Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 1 godz. 19 min czytania

Muminki vs Chaos

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- 1 - Tragedia.

Dzień w Dolinie Muminków zaczął się jak zawsze. Piękne słońce wychyliło się zza horyzontu trochę opieszale, lecz świeciło mocno, co zapowiadało dobrą pogodę. Wielki Dąb przy domu Muminków skracał swój cień i zaczął opuszczać swoje owoce. Na werandzie o tej porze jak zawsze w każdą porę dnia przesiadywał Tata Muminka kopcąc swoją ulubioną fajkę z przepisowo dwugramowym ładunkiem. Gdy słońce zbliżało się ku zenitowi Tatuś Muminka zauważył, że kończy swoją ostatnią porcję fajkowego ziela. Zawołał Muminka: - Mumineeeeeeek! - Tak mam na imię – odpowiedział zbiegając ze schodów Muminek – cóż to się stało mój kochany tatusiu? - Skończyło mi się Fajkowe ziele, skocz do kiosku. Za resztę możesz kupić sobie oranżadę – odpowiedział beznamiętnie. - Już pędzę tatuniu Muminek biegnąc do kiosku spotkał włóczykija – co później ratowało jego uszy. - Lecisz ze mną do sklepu po to parszywe zielsko dala mojego starego? - Chętnie się za tobą powłóczę. I tak doszli do kiosku. - Dziesięć porcji fajkowego ziela – powiedział Muminek. - Masz dowód gówniarzu – powiedziała pani z okienka triumfująco. - Te! bez takich, pomimo że nie wyglądam na tyle mam 23 lata! – Stwierdził, po czym odwrócił się do włóczykija. - Daj ten dowód, co wczoraj zwinęliśmy pijakowi. - Nie pozna się, że nie ty jesteś na zdjęciu? - Co ty, wszystkie muminki tak jak smurfy, gobliny i postacie z PokeMon są identyczne – wyrwał z ręki włóczykijowi dowód i przystawił do okienka – a teraz dawaj to cholerstwo! - Nie ma – odparła kioskarka. - Co?!! – Muminkowi nagle zamarło serce. - Nie ma – padło potwierdzenie. - Że jak?!! – Muminek już zaczynał się martwić o swoje życie po starciu z ojcem, który nie był byle kim gdyż był najpotężniejszym Magiem w dolinie Muminków. - Nie ma i idź już sobie panie „dorosły” z kradzionym dowodem! Muminek opuścił uszy odwrócił się do Włóczykija z bez nadziei w oczach. - To koniec - stwierdził prawie bezgłośnie. - Jak chcesz to powłóczymy się do Migotka może on coś wymyśl, w końcu zrobił nieokreśloną przerwę w swoim projekcie. - Dobrze – zgodził się Muminek z odrobiną nadziei w głosie, wiedział, że Migotek chowa w hangarze „gandzie”, więc może też ma coś fajkowego zielska. Niestety Migotek nie posiadał wkładów w odpowiednie dużej ilości, więc musiał zadowolić się czteroma gramami. Wracali, więc do domu z obawą o swój los. Na werandzie już od dłuższego czasu wypatrywał ich Tata Muminka. - Masz? – Zapytał szybko ojciec - Tylko cztery gramy Tatusiu. - Co tak mało? Czyżby skończyła się im już wczorajsza dostawa? – Zdziwił się tata. - Na to wygląda – poparł muminka Włóczykij - A ty przybłędo się nie odzywaj! – Wykrzykną tata wyraźnie już zirytowany – mogliście przynajmniej wykombinować jakieś tanie miejscowe siano! - Te cztery gramy są właśnie tym sianem – powiedział półgłosem Muminek. - Co wy ze mnie idiotę robicie, chcecie powiedzieć, że w całej Dolinie Muminków nie ma już grama mojego brązowego złota?! – Krzykną na cały głos Tata Muminka, a jego brwi zaiskrzyły się. - Na to wygląda – wtrącił Włóczykij. To doprowadziło tatę do takiej wściekłości, że musiał wyładować swą złość jak najszybciej inaczej ugotowałby się od wewnątrz, a że pod ręką był Włóczykij... Szybka seria ognistych kul zamienił kapelusz i całą resztę zawodowego turysty w kupkę znakomitego polepszacza gleby . Muminek wyszedł dzięki temu cało z opresji. Lecz przesłuchanie się nie skończyło: - Dlaczego nie wziąłeś za sobą tej złodziejki M.M. ona wiedziałaby, komu skroić jego zapasy na przykład Ryjek zawsze trzyma w swojej twierdzy zapas mego skarbu. Biegnij po nią naty... – Tu przerwał gdyż na werandę weszła jego żona. - Co tu się dzieje, ojciec, że się tak drzesz – uspokoiła sytuację Mama - Bo, bo, bo... – Starał się wyjaśnić tata - Bo nie dostał dziś swojej porcji fajkowego ziela – dokończył Muminek - To nie żaden powód – zakończyła rozmowę mama, po czym zwróciła się do taty – marsz do kuchni strugać kartofle, ale na jednej nodze!

- 2 - Narada.

Następny Dzień zaczął się tak jak poprzednio jednak zabrakło Taty Muminka na werandzie kurzącego fajkę. Tata od rana zastanawiał się nad tym, co teraz uczynić, aby rozwiązać obecny kryzys. Postanowił, więc zebrać przedstawicieli rodu muminków oraz najwierniejszego szpiega M.M. w jadalni swego domu. Pierwszy stawił się Muminek potem przybyła jego mama. Stawili się również Migotek, Migotka oraz oczywiście M.M.. Rozpoczął Tata: - „Towarzysze! Obywatele!” Wierni tradycji fajkowego ziela! „Bracia i siostry! Zwracam się do was, przyjaciele!” - „Nigdy tak nie rozpoczynał oficjalnych wystąpień! Nikt też ze słuchających nie zdawał sobie sprawy z groźby, jaką dla nich niosły jego słowa.” - Stała się wielka tragedia, dzięki wczorajszemu wywiadowi Muminka dowiedziałem się, że do kiosku nie dotarła dostawa wkładów do fajek. Dzisiejszy przegląd sytuacji dokonany przez M.M. dowiódł, że ani Ryjek, ani ta wiedźma z lasu nie posiadają żadnej rezerwy mojej używki. To może tylko oznaczać, że exporter nawalił, za co spotkać powinna sroga kara wymierzona oczywiście przeze mnie. Postanowiłem – kontynuował – sprawdzić, co się dzieje w stolicy osobiście zabierając ze sobą paru pomocników gdyż słyszałem o bandytach grasujących na obrzeżach Doliny Muminków. Teraz odbędzie się głosowanie nad tym projektem. Kto jest przeciw – zapytał z lekką nutą groźby w głosie – nikt? W takim razie wszyscy są za. Znakomicie. - Tato – wtrącił Muminek - czy można się dowiedzieć, kto będzie tymi pomocnikami? - Tak właśnie do tego zmierzałem – odpowiedział szybko Tata Muminka – do wyprawy wejdę ja, jako przywódca będzie mi potrzebny znawca roślin uprawianych w zaciszu własnej piwnicy i strychu, więc wybrałem migotka gdyż Paszczakowi nawala coś ostatnio serce. Potrzebna mi także bodyduard a ponieważ takiego w dolinie nie ma, zostaje mi, niestety, tylko mój syn. - No to przes…chlapane – szepną do siebie Muminek. - Datę wyruszenia ustaliłem już na jutro rano. Cały ten dzień przeszedł pod znakiem pakowania i robienia zapasów. Tacie widocznie się spieszyło. Mama Muminka oraz panna Migotka zajęły się przygotowywaniem kanapek na drogę. Migotek szperał po swoich zakurzonych regałach w poszukiwaniu starych Hobbickich książek o fajkowym zielu. Muminek oporządzał konie w tym pięknego rumaka swojego taty Red Bulla – nikt tak na prawdę nie wie, dlaczego Tata Muminka tak nazwał tego konia, panuje wśród wiślaków opinia, że z powodu Adama Małysza, natomiast kaszubi mają na to jakieś inne wyjaśnienie. – Tata Muminka spokojnie leżał na siedzaku lub też siedział na leżaku? I czekał na wiadomości od M.M., która miała zgromadzić fundusze na wyprawę od przygodnych przechodniów. Powróciła około godziny 18, gdy już wszystko było gotowe. Decyzja, o której godzinie wyjazdu została podjęta „jednogłośnie”. Mieli wyruszyć o 400.

- 3 – Niespodziewany towarzysz podróży.

W nocy przeszła nad Doliną Muminków potężna burza, która zamieniła drogi w potoki błota. Rzeka, nad którą lubił przesiadywać śp. Włóczykij wystąpiła z brzegów zalewając sąsiadujące łąki. Tata Muminka, gdy się obudził przeklinał siebie, że nie wyruszył w dniu przedwczorajszym zaraz po otrzymaniu złej wiadomości. Nie zamierzał też rezygnować z wyprawy dzisiaj. Wyruszyli, więc, lecz z lekkim opóźnieniem. Konie brnęły w błocie prawie po kolana, na domiar złego zaczęła padać lekka mżawka, co dokuczało szczególnie Migotkowi z powodu lejącej mu się wody na oczy wprost z jego grzywki. Nad rzekę dotarli po pół godzinie, choć tę trasę Muminek pokonywał na nogach w sprzyjających warunkach w minut dwadzieścia. Tu pojawił się spory problem: Jak przeprawić się przez tak duże rozlewisko? Tata wysłał Muminka, aby rozpoczął szukanie brodu, którym mogli przejść w miarę bezpiecznie na drugą stronę. Muminek wypełnił swą misję szybko i po godzinie już przeprawiali się przez rzekę. Tatuś Muminka spostrzegł kłodę zbliżającą się od tyłu do Migotka, gdy uderzyła w tylną lewą nogę jego konia zachwiał się w siodle i runą do wody Tatuś nie czekał długo i skoczył za Migotkiem. Muminek z zapartym tchem obserwował sytuację. Parę razy obydwaj znikali na chwilę pod wodą, aż wreszcie Tatuś złapał Migotka, lecz w tej samej chwili niewidoczny prąd wciągną ich pod wodę. Muminkowi wydało się, że to już koniec, złapał wierzchowce swych towarzyszy i już sam przeprawił się na drugi brzeg. Tam zsiadł z konia i zaśmiał się przez łzy: - Godzina drogi od domu, a już po frytkach. Dopiero, co wyruszyliśmy a już dwóch członków drużyny nie żyje, w ty mój ojciec. - Co masz jakąś sprawę do mnie? – Usłyszał głos zaraz przed sobą. - Tata – wykrzykną rozradowany Muminek. - Tak a kogo się spodziewałeś, Pani Wiosny? – Zapytał sarkastycznie tata. - No, ale dobra pomóż mi z Migotkiem. Migotek był nieprzytomny, ale oddychał. Obudził się po chwili, dzięki czemu nie stracili wiele czasu. Postanowił w najbliższej karczmie postawić wszystkim piwo. Ruszyli dalej. Nadal posuwali się wolno, choć deszcz przestał padać a zza kłębiastych chmur przebiło się na sekundę słońce wieczorem przekroczyli granicę Doliny Muminków i weszli do lasu nazwanego imieniem Dziadka Muminka gdyż on pierwszy z muminków tu dotarł. Pod korzeniami wielkiego dębu rozbili obóz i zjedli pierwszą kolację w podróży. Na kolację była grochówka, kromka i szklaneczka wina. Jedynie Muminek jako niepełnoletni musiał zadowolić się „Żywiec Kolą”. Warty nie wystawiano gdyż wędrowcy nadal czuli się jakby przebywali na wczasach. Tymczasem do obozu zbliżał się dziwny osobnik. Był wysoki wyższy od jakiegokolwiek znanego muminkom muminka, miał wydłużoną paszczę a na ramieniu wielki topór jego cień padł a posłanie Muminka, być może wybrał go jako swoją pierwszą, najsłabszą ofiarę, położył łapę na jego ustach i szturchnął go kciukiem pod żebro. Muminek otworzył oczy i chciał krzyknąć, lecz łapa napastnika skutecznie mu to uniemożliwiła. - Wezmę rękę jak nie będziesz się darł – powiedział spokojnym głosem nieznajomy. - Mmmmm – wymruczał Muminek kiwając potwierdzająco głową, łapa uwolniła usta - Ki…, kim jesteś? – Szepnął przestraszony. - To ja Ryjek – nieznajomy okazał się dobrym znajomym Muminka. - Co ty tu robisz? – Zdziwił się Muminek – wiesz, że jak Tata cię znajdzie w jego obozie bez pozwolenia, to cię obedrze ze skóry. - Tak wiem. Dlatego właśnie przyszedłem do ciebie abyś poprosił swojego tatę o pozwolenie podróżowania razem z wami – odparł Ryjek. - Chyba żartujesz! - Nie. Jutro zrobisz grunt przed pojawieniem się mnie następnego dnia w waszym obozie – powiedział zdecydowanie. - Jego obozie, tak dla ścisłości, ale postaram się zrobić, co się da – uległ Muminek. - Dzięki będę ci bardzo wdzięczny – zakończył rozmowę Ryjek Było to trudne zadanie gdyż Tata Muminka i Ryjek nie przepadali za sobą. Tata nienawidził Ryjka za to, że czasem uprzedzał go w kiosku i wykupywał ostatnie porcje Fajkowego Ziela, natomiast Ryjek nie krył antypatii do Taty z powodu zajęcia zarezerwowanego, jak sądził, dla niego pierwszeństwa w organizowaniu turniejów w paleniu fajek w Dolinie Muminków i terenach przyległych. Następnego dnia Tatuś zerwał się pierwszy i obudził wszystkich. - No wstawać lenie mamy dziś kawał drogi do przejechania – rozpoczął Tata. - Już, już – odpowiedział sennie Migotek. - Tak już wstajemy – powiedział Muminek i ponownie zasnął. - Wstawać!!! – Krzykną Tata na całe gardło, aż całe ptactwo w promieniu kilometra poderwało się do lotu. Muminek zerwał się na równe nogi i pobiegł do strumyka umyć się oraz napoić konie. Migotek Zabrał się za przygotowywanie posiłku. Tata natomiast wziął gazetę pod pachę i poszedł w krzaczki za potrzebą. Przy śniadaniu Muminek rozpoczął akcję: - O przydałby się Ryjek, on świetnie gotuje - Nie mów mi o tym zdrajcy i sabotażyście – wydukał przez zęby Tata. - Muminek ma rację – niespodziewanie odezwał się Migotek – przydałby się naszej wyprawie, może za mądry to, to on nie jest, ale dodatkowym ostrzem nie powinno się gardzić. - No, ale na szczęście zostawiliśmy go w dolinie – rzekł z triumfem Tata - i nie zamierzamy po niego wrócić, prawda – dodał z naciskiem. - No ależ oczywiście, że nie! – Rzekli chórem pozostali dwaj członkowie wyprawy. Jednak Muminek po porannej porażce nie zamierzał rezygnować z planu uzyskania pozwolenia taty na dołączenie do nich jeszcze jednego wędrowca. Zaatakował ponownie około południa. - Straszny gąszcz w tym lesie, zapewne nikt tędy nie przechodził od paru dobrych lat. Właściwie to, dlaczego nie ruszyliśmy gościńcem? - Tam mogą czaić się bandyci – Tata widocznie miał gotową odpowiedz. - Mogliśmy – kontynuował Muminek - przynajmniej wziąć ze sobą jakąś maczetę lub topór, podobno Ryjek posiada taka broń. - Z tym się zgadzam mogłem wysłać po niego M.M. - Nie, nie chodziło mi o to, aby tę broń brać, ale… - Nie! – Przerwał natychmiast Tata - Nie zamierzam się wracać do doliny po tego, tego… - Mojego kolegę? - Tak! Nie! Nie! Co? Twój kolega??? - Tak tato. - No to pięknie, mój własny syn kumpluje się z moimi największymi wrogami! - Jaki z niego tam wróg – próbował uratować sytuację Muminek – równy z niego chłop. - Synu zaczynasz mi grać na nerwach – powiedział jeszcze łagodnie – ale jak mi jeszcze raz wspomnisz o tym monstrum to cię chyba… albo nie, odeślę cię do domu i będziesz musiał myć gary, strugać ziemniory, nosić wodę i tak dalej. - Nie tato! – Skulił się Muminek – już nie będę! Muminek postanowił na razie odpuścić. Lecz się nie domyślał, że decyzja zapadnie bez jego rady.

- 4 – Nocny Napad.

Przed nocą dotarli do wzgórza Elkin’skir gdzie postanowili rozbić obóz. O zmierzchu znaleźli znakomite miejsce osłonięte od wiatru, lecz co okazało się zgubne nie dające możliwości ucieczki przed napastnikiem. Tradycyjnie Muminek zajął się końmi, migotek przygotowywaniem posiłku, a tatuś obmyślał, jak to się wyraził, plany strategiczne. Tym razem postanowiono na zmianę pełnić warte w nocy. Pierwszy miał pilnować Muminek potem po trzech godzinach Migotek a następnie po tym samym okresie czasu Muminek. Zjedli kolację i Muminek z mieczykiem wyruszył na wartę. Wszyscy trzej zasnęli w odstępach pięciominutowych najpierw tata, a na końcu syn. Na atak dzikich zwierząt znęconych zapachem jedzenia nie trzeba było długo czekać około północy muminka obudziło ujadanie za jego plecami. To był ich obóz. Pobiegł ile miał sił w nogach. Tam czekała na niego już walka. Migotek, przyparty do skały przez wilczego szczeniaka dzielnie odpierał ataki kijkiem wyciągniętym z ogniska. Tata tymczasem staną na dość wysokim głazie zarzucił na siebie magiczną ochronę i na przemian to ognistymi kulami, to psonicznymi strzałami kładł trupem wilki. Muminek nie zastanawiając się ruszył w kierunku zapasów jedzenia, aby ich bronić. Niewiele jednak z nich zostało. Żerujące cztery wilki usłyszawszy nadchodzącego wroga, odwróciły się w kierunku Muminka groźnie szczerząc zęby i świecąc czerwonymi oczyma. Szybkim doskokiem i pchnięciem ostrze mieczyka wylądowało w gardle pierwszego wilka. Niestety element zaskoczenia został wykorzystany i teraz wilki przejęły inicjatywę. Otoczyły muminka. Jeden z nich chciał wskoczyć na jego plecy, lecz znając technikę wilków z „Discowery chanel” odwrócił się w tym samym momencie, co wilk wykonywał skok, celnym uderzeniem małej tarczy pozbawił napastnika przytomności. Niestety trzeci z owcoguralochżerca wpił się kłami w łydkę Muminka. Obrońca zawył z bólu i upadł na ziemię. W tej chwil zza krzaków wyłoniła się znana sylwetka. Dwoma cięciami topora obydwa pozostałe wilki zostały pozbawione ciągłości kręgosłupów. Muminek stracił przytomność. - A jednak żyje – zaśmiał się ktoś nad głową poszkodowanego – taka rana a on leży nieprzytomny, prawie cały dzień. - Nie ma, co się śmiać – rozpoznał głos Migotka – ząb o włos miną tętnice. - Tak masz rację – teraz słyszał dokładnie, to był jego ojciec. - Ja żyję – powiedział w końcu Muminek. - Tak – podniósł się i zobaczył Ryjka – miałeś szczęście, że byłem blisko waszego obozu. - Tak. Uratował nas wszystkich – o dziwo tu usłyszał głos swojego ojca – jesteśmy mu za to wdzięczni – to przerosło wszystkie oczekiwania. Ojciec Muminka pogodził się ze swoim największym wrogiem – ja także żyję dzięki niemu. Gdy już słabła moja ochr… - Dobra opowiesz to później teraz nasz obrońca żywności musi odpocząć.

- 5 –

W drogę całą czwórką.

Wyruszyli dwa dni później, gdy Muminek odzyskał pełnię sił. Zaleczyć drobne rany musieli: Migotek poparzył się żagwią, którą odstraszał wilka, Ryjek miał kilka niegroźnych zadrapań, od krzaków, przez które musiał się przedrzeć do obozu. Jedynie Tata nie doznał żadnych obrażeń, dzięki ochronie magicznej. Ku zdziwieniu Muminka bez żadnych szemrań ze strony Taty Ryjek wsiadł na konia i w pewnej odległości ciągną się z tyłu za ekipą. Do stolicy były jeszcze dwa dni drogi. Drużyna składająca się już z czterech osób, gdyż tata podczas następnej kolacji zaprosił ryjka do wspólnego posiłku, co definitywnie zakończyło waśnie między nimi, zbliżała się ku celowi swej podróży. Dwa dni minęło, jak mawiają polscy chłopi, jak z bicza trzasnął. Niestety do miasta dotarli nocą. Wartownik z tego powodu nie otworzył im bramy, co bardzo zdenerwowało Tatę i zmusiło drużynę do przenocowania pod bramą. Następnego ranka po sześciu dniach wędrówki dotarli do stolicy Rzeczpospolitej Mumimkowej, Al’karbab. Po wkroczeniu do miasta natychmiast Migotek zaciągną przyjaciół do tawerny no obiecanego Pilsnera. Tam dowiedzieli się o zamieszkach wywołanych przez An-dj-ja Leb’bera z powodu, że państwo daje niewystarczającą ochronę rolnikom uprawiających tytoń w kraju, a importuje go z zagranicy, oraz o pikietach miejscowego oddziału Klubu Przyjaciół Fajki przed Ministerstwem Handlu Zagranicznego z powodów ograniczonego, ostatnimi czasy, importu fajkowego ziela z Shire . Także niebezpieczna stała się okolica Filii „Filip Morisson tabacum consorcium” z powodów ataków na siedzibę firmy uzależnionych klientów. Tata zrozumiał, że dwie instytucje, do których chciał wstąpić są zablokowane i w ten sposób ich wyprawa może pójść na marne. Na szczęście wieść o przybyciu do miasta wielkiego maga i, swojego czasu, wielkiego wojownika szybko rozeszła się po mieście, docierając do najwyższych władz. Najwyższe Władze nie czekały jeszcze tego samego dnia wezwały ekipę z Doliny Muminków do siebie, aby „Omówić sposoby przezwyciężenia czasowych trudności z dostawą fajkowego ziela z Shire” Tatuś oczywiście był wściekły z tak wymijającym stwierdzeniem zamiast walnąć prosto z mostu - Nie mogliby – rozpoczął Tata - po prosty napisać: „Wybawicielu! – Myślał o sobie – przybywaj rozwiązać wielki KRYZYS trawiący nasz kraj!”? – Zakończył pytająco.

- 6 –

„Walne Zgromadzenie Rzędu w celu ustalenia wielkości drużyny wyruszającej do Shire.”

Tata zjawił się na zebranie punktualnie, wraz z nim poszedł także, zaproszony na to spotkanie, Ryjek. W sali konferencyjnej w budynku przy Downingschtrasse 10 po kilku minutach zebrała się cała rada, w której skład weszli, oprócz Taty i Ryjka: Diuk Stumilowego Lasu- Lord Jakub zwany „Nocnym Puchaczem”, delegat kaszubskiej mniejszości narodowej- Adam Boczman, premier- Premier Muminków, prezes miejscowego oddziału „FMTC”- niziołek Miltor Baggins, oraz inna zakapturzona postać nie znana i nie przedstawiona naszym bohaterom. Rozpoczął Premier - Kryzys, którego dziś będziemy starali się przezwyciężyć, okazał się bardzo uciążliwy dla RM, dlatego właśnie was tu zebrałem. Sytuację bliżej przedstawi wam pan Miltor. Proszę. - Tak. Do chwili obecnej do naszego oddziału dotarło 8% całomiesięcznego zaopatrzenia Shire. Jak dla nas, jest to sytuacja nowa, postanowiliśmy wysłać kilku gońców w celu zdobycia informacji o powodzie takiego stanu rzeczy. Niestety dotąd żaden z nich nie powrócił. - Tak – przerwał mu Adam - dlatego zamierzam natychmiast wyjaśnić sprawę w tym waszym „Niziołkolandzie”. Kto ze mną idzie? - Zaraz, zaraz, - wtrącił się Ryjek – posłuchajmy, co ma do powiedzenia nasz Hobbita. - Dziękuję. Zwracamy – kontynuował Miltor – się, więc do was z prośbą, abyście wedle możliwości wysłali kilku śmiałków, aby zajęli się tą sprawą. - Do granicy Stumilowego Lasu będziecie eskortowani przez moich ludzi – zaproponował Jakub – niestety dalej ruszycie sami. Jedyne, co jeszcze dla was mogę zrobić to wyposażyć was w broń i prowiant. - W porządku to powinno wystarczyć. Ale zaraz Jak „wam” To, kto ma jechać? – Zdziwił się Tato. - Jak to, wy – stwierdził premier – to znaczy, jeżeli się zgodzicie. Po powrocie będzie czekać na was duża nagroda. - Kto to jest to „WY”!? – Krzykną Tata. - To jest: Pan, pana syn, Alchemik Migotek, pana przyjaciel Ryjek, pan Adam Boczman i tu obecny pan, jak się przedstawił, Singollo. - Tak, więc drużyna została wybrana zanim tu dojechaliśmy – stwierdził Ryjek. - Tak – odpowiedział premier, choć nie było to pytanie.

- 7 – Przed kolejnym etapem.

- Dzieńdoberek – z uśmiechem ociapanym miodem zwrócił się do Taty Puchacz – jak się spało? - W porządku nie najgorzej – odparł. - Tak, więc skoro się pan wyspał zapraszam pana wraz z całą drużyną do swojej daczy w pobliskim Kruczewie. Zawitali tam zaraz po śniadaniu w pełnym składzie. Powitali gospodarza, a ten zaprosił ich do zwiedzenia swojej rezydencji. Pomieszczenia były bogato wyposażone. Wielkie zwierciadła zawieszone na ścianach sprawiały niesamowite wrażenie ogromnej przestrzeni. Tak oto rozglądając się na prawo i lewo podziwiając dzieła sztuki i nie tylko, gdyż w około kręciło się kilka dobrze zbudowanych dziewcząt, dotarli do zbrojowni. Tam zobaczyli bronie, którymi nie mógł poszczycić się każdy król, a które leżały sobie w dworku zwykłego Diuka. Pierwszy do stołów ruszył Muminek, za nim udał się Adam, a ostatnim z tych, co zechcieli się zbliżyć do broni był Singollo. Reszta natomiast udała się na dalsze zwiedzanie daczy. Muminek podniecony błyskami podbiegł do pierwszego lepszego stołu i chwycił za, wykonaną z kości olifantowej, rękojeść srebrnego mieczyka. - To znakomita robota z krasnoludzkiej fabryki na Tajwanie – odezwał się głos za plecami Muminka. - A, to ja już podziękuje – odparł, ale zaraz dodał, odwracając się. - Przepraszam a kim pan… i jeee jeee ssteś pani piękna. - Dzięki za komplement, ale mogłeś się postarać o lepszy – piękną panią okazała się być wysoka kobieta, patrząc od strony biologicznej, muminek oceniał jej wiek n początek wieku reprodukcyjnego. Włosy miała długie, ognisto rude i spięte z tyłu czymś w rodzaju złotego sznura. Jej piękne ciało przykrywała skąpa skórzana zbroja, natomiast przedramienia i dłonie pokryte były licznymi nachodzącymi na siebie płytkami i maleńkimi ostrzami. - Kim jesteś o aniele? - Wystarczy ci, że jestem z tym panem – wskazała na Singollo. - Zostaw tego człeka i ucieknij ze mną, będziemy się kochać na skraju łąki… - tu muminkowi coś zabłysło - Ał! Za co?! - Przestań marzyć mały nie param się pedofilią – wyrecytowała przez zaciśnięte zęby, opuszczając morgensztern trzymany w ręce. - Przepraszam – odparł skruszony muminek. - Wydawało mi się, że szukasz dla siebie broni. - Tak? - A więc mogę w czymś pomóc. Nazywam się Anna. - Kobieta i zna się na broni? Ha, ha… ajj. Nie, nie już nie będę! - Dobra, więc jest ci potrzebna pomoc, czy nie! - Dziękuje. Przyda się. - Proponuję, więc aby podejść do tego stołu – Anna wzięła Muminka pod rękę i zaprowadziła go do dużej dębowej ławy gdzie rozłożone było kilka sztyletów i dwa krótkie miecze. - To, w tej zbrojowni jest dla złodzieja najlepsze – kontynuowała. - Ale ja nie jestem złodziejem. - Ależ oczywiście, że nie. Wiesz, tak naprawdę to ja też nie. Ale zaraz, zaraz, co twoja sakiewka robi w mojej kieszeni? - Nie wiem, ale chyba to samo, co twoja, w mojej kieszeni. - O żesz ty. Oddawaj! – Nagle Anna poczerwieniała i szybko wymieniła sakiewki. - Tak, więc – rozpoczął Muminek - coś pani mówiła o scyzorykach? - Tak. Tu mamy ostrze Finn-ego Bolszewika… - Nie gadaj o polityce, tylko daj, co masz najlepsze. - O tego to ci na pewno nie da. Za plecami muminka rozległ się niski, ochrypły głos. Zaraz potem Muminek mógł przywitać się z medalionem, który zwisał na łańcuszku z szyi ubranej na szaro mężczyzny. Muminek podniósł wzrok i zobaczył uśmiechniętą twarz Singollo. - Ja proponuję dla tak wprawnego złodzieja jak ty – kontynuował Singollo – to ostrze. Jest to znakomity, choć zrobiony przez ludzi, mały miecz – podniósł do góry pokrytą runami klingą – jest lekki, znakomicie trzyma się ręki i dzięki specjalnemu uchwytowi dłoń się nie poci. Posiada także kilka specjalnych właściwości, które jednak, lepiej będzie, jeżeli sam je odkryjesz. - Dzięki. A ty – rozpoczął muminek – znalazłeś coś dla siebie? - Ja nie potrzebuję takiego złomu. Mam własne ostrze. – Tu wyciągnął niebieskie ostrze zza pleców. – Ten miecz wykonał sam Oklish Wandeal, jest to jedno z siedmiu ostrzy Gothbugu. Zapewne o tym nie słyszałeś, ale zapewniam cię, że wprawny wojownik, może za pomocą tego cuda odciąć skrzydło muszce owocowej w locie. - Tak, tak. A świstak siedzi i zawija je w… - Jeszcze się zdziwisz! – Anna nie wytrzymała. Muminek już nic nie powiedział, schował mieczyk i z zamyśloną miną oddalił się. Tymczasem Adam porównywał swój miecz, do przyczepionego do stojącej w rogu zbroi. - To jest komnata naszych nadwornych alchemików, jeżeli będzie potrzeba tu można spokojnie wykonać wszelkie mikstury – Rozpoczął Mélli, herold puchacza, gdy wchodzili do następnego pomieszczenia. - Chętnie skorzystam – odparł szybko Migotek – i myślę, że ty Tato także skorzystasz. - Tak oczywiście. - To jak idziemy – kontynuował wynalazca. - Idziemy. I Tata wraz z Migotkiem ruszyli ku laboratorium.

- 8 –

Do Stumilowego Lasu.

- Dzisiaj wyruszamy – zaczął Tata przy śniadaniu – i mam nadzieję, że wszyscy się na to zgodzą. - Oczywiście i tak za długo zwlekaliśmy– potwierdził Singollo. - Tak! Ruszamy – Reszta odparła chórem. Wszyscy byli gotowi już po paru godzinach, lecz „Puchacz zaprosił ich, na ostatnią wieczerzę, do swojego dworku. O godzinie 2000 na kolacje stawili się wszyscy oprócz Singollo, który żegnał się z Anną bardziej prywatnie. Członkowie wyprawy usiedli na najważniejszych miejscach przy stole: Tata Muminka przy Premierze Muminków, Muminek i Ryjek obok Miltora i uroczej wice hrabianki. Adam usiadł w rogu stołu i zabawiał panny siedzące dookoła pieprznymi dowcipami. - Jak pan myśli – rozpoczął Premier do Taty Muminka – ile zajmie wam ta podróż czasu? - Tego na razie nie wiem – odpowiedział Tata – ale myślę, że w ciągu dwóch do trzech tygodni. - Jest chyba pan zbytnim pesymistą – wtrącił się burgrabia siedzący po prawej strony muminka. - Ależ nie – zaprzeczył Tata – jestem ogromnym optymistą. - Nie przesadzajmy – rzekł z nadzieją na potwierdzenie premier – da się chyba to załatwić szybciej? - Szczerze w to wątpię – zakończył dobitnie Tata Muminka. Tymczasem przy miejscu Ryjka zaczęli zbierać się coraz to większe grono słuchaczy gdyż właśnie zaczął opowiadać o bitwie pod Annderami, gdzie zasłyną, ratując życie dowódcy hufca pancernego z Brlindji przed ciosem zadanym nożem w plecy, który przyjął na siebie, za co został odznaczony. Następnego dnia, gdy wszyscy w ciszy leczyli kaca do komnaty wpadł Singollo. - Cze leszcze! – Krzyknął na powitanie – jako się czujecie? - Ciiiszej – syknął Tata – nie widać, że spadek ciśnienia nam łby rozsadza? - Ha, ha, dobre – zarechotał Singollo – spadek ciśnienia, a to dobre. Muminek złapał się za uszy, gdyż, pomimo, że niepełnoletni, chętnie częstował się winem ze stołu, co dawało o sobie znać dzisiejszego ranka. - Daj ludziom żyć – powiedział. - Jakim ludziom? – Zdziwił się Singollo – ja tu widzę trzech muminków i coś kosmatego ze szpiczastym ryjkiem zakończonym czarną krostą i wąsami. - Nie przesadziłeś – wtrącił się Ryjek – z tą krostą? - Dobra, sorki – z udawaną skruchą odpowiedział Singollo – ale, wstawać! Nie trza było tyle, wczoraj, pić. Wstawać!!! - Już! – Krzykną Muminek – po czym zrozumiał swój błąd i złapał się za głowę. Pomimo samopoczucia większości podróżników udało się wyruszyć, już po dwóch godzinach. Szybkie pożegnanie z bliskimi, a właściwie z bliskim, gdyż tylko Singollo miał bliskich w stolicy, i znajomymi, tu akurat wszyscy mieli znajomych, więc żegnali się z Premierem, Puchaczem, Miltonem i paniami hrabiankami. Co do eskorty, którą obiecał Puchacz, to odmówili. Podróż upływała po znakiem pogaduszek na temat przeszłości uczestników wyprawy. Muminek dowiedział się, że Singollo dawniej był znakomitym rycerzem i brał udział w wielu kampaniach, w tym z Sauronem. Zdziwiło to okropnie Muminka gdyż działo się to ponad tysiąc lat temu i oprócz nielicznych już elfów, oraz kilku najwybitniejszych magów nikt już tych czasów pamiętać nie powinien. Także Adam był postacią z barwną przeszłością jako młodzik wygrał już wielki turniej rycerzy w Vikkielgaardzie, co przyniosło mu zaszczyty, potem natomiast podróżował po Ziemi jako błędny rycerz szukając dawno już zapomnianych ideałów. - Czy to możliwe – zaczął Muminek – że Singollo uczestniczył w wojnie o pierścienie? - Nie mam pojęcia – odpowiedział Ryjek – zapytaj swojego taty, a co do Adama to jest szczery, walczyłem z nim w jednej dywizji. - Jego wiarygodności akurat nie podważałem. Następnego dnia muminek zagadał Singollo o jego przeszłość. Odpowiedz była składna, lecz niepełna, wiadomości były jedynie strzępkami, znanej Muminkowi legendy. Muminek postanowił drążyć temat, lecz Singollo nagle się odwrócił i poszedł na skraj drogi za potrzebą pod nosem szczerząc zęby w uśmiechu. Muminek zrezygnował. Przed nimi było jeszcze dwa dni drogi, jednak Tata zadecydował, że przebędą te dwa dni drogi w jeden dzień. Ostatni, zakładając, że wyrobią się z astronomicznym planem Taty, dzień uszedł na spieszeniu się bez czasu na postój i odpoczynek, nawet jedli na koniach. Oczywiście plan Taty spalił na panewce, gdy idąc na skróty zgubili się w lesie. Obóz rozbili na polance gdzie wydawało się bezpiecznie mogli przenocować. Wieczorem Tacie namiot rozbił Muminek, natomiast reszta spała pod gołym niebem. Wartę pełnił tym razem Migotek. Migotek okazał się wytrwałym wartownikiem, gdyż nie spał przez całe piętnaście minut! Rano, Tata obudzony przez piękne promienie słońca muskające jego piękną twarz. Tata przeciągnął się i wrzasnął - Gdzie jest do cholery jest mój namiot?!! Muminek obudził się i z krzykiem stwierdził, że nie ma także Koni. Jedynym nie zaskoczonym i przerażonym członkiem drużyny był, Singollo, który spokojnie oddalił się za potrzebą. W tym czasie reszta drużyny biegała po okolicy niepokojąc leśne zwierzęta. Singollo wrócił trzymając za wędzidło swojego konia, wyciągnął kawałek chleba i zaczął jeść śniadanie. Zaraz wszyscy zbiegli się ku niemu. - Znalazłeś nasze konie? – Zapytał Tata - No, nie nasze, ale mojego – odparł nie przerywając jedzenia, Singollo. - Jak to zrobiłeś? – Ostrzał pytaniami zdawał się być gęściejszy. - Żeby zastosować takie triki trzeba się ich najpierw nauczyć, a ja nie jestem nauczycielem. - Nie widziałeś naszych, naszych koni? - Widziałem. - Dlaczego ich nie przyprowadziłeś? – Tata zdawał się niecierpliwić. - A co to ja jestem stajenny? – Odparował szybko, urażony Singollo. - Dobra, Tata przeprasza – rzekł Muminek – ale chociaż powiedz gdzie one są. - Idźcie tam – i wskazał im kierunek, z którego powrócił. Po chwili wszyscy powrócili wraz ze swoimi końmi. Jedząc szybki posiłek kończyli rundę pytań do Singollo. - Nie wiesz przypadkiem, co się stało w nocy? – Zapytał Muminek. - Tak wiem – padła szybka odpowiedz. - Możesz się z nami tą wiedzą podzielić? – Zapytał Tata. - Tak, ale innym razem – padło tak szybko, co poprzednio. I nikt już o tym nie dyskutował, a Migotek odetchnął z ulgą. Zaraz po tym wsiedli na konie i ruszyli. Nie uszli zbyt daleko gdyż zaczął padać śnieg. - Co do… - szepnął do siebie Muminek. - Co się dzieje? – Rzekł także zaniepokojony Migotek. - Zima, moje kochane dzieci – wtrącił się Singollo. - Co zima, dopiero co zaczęła się jesień?! – Wrzasnął Tata. – Zima teraz jest tylko na północy. - Tak – Singollo prychnął z uśmiechem.

- 9 – Dokąd Teraz???

- Chcesz przez to powiedzieć, że jesteśmy teraz na północy? – Zapytał Ryjek. - Tak – odparł swoim zwyczajem, szybko i krótko Singollo – to chcę powiedzieć. - Coś mi się zdaje – szepnął Migotek, do Muminka – że ten osobnik ma jeszcze wiele tajemnic. - Ja także tak myślę – Muminek przyznał rację Migotkowi. Ta sytuacja zmieniła podejście drużyny do Singollo, z dumy z zacnego towarzysza, do nieufności. - Czy ktoś wie – krzyknął Tata – jak się tu dostaliśmy?!! - Tak – znów odezwał się Singollo, nie zważając na podejrzliwe spojrzenia kolegów – ja wiem, lecz nie podzielę się z wami tą wiedzą, gdyż nie jesteście na to jeszcze gotowi. - Nie przeginaj – zerwał się Adam – gadaj wszystko, co wiesz, albo już więcej nie wypowiesz swojego dumnego „tak, ja wiem” - Tak w ogóle – dołączył do Adama Ryjek – jak ty się naprawdę nazywasz, bo szary płaszcz to na pewno nie twoje imię. - Jestem godzien podziwu dla człowieka znającego starszą mowę – wykrztusił dławiąc się z gniewu Singollo – ale moje imię na nic się wam przyda. - Ja cię zaraz… - Adam dobył miecza. - Stój palancie! – Zatrzymał go Tata – to jest jedyna osoba wiedząca gdzie jesteśmy. Tak, więc GDZIE JESTEŚMY!!! - No dobra – udawanie zmiękł Singollo – jesteśmy o jakieś sto kilometrów na północ od miejsca, w którym wczoraj nocowaliśmy. Dzięki temu szybciej dotrzemy do Shire omijając Stumilowy Las, Kurhany Mille’rik oraz towarzystwo Pana Puchacza. - Myślę – Tata rozpoczął szeptem, głosem wydobywającym się jakby z jego wnętrza - że to był zły pomysł, gdyż dzięki temu, jakkolwiek się tu dostaliśmy, nie skrócimy drogi a jej bardzo nadłożymy. - Nie masz racji – Szary Płaszcz zaprzeczył – jutro w stumilowym lesie wybuchnie powstanie „znajomych_i_rodziny” pod przywództwem Hrabiego Kła von Po Uch-ego. W ty powstaniu zginie i „Nocny Puchacz”, zgadnijcie, dlaczego go tak nazwali, Największa bitwa rozgorzeje na kurhanach Mille’rik, tymczasem my będziemy o pięćset kilometrów na północ od powstania. Czas nas ściga nie mamy czasu na jakieś gnojowe wojny. W Shire będą się działy ciekawsze rzeczy. Od razu zastrzegam, że nie będę odpowiadał na żadne pytania, ruszajmy w drogę. I ruszyli.

Poruszali się dalej na północ. Śnieg zaczął padać gęściej i widoczność znacznie została ograniczona. Jechali przez martwy las, nigdzie nie było śladu ani śladów życia. Po lesie wjechali w przełęcz pionowe ściany wyglądały jakby były z lodu, co nikogo nie zdziwiło gdyż te ściany były z lodu. Nagle usłyszeli przeciągły syk. Singollo odwrócił się, zrobił szybki, prawie niezauważalny, ruch ręką i krzykną. - Ktoś do nas strzela z kuszy! - Padnij! – Krzyknął ktoś. Jednak dalsze strzały nie padały. Każdy, komu było życie miłe schował się, za czym mógł. Strzały jednak nie padały, za to usłyszeli męski niski głos. - Wstawać i wyłazić z łapami do góry, albo nigdy już zza tych głazów nie wypełzniecie. - Przedstaw się dobrodzieju – dopowiedział Tata. - Tatusiu nie drażnij mnie! - Skąd, skąd znasz moje imię. - Znam wiele imion, ale jeżeli bardzo interesuje was moje to nazywam się Królem Gór. - Co? To żeś wymyślił – zaśmiała się Tata. - Nie lekceważ mnie Tatusiu. - Po raz wtóry pytam, skąd znasz moje imię? - To dziwne ja cię poznałem od razu a ty mnie nie poznałeś jak to. - Zaraz – zastanowił się Tato – to ty Sirdzie? - Wreszcie, a teraz wyłazić! - Sirdzie, przywołuję cię do porządku! – Krzyknął Tata Muminka. - Teraz to se możesz, wyłazić powiadam! - Dobra – wstał i podniósł ręce Muminek – już wstajemy. Pomimo oburzenia wszystkich, po kolei wstali: najpierw Muminek potem Singollo, Migotek, Adam a na końcu Tata.

- 10 -

Dziwny znajomy.

Po poddaniu się dziwnemu osobnikowi zostali zaprowadzeni do jaskini odległej o około trzysta metrów. Gdy do niej weszli zadziwił i zapach był przyjemny wręcz słodki. Pomimo, że nie widzieli napastnika czuli go za swoimi plecami. Jaskinia był ciepła, jak na zimowe warunki, oraz jasna. Po kilku minutach oczekiwania zjawił się ten nazwany przez Tatę Sirdem. Był on człowiekiem, dość wysokim jego twarz jaśniała uśmiechem, pomimo że naznaczona została wieloma zmarszczkami. Nosił czerwoną szatę maga, na plecach trzymał kuszę a w ręku laskę. - Witam szanownego psorka – rozpoczął. - Nie życzę sobie – naburmuszył się Tata – aby mnie tak nazywano. - Dobrze profesorku. Witam was w mych przestronnych progach! - Skromność nie jest twoją mocną stroną – dopiekł gospodarzowi Adam. - Jeszcze nie, ale się staram. W szczególności – kontynuował przerwaną wypowiedz - witam pana Tatę, jego syna i oczywiście osławionego Singollo, lub, jak kto woli pana… - Nie mów mojego imienia – zgrzytnął zębami Singollo. - Spoko, spoko nie denerwuj się. Ale do rzeczy reszty nie znam, więc wnioskuję, że i oni mnie nie znają. Nazywam się Sird syn Mykalla. Mieszkam zupełnie sam na tym mroźnym pustkowiu ćwicząc hart duch i swoje umiejętności nabyte u szanownego pana profesora Taty Muminka. Rad jestem, że postanowiliście mnie odwiedzić, ale chociaż mogliście mnie uprzedzić. - Ach tak – parsknął Tata – myślisz, że przebyłem tyle drogi, aby ciebie odwiedzić. - A co, nie? – Zasmucił się Sird. - Nie! – Krzyknął Tata – jestem w drodze do Shiru. Po drodze spotkałem parę przeszkód, jak na przykład ten pan – wskazał bezczelnie palcem na Singollo – i jestem tu tylko przelotem. - W takim razie szkoda, ale skoro jesteście u mnie w gościach, chcę dowiedzieć się wszystkiego o waszej wyprawie. Pomimo niezadowolonej miny Taty, Muminek opowiedział historię wyprawy. Muminek zdziwił się, że Sird nie zdziwił się, gdy muminek doszedł do wczorajszego teleportu. Opowiedział także o najbliższych planach drużyny. - Macie rację – po chwili zastanowienia powiedział Sird – coś dziwnego dzieje się Shire. Najprawdopodobniej za tym wszystkim stoi Merlin Menson . Wszyscy na to imię wciągnęli powietrze, a Migotek cicho krzyknął. Merlin Menson był największym czarnym magiem przez wiejski lud uznawany za spadkobiercę Saurona. Oczywiście był tylko zwykłym człowiekiem i nie mógł mieć tak wielkiej mocy, ale każde stworzenie czuło przed nim respekt. - Skąd masz te informacje? – Tata Muminka zapytał lekko drżącym głosem. - Czuć jego bliską obecność, przez to zakładam, że znajduje się obecnie w Shire. - Przecież to straszne! – Nie wytrzymał Muminek. - Nie tak bardzo – Singollo odparł ze spokojem – nie wiemy nawet czy to on za wszystkim stoi, a nawet, jeśli, to razem mamy szanse go pokonać. - Ja – także Adam nie mógł przysłuchiwać się bierne – aż tak nie był bym tak pewny siebie. - Cichaj leszczu – przerwał mu Tata – jestem teraz w szczytowej formie sam bym go pokonał. - Tak, tak, a świstak siedzi i zawija je w te sreberka - Muminek zgrzytnął zębami. Pomimo wielu rzeczy do omówienia z Tatą Sird poczuł się przeszkodą na drodze drużyny do chwalebnego czynu i postanowił nazajutrz po śniadaniu dać im błogosławieństwo na dalszą drogę. Nazajutrz przy śniadaniu Sird opowiedział nieświadomym członkom drużyny o nakładających się drogach przeszłości jego i Taty. Okazało się, że Sird studiował na uczelni magii, gdzie wykładał Tata Muminka jeszcze wtedy, gdy nie był tatą. Wiele razem zdziałali jako Profesor, kierownik katedry ognia, i najzdolniejszy student. Doprowadzili do odkrycia, że czary ognia działają najlepiej na ochrony lodowe i tak samo najlepsze na czary lodu są ochrony i amulety ogniste.

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Muminki vs Chaos — czytnik · opowiadania