam ryzykować i zadzierać z pupilkiem mojego największego wroga. Żywiłam się krwią szczurów. Cała zapadłam się w sobie. Strasznie schudłam. Aż do dzisiaj... -W końcu to mój rewir.- I poszłam na polowanie, bo już byłam nieźle spragniona. Dłuższe głodowanie mogłoby mnie zniszczyć. Bez sił, nie upoluję sobie żadnej ofiary, a to oznacza brak pożywienia i tak w kółko. Zatrzymałam się przed modnym pubem dla studentów. Panował półmrok, jednak cały czas było za jasno dla moich oczu, dlatego miałam ciemne okulary. Kiedy spojrzałam z nad nich na bramkarza, ten natychmiast przestał mieć wątpliwości czy mnie wpuścić. Po tak długiej abstynencji potrzebowałam kogoś wyjątkowego. Przez ponad dwie godziny siedziałam przy barze i obserwowałam potencjalne ofiary. Wreszcie znalazłam idealny obiekt. Przy stoliku w samym rogu sali siedział młody chłopak z dziewczyną. Miałam szczęście. Kłócili się o coś i ona wybiegła z sali. Został tylko on. Podeszłam do niego. Nie miałam siły ani ochoty na dłuższe gierki. Wampiry potrafią siłą umysłu zmusić zwykłego człowieka praktycznie do wszystkiego. A ja należę do tych bardziej doświadczonych, dlatego z łatwością wyprowadziłam chłopaka na zewnątrz. Nie szukałam nawet ustronnego miejsca. Byłam tak spragniona...
**** Obudziłam się ze strasznym bólem głowy. Jest podobny do ludzkiego, tyle że kilkadziesiąt razy mocniejszy. Czułam się jakbym zapadała się w głęboki dół. Nawet wampiry mają swoje dolegliwości. Próbowałam ostrożnie się podnieść ale od razu opadłam na poduszki. Wciągnęłam głęboko powietrze. Poczuła dziwny zapach. Tak nie pachniała moja suterena. Rozejrzałam się dookoła. Jakieś obce mieszkanie. Nie za duże. Ciężkie zasłony zasłaniały szczelnie okna. Usłyszałam szum wody w łazience. Zza drzwi wyłoniła się postać... -Witaj skarbie. Tego już było za wiele. Nawet dla mnie. Nie dość, że nie wiem jak się tu znalazłam, co się stało, to jeszcze ten chłystek śmie mnie tak nazywać. -Musiałaś być bardzo głodna. Tamten chłopak był nieźle naćpany. Nie zauważyłaś? Nawet ja bym nie dotknął tego ścierwa. Chciałam się stąd jak najszybciej wynieść. Ale nie byłam w stanie. Mimo, że z całych sił próbowałam się jakoś podnieść nie dawałam rady. -Czekaj chwilę.- powiedział i poszedł do sąsiedniego pokoju. Przyprowadził związaną dziewczynę. -Wybacz nie miałem czasu przygotować wystawniejszej kolacji.- to mówiąc podsunął mi szamocącą się ofiarę. Była zakneblowana, dlatego słychać było tylko ciche jęki. Łapczywie wgryzłam się w jej szyję. Ciepła i lepka krew wytrysnęła z rany. Nie myślałam już o utraconej dumie. Byłam na to zbyt słaba i głodna. Pozwoliłam by Ave podtrzymywał zdobycz. Musiał mnie odciągnąć siłą od ledwo żywej dziewczyny. Zadowolona opadłam na poduszki. Oszołomiona nie potrafiłam na razie racjonalnie myśleć. -Jak tu trafiłam? -Znalazłem cię w kanałach. Strasznie usmarowaną błotem.- tu mrugnął do mnie. Dopiero teraz zauważyłam, że moje ubrania gdzieś znikły. Byłam w jego koszulce. -Jeśli tylko...- zaczęłam ostrzegawczo. -Spokojnie. Nic ci nie zrobiłem. Nie śmiałbym.- jego śmiech jakoś nie utwierdził mnie w tym. Szybko wracałam do siebie. Czułam jak krew dziewczyny przywraca mi siły. Wraz z tym przychodziła wściekłość. Byłam zła za swoją słabość. Że ją widział. -Oddaj mi moje ubrania.- warknęłam. -Już się robi. Nie musisz mi dziękować. Nie ma sprawy, to że zaopiekowałem się tobą, nic nie znaczy.- zaczął z wyrzutem. -Dzięki.- mruknęłam gdy już wróciłam przebrana w swoje rzeczy. -nie ma za co. -To zostanie między nami.- powiedziałam. Chyba trochę za ostro. Widziałam grymas niesmaku przemykający po jego twarzy. Ale nie obchodziło mnie to już. Świadomość hierarchii wróciła. Pogarda i wściekłość za wcześniejszy incydent również. Wyczuł to. Uśmiech był już tylko wspomnieniem. Teraz był dla mnie niczym, mało znaczącym, młodszym wampirem. -Może przynajmniej zdradzisz mi swoje imię.- prychnął. -Może. Trzasnęłam drzwiami i wyszłam.
**** Byłam zła na siebie. Jak mogłam tak się zbłaźnić? Nawet początkujące wampiry wiedzą jak niebezpieczna jest naćpana ofiara. Narkotyki szczególnie na nas działają. Jesteśmy osłabieni, praktycznie bezbronni. Co we mnie wstąpiło skoro tego nie wyczułam? Przecież to dziecinnie łatwe z naszymi wyostrzonymi zmysłami. Głód na nowo dawał o sobie znać. Tym razem musiałam być ostrożna. Potrzebowałam świeżej, najlepszej jakości krwi. Potrzebowałam dziecka. Na uliczkach Londynu nie brakowało szwędających się sierot. Kiedyś, jeszcze na samym początku, tłumaczyłam się sama przed sobą. Przecież one i tak niedługo zginą. Jak nie z głodu to choroba. A nawet jeśli nie... to co to za życie? Dzisiaj dla mnie to są tylko lepsze kąski. Nie wysilałam się, żeby znaleźć jakieś osamotnione, czy coś w tym stylu. Ważna była tylko czystość krwi. Twarz chłopca zastygła w niemym zdziwieniu. Nie spodziewał się, że ta miła, częstująca cukierkami pani może chcieć go skrzywdzić. Nagle mój posiłek przerwał ruch w krzakach, jakieś trzy metry od nas. Wyszła z nich młoda piękność. Długie, złote włosy, błękitne oczy. Zbliżyła się kocim krokiem. -Nie wiedziałam, że przerzuciłaś się na młodszych. -Od kiedy jesteś taka dowcipna?- rzuciłam. Nie lubiłam jak ktoś mi przerywał ucztę. -Och... Czyżbyś była nie w humorze? -Dobrze wiesz. Czego chcesz? -Obrażasz mnie. Nie przychodzę do ciebie tylko kiedy czegoś chcę. Moje milczenie trochę zbiło ją z tropu. Jane i ja nigdy za sobą nie przepadałyśmy. Kiedyś mało przez nią nie zginęłam. Wydała mnie łowcy wampirów, w zamian za oszczędzenie jej. Na szczęście zdołałam mu jakoś się wymknąć... Wciąż patrzyła na mnie tymi swoimi ślicznymi oczkami. Miałam ochotę trochę zburzyć harmonię jej buźki. -Więc? -Więc... co?- powtórzyła głupio. -Czego chcesz.- westchnęłam już trochę znudzona. Odrzuciłam ciało chłopca. Patrząc na nią straciłam apetyt. Związałam swoje włosy w kucyk. Miałam według niej pewne plany. -Ach... tak... gdzie byłaś dzisiaj w dzień? -Co cię to obchodzi. Niebezpiecznie jest wtykać nos w nie swoje sprawy. -Może i moje. -Hmmm...? -Co robiłaś z Ave w jego mieszkaniu? Najpierw zdziwiona nie wiedziałam co odpowiedzieć. Skąd ona to wie? Ale zaraz wybuchnęłam śmiechem. Czyżby była zazdrosna? Nie mogłam przepuścić takiej okazji. -Nic co by cię interesowało.- zamruczałam. Kątem oka zauważyłam jak rumieni się z gniewu. Połknęła haczyk. -A skąd wiesz co mnie interesuje.- zasyczała. -Życie intymne moje i Avy? Więc... jest dobry. Zna się na rzeczy...- z satysfakcją patrzyłam jak Jane na przemian blednie i zielenieje. To już wystarczyło. -Zbliż się do niego, a zabiję. Przysięgam, że nie zdążysz... To ona nie zdążyła. Przejechałam jej paznokciami po twarzy. Zostawiły czerwone pręgi. Jane klęczała na kolanach. Trzymałam ją za włosy. -Kochaniutka... zanim ty pomyślisz, ja już zdążę kilka razy go przelecieć. Ale nie bój się. Dowiesz się o tym jako pierwsza.
-----------------------------------------------------
IV Od mojego starcia z Jane minął jakiś tydzień. Nie pokazywała się od tamtej pory. Ave też jakby się pod ziemię zapadł. Z jednej strony pasowało mi to, przynajmniej nie łaził po moim terytorium. Ale z drugiej strony... wciąż miałam w pamięci jego zapach. Czesałam swoje długie włosy. Kiedy spojrzałam w lustro, widać było tylko szczotkę posuwającą się z góry na dół. Nigdy nie widziałam w nim swojego odbicia. Tylko na jakiejś gładkiej powierzchni lub tafli wody. Trochę to utrudniało życie... ale dawałam sobie rade. Praktycznie wszystkie dnie przesypiałam. Dopiero wieczorem odżywałam. Przeważnie wychodziłam na polowanie. Kiedy już się posiliłam to uwielbiałam patrzeć w gwiazdy. Siadałam na dachach domów i dopiero nad rankiem z niechęcią wracałam do siebie. Zbliżał się dzień mojej przemiany. Nie pamiętam dokładnie tego momentu. Jedyne co zostało w świadomości to okropny ból, przeszywający każdy nerw i mięsień mojego ciała. Jakby palono mnie żywcem. Wręcz czułam zapach spalenizny i dymu. Na tę okazję planowałam coś szczególnego... Ale miałam jeszcze trochę czasu. Postanowiłam się zabawić. Ludzie na ogół nie mówią o nas. Wampiry... coś przerażającego a zarazem głupiego. W co nie wolno wierzyć, bo to absurd. Ale my istniejemy. Żyjemy i uchodzimy za normalnych, z reguły porządnych obywateli. Prawie nikt się nie domyśla o moim istnieniu, bo nie chciałam tego. Nie sprawiło mi to zbyt dużego trudu. Tak więc udawanie pana X czy Y o nienagannych manierach jest jeszcze prostsze. Odkąd zamieszkałam w Londynie unikałam towarzystwa innych wampirów. Paradoksalnie tutaj mieściło się jedno z największych stowarzyszeń. Przyjmowane są do niego oczywiście tylko wampiry. Tylko czasem zapraszano kilku ludzi, ale raczej w charakterze posiłku... -Trzeba by odwiedzić stare śmiecie.- pomyślałam kiedy zamknęłam drzwi mojej sutereny. Skierowałam swoje kroki do klubu 7th Heaven. Stowarzyszenie nie miało konkretnej nazwy. Nie była ona potrzebna. Każdy zainteresowany wiedział o co chodzi. Nikt niepożądany nie mógł do niego wstąpić. Nawet jeśli znalazłby się jakiś śmiałek, to... łatwo się domyślić jego losu. Ludzie inaczej pachną. Bez trudu go wytropimy. A wyobraźcie sobie człowieka wśród około setki wygłodniałych wampirów? Na tę myśl, aż uśmiechnęłam się pod nosem. Klub 7th Heaven mieścił się w jednej z bocznych uliczek. Z zewnątrz nie wyróżniał się niczym szczególnym. Obdrapane drzwi, a nad nimi tabliczka z nazwą. Zwykli ludzie przechodząc obok kulili się z zimna. Czuli się jakby cos wysysało z nich siły. Dlatego szybko mijali to miejsce, zostawiając je za sobą z ulgą. Zastukałam do drzwi starodawną kołatką. Jeśliby ktoś się przyjrzał, przedstawiała ona splecionych ze sobą człowieka i wampira, który się posilał. Otaczała ich girlanda roślin. Przez judasza wyjrzała para jadowicie żółtych oczu. Ochroniarz zlustrował mnie spojrzeniem. Zatrzymał wzrok na moich zębach. Drzwi otworzyły się powoli. -Cześć Spike. -Lana. Dawno cię tu nie było. -Tak jakoś się złożyło. -Mam nadzieje, że teraz będziesz częściej tu wpadała? -Możliwe. Podeszłam do baru. Stał za nim młody chłopak. Ostatnim razem barmanką była wampirzyca. Polubiłam ja nawet. -Coś podać? -Sok pomidorowy.- kiedy czekałam aż przyniesie mi napój…