Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

biografia · 8 min czytania

Muc

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dzieciństwo spędziłem w starym domu z wielką piwnicą, w której nie było światła. Miała ona kilka pomieszczeń, ale tylko w dwóch z nich były niewielkie okna przeważnie zamknięte drewnianymi okiennicami. Schodziło się do niej stromymi schodami, świecąc latarką, która rozjaśniała co nieco tylko na kilka kroków – reszta była czarną czeluścią. Przechowywano w niej węgiel, ziemniaki, jarzyny i owoce. Stała tam też wielka szafa, w której były słoiki z przetworami wyrabianymi przez mamę. Tę ciemną piwnicę zamieszkiwał Muc. Nie wiem, skąd wzięła się jego nazwa, ale wiem, że mieszkał tam, od kiedy pamiętałem. Miał kształt jaja i wzrost gdzieś tak z pół metra. Cały był pokryty długim czarnym włosiem, z którego wyzierały tylko małe białe oczka. Do tego dochodziły krótkie kacze łapy, na których potrafił szybko i bezszelestnie biegać. Według mnie przesiadywał pod schodami, żeby mieć na oku schodzących do piwnicy. Mógł jednak bez przeszkód poruszać się po jej zakamarkach i wszędzie można było go spotkać. Ani koledzy, ani dorośli o nim nie wiedzieli, bo nic im nie mówiłem. Wiedziałem o nim tylko ja i była to moja tajemnica. Bardzo się go bałem, ale jeszcze bardziej chciałem go zobaczyć. Dlatego ilekroć schodziłem do piwnicy, szybko świeciłem latarką pod schody, żeby go przyłapać. Nigdy mi się to nie udało, bo on był szybszy i na tych swoich kaczych łapach czmychał w jakiś ciemny kąt. Gdy nabierałem ziemniaków lub wyjmowałem z szafy słoiki, czułem za plecami jego obecność. Wtedy odwracałem się szybko, ale on i tak zawsze zdążał umknąć. Nie wiedziałem, co Muc jadł, ale podejrzewałem go o podżeranie naszych zapasów. Świadczyły zresztą o tym dobitnie nadgryzione ziemniaki i jarzyny znajdowane często w piwnicy. Zapewne chętnie skosztowałby i dobroci zamkniętych w szafie, ale nie wiem, czy miał ręce, a poza tym był przecież za niski, by do nich sięgnąć. Dlatego zawartość maminych słoików była bezpieczna. Jak chyba każde dziecko nie lubiłem ciemności. Bałem się przechodzić samotnie po zmroku koło cmentarza lub przez parkowe zarośla. Z wiekiem obawy te ustąpiły, ale strach przed Mucem nie zniknął. Nie zaprzestałem też prób przyłapania go. Za zaoszczędzone zaskórniaki kupiłem dużą latarkę, którą włączałem, otwierając drzwi do piwnicy. Silny snop światła zalewał wtedy schody i kawał piwnicznego korytarza, ale Muc zawsze mi umykał. Podejrzewałem, że wyczuwał moje intencje i chował się, zanim zdążyłem otworzyć drzwi. Takie podchody trwały aż do przeprowadzki naszej rodziny do miejscowości odległej o około trzydzieści kilometrów. Nie wiem, czy Muc wtedy też dokądś wybył, czy jakoś dogadał się z nowymi mieszkańcami, w każdym razie straciłem z nim kontakt. Teoretycznie mógłby na swoich kaczych łapkach przydreptać za nami te trzydzieści kilometrów, ale gdzie miałby zamieszkać – nasza nowa piwnica była bowiem mała i miała elektryczne oświetlenie. Minęło wiele lat i dziwnym zrządzeniem losu wróciłem do domu mojego dzieciństwa jako jego nowy właściciel. Przez ten czas był on wielokrotnie przebudowywany i zmienił się nie do poznania, ale piwnicy jakimś cudem nie ruszono i nawet nie założono w niej oświetlenia. Nie leżał już w niej węgiel ani ziemniaki, bo dom miał gazowe ogrzewanie, a po jarzyny chodziło się do pobliskiego sklepu. Została jedynie tamta wielka szafa, w której leżał tylko kurz. Gdy pierwszy raz po latach wszedłem do mojego już teraz domu, zaraz pomyślałem o Mucu. Wyjąłem z auta latarkę, cichutko otworzyłem drzwi do piwnicy i tak szybko jak umiałem, poświeciłem pod schody. Muca oczywiście nie przydybałem, ale coś mi mówiło, że tam był. Poczułem się swojsko i postanowiłem sobie, że jeśli czas mi pozwoli, postaram się do niego zbliżyć. Na początku nie miałem za wiele czasu, bo byłem zajęty urządzaniem domu po mojemu. W tym okresie rzadko zaglądałem do piwnicy, bo właściwie nie była

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%