Horror · 11 min czytania
Mrok nocy. rozdział 2
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
I
Miałam jeszcze trochę czasu zanim Mat oprzytomnieje. Przypomniałam sobie jak się czuje człowiek a raczej wampir zaraz po przemianie, dlatego wyszłam zapolować na pierwszy posiłek dla niego. Chciałam żeby był on wyjątkowy. Pierwszy łyk krwi pamięta się do końca swojego istnienia. Jest ukojeniem, lepszy niż najsłodsze wino czy słodycze. Orzeźwia jak źródlana woda i budzi do nieznanego jeszcze życia, a raczej nie-życia. Dopiero po godzinie poszukiwań znalazłam odpowiedni obiekt. Młoda a co ważniejsze zadbana dziewczyna stała przez witryną sklepu. Widać było, że na kogoś niecierpliwie czeka. Nie miałam już czasu na żadne wymysły. Mat mógł się obudzić w każdej chwili, dlatego musiałam się pośpieszyć. -Przepraszam, która godzina? -Dochodzi druga w nocy. Dziewczyna już leżała na chodniku zamroczona. Odgarnęłam włosy z twarzy i po raz drugi tej nocy zaprowadziłam człowieka do mojej sutereny. Tym razem było łatwiej. Była lżejsza niż Mat. Zdążyłam. Mężczyzna jeszcze się nie obudził. Miałam chwilę czasu na ogarnięcie mieszkania. Ofiarę związałam porządnie sznurem, zakneblowałam i zamknęłam w sąsiednim pokoju. -Gdzie ja jestem?- powiedział Mat, kiedy odwrócona do niego plecami siłowałam się z ciężkimi kotarami w oknach. Nie zauważyłam kiedy się ocknął. -U mnie w mieszkaniu. -Moja głowa.- jęknął, gdy spróbował się podnieść z posłania. -Leż spokojnie. -Co ja tu robię? -Nie czas teraz na pytania. Gryź.- stanowczym ruchem podsunęłam mu swoją rękę do ust. -Co... ty?- spojrzał na mnie jak na wariatkę. -Gryź. Inaczej umrzesz.- syknęłam. Już zaczynałam się bać, że nie posłucha. Siłą wdarłam się do jego umysłu i zmusiłam go do tego żeby ugryzł. Nie chciałam stracić takiego towarzysza na samym początku. Ugryzł i niepewnie zaczął pić. Nagle przestał i zaczął się krztusić. -Pij!- krzyknęłam. Podetknęłam mu rękę, którą wcześniej odrzucił. Znowu spróbował. Krew wampira zupełnie różni się od ludzkiej. W smaku i właściwościach. Podczas przemiany była czym, co zapoczątkowuje ją. -Poczekaj tu chwilę.- wyszłam z pokoju, zostawiając go krztuszącego się. Kiedy wróciłam uspokoił się. Już umiał... nie oddychać. Na początku trochę trudno się do tego przyzwyczaić, ale z czasem można. W rękach trzymałam związaną dziewczynę. Kiedy spostrzegłam pytający wzrok Mata zaczęłam mu wszystko wyjaśniać. -Na razie nic nie mów. Jak potem będziesz miał pytania, to postaram się ci na nie odpowiedzieć. Ale teraz musisz mi zaufać.- Położyłam ofiarę na łóżku. Tuż obok niego. Delikatnie pomogłam mu oprzeć się na poduszkach. Był jeszcze bardzo słaby. Odgięłam dziewczynie głowę. -Widzisz tę żyłę?- spytałam. Mat kiwnął twierdząco głową. -Ale po co mi to? -Tutaj musisz ugryźć.- Widok obrzydzenia malującego się na jego twarzy potwierdził moje obawy. -To jeszcze do ciebie nie dotarło? -Co miało dotrzeć?- spytał trochę nieprzytomnie. -Jesteś wampirem. Kiedy Mat to usłyszał wybuchnął śmiechem. Ale zaraz przestał. Spojrzał na mnie przerażony. -Przecież wampiry nie istnieją. -Istnieją. Jesteś jednym z nich. -To... niemożliwe.- Widziałam że coraz bardziej słabnie. Nie mogłam do tego dopuścić. -Możliwe. A teraz musisz się posilić, inaczej zginiesz. -Umrę? -ty już nie żyjesz.
-----------------------------------------------------
II Na początku Mat sprzeciwiał się wszystkiemu. Nie chciał uwierzyć. Ale potem już nawet na to nie miał siły. -Nic ci się nie stanie. Poczujesz tylko ulgę.- szepnęłam do niego czule. Zachęcająco pogładziłam szyję dziewczyny. Widziałam jak ostatkiem sił walczył z wampirzą natura. Tak... już obudził się w nim prawdziwy wampir. Wgryzł się niepewnie. Gdy tylko poczuł pierwszy smak krwi i ulgę jaką przynosi, zaczął łapczywie ssać. Pozwoliłam mu na to. Był wygłodniały. Jeszcze go nauczę, jak to się robi... Z żalem odrzucił ciało. Westchnął opadając na poduszki. Od razu zapadł w głęboki sen. Najgorszy z całej przemiany. Czekały go teraz koszmary ze starego, utraconego życia. Upiory ludzi, on sam- nowy, niebezpieczny, ale też kuszący. Wyszłam do kuchni, żeby przygotować zimne okłady. Mogą się przydać do zbicia gorączki. Ciało, nie przyzwyczajone, będzie się buntować. Dlatego tez przyniosłam na wszelki wypadek kilka koców. Mat trwał w tym śnie kilka dni. Raz był cały rozpalony, za chwile oblewał go zimny pot. Cierpliwie doglądałam go. Wiedziała, że na początku będę zmuszona do wielu poświęceń. Ale chciałam mieć towarzysza. Miałam dość samotności.. Przez parę set lat nie przeszkadzała mi ona. Dopiero Ave rozpalił we mnie tęsknotę za druga osobą. Mieszkanie i wampira opuszczałam tylko na chwile. Musiałam się posilać, a jedzenie samo nie przyjdzie. Polowania były nieuniknione. Kiedy widziałam, że Mat się wybudza przygotowałam dwie ofiary. Jedną na posiłek po ocknięciu, drugą do nauki. -Witaj śpiący królewiczu. -Witaj Maleństwo. Z wrażenia aż przystanęłam. Maleństwo. Nikt nie ważyłby się mnie tak nazwać. Lana- stuknięta wampirzyca i Maleństwo. Dobre sobie. Uśmiechnęłam się, dziwnie zadowolona. -Mam coś dla ciebie.- Tym razem przyprowadziłam mu chłopca. Jeszcze i teraz powstrzymywałam się od uwag gdy się posilał. -Lana... mogę się o coś spytać? -Pytaj. Jestem ci winna wyjaśnienia. -Nie masz wyrzutów sumienia? Tego się nie spodziewałam. Chwilę się zastanawiałam, zanim odpowiedziałam. -Na początku każdy ma. Potem zrozumiesz, że to całkiem naturalne. Nie różnimy się od ludzi zabijających kury, czy…