Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Thriller · 8 min czytania

Mroźny podmuch

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

{font:verdana}Był grudniowy wieczór roku pańskiego 1802. W niewielkim miasteczku Santrè w Alpach Francuskich, tuż przy granicy ze Szwajcarią, zima była wyjątkowo mroźna. Wieczorna ciemność oplatała wąskie ulice, a przeszywające zimno skłaniało mieszkańców do pozostania w swoich domach. W oknach tliło się słabe światło świec, a z kominów unosił się biały dym tworzący niewielką mgiełkę ponad miastem. W oddali, za zaśnieżonymi wzgórzami, stał niewidoczny w ciemności stary klasztor. Ludzie z miasteczka odnosili się do mieszkających w opactwie zakonników dość sceptycznie. Można nawet powiedzieć że się ich w pewnym stopniu bali. Było to skutkiem propagandy ludzi dzierżących władzę w ówczesnej Francji. Bracia zakonni żyli w odosobnieniu jeszcze większym niż dotychczas gdyż obawiali się losu klasztoru La Grande Chartreuse, który został zajęty przez rewolucjonistów. Życie spędzali na modlitwie i rozmowie z Bogiem. Zajmowali się także zielarstwem oraz produkcją wywarów i likierów. Właśnie w ten śnieżno-wietrzny wieczór młoda, skąpo ubrana dziewczyna szła wąską ścieżką prowadzącą z wysokich gór w kierunku opactwa. Na głowie miała szarą chustę okrywającą jej kruczoczarne włosy długie do ramion. Twarz miała bladą jak pergamin, lśniącą wśród ciemności. Wpatrywała się w najwyższą klasztorną wieżę. Krok miała niepewny, więc obserwator zapewne powiedziałby że utrata przez nią równowagi byłaby bardzo prawdopodobna. Wreszcie dotarła do wysokiego muru, dotykając go pomarszczoną z zimna ręką. Na jednym z palców błysnął złoty sygnet z niewielkim kryształem w kształcie spirali. Dalej szła już przytrzymując się muru niczym ślepiec trzymający w ręku swą laskę. Wiedziała bowiem że doprowadzi ją do upragnionego celu. Zauważyła w oddali światło. Kurczowo uczepiła się tej wizji i zaczęła iść nieco szybciej. Blask bijący z naprzeciwka ogarnął ją całkowicie. Gdy dotarła do źródła światła zauważyła drewnianą bramę. Pociągnęła za sznur wiszący obok. Wtem rozległ się ciężki dźwięk mosiężnego dzwonu gdzieś za drzwiami. Kobiecie zakręciło się w głowie, tak że musiała znowu przytrzymać się muru. Po pewnym czasie drzwi rozwarły się nieznacznie i z cienia wyjrzała zakapturzona postać. Dziewczyna chciała coś powiedzieć, ale zdołała wydusić z siebie tylko kilka dziwnych dźwięków, które jednak zużyły jej resztki sił i upadła na ziemię. {i}Stat crux dum volvitur orbis{/i} - Niech stoi krzyż, dopóki kręci się ziemia Dziewczyna leżała na łóżku w niewielkim, surowo wyglądającym pokoju. Wąskie okno było szczelnie zamknięte, a na pobliskim stoliku stał ziołowy kominek rzucający słaby blask na białe ściany. W powietrzu unosił się lekki zapach lawendy. Gruby mnich trzymający wiklinowy kosz z bielizną spojrzał jeszcze na nieprzytomną kobietę, która była przykryta grubą warstwą pierzyny, i wyszedł na korytarz. Skręcił w lewo mijając wiele podobnych drzwi. Na końcu korytarza wyjął z kieszeni habitu ciężki żelazny pęk kluczy i otworzył drzwi będące na szczycie. Trafił do pomieszczenia przypominającego kuchnię. Kosz z bielizną postawił na stole obok pieca. Obrócił się i wziął kilka belek drewna i dorzucił je do ognia tlącego się w palenisku. Płomień ożywił się nowym blaskiem, oświetlając zamyśloną twarz zakonnika. - Bracie Albercie? Gruby mnich spojrzał w kierunku z którego dobiegał głos. - Ach… to ty bracie Edgarze. Nie spodziewałem się tutaj nikogo w czasie nocnej modlitwy w kaplicy Trójcy. - Jak się czuje ta dziewczyna? – podjął przybysz - Gdy zobaczyłem ją na progu naszego klasztoru wyglądała jak żywa śmierć. - Jest coraz lepiej, ale nadal…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%