fantastyka · 17 min czytania
Muzyk
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 3
{font:arial}Jak zwykle, idąc na uczelnię, Dawid skręcił w poprzeczną ulicę i skierował się w stronę niewielkiej grupki ludzi stojącej w pobliżu wejścia do metra. Owszem, nadkładał drogi, ale przecież właśnie po to zawsze wychodził wcześniej – by choć na parę minut móc dołączyć do ich grona. Zanim ponownie przekroczy mury przybytku oświaty zwanego szumnie Uniwersytetem i zostanie zmuszony do spędzenia w nim kolejnych kilku godzin. Oczywiście, poszedł na studia w zasadzie z własnej woli. I nie było tak, że {i}nie lubił{/i} się uczyć. Mógł przecież pójść do pracy, jak większość kolegów z rocznika. Nie, trapiło go zupełnie co innego. Ale nie teraz, nie w ciągu tych kilku raptem chwil, gdy jego umysł pochłonięty był jedną tylko czynnością. Słuchaniem. Dawid wyminął zręcznie tych kilkoro ludzi, którzy wciąż dzielili go od celu. I rzeczywiście, był tam – brązowowłosy, dobrze ubrany chłopak, niewiele od niego starszy, siedzący przy schodach z gitarą w ręku. Czyste dźwięki nieustannie wydobywały się z jego ust i spod palców, łącząc się w przepełnionym zachwytem umyśle Dawida w niezwykle harmonijną całość.
{i}All because of you, I believe in angels, Not the kind with wings, No, not the kind with halos, The kind that bring you home, When home becomes a strange place, I’ll follow your voice, All you have to do is shout it out...{/i}(1)
Rockowa piosenka w tym akustycznym wykonaniu brzmiała naprawdę urzekająco, wręcz hipnotycznie. Dawid chciał stać tam i słuchać jej w nieskończoność. Ku jego rozpaczy, były to jednak ostatnie jej takty. Młody muzyk, Bogu dzięki, nie poprzestał na niej i po dwóch czy trzech łykach wody z butelki zaczął grać następną, zdając się zupełnie nie zauważać lecących do otwartego pokrowca banknotów...
***
Patrycja, z wyrazem podziwu na twarzy, wpatrywała się w przystojniaka z gitarą, w stylowych ciuchach, siedzącego na brudnym chodniku przed metrem. Ni w ząb nie rozumiała, o czym śpiewa – w szkole niezbyt przykładała się do angielskiego – ale ten jego głos! Taki aksamitny i uwodzicielski... Patrycja miała wrażenie, że śpiewa tylko dla niej. Zupełnie nie zauważała innych słuchaczy, choć jeden z nich, na oko student, właśnie przepchnął się na miejsce tuż obok. Ciekawe, co on sobie o niej myśli? Patrycja drgnęła gwałtownie. A jeśli uzna ją za niechlujną?! Czym prędzej poprawiła blond włosy w platynowym odcieniu, przesunęła na właściwe miejsce wisiorek w kształcie serduszka (od chłopaka, na rocznicę), obrzuciła wzrokiem spory dekolt i obciągnęła kusą spódniczkę nieco niżej na sztucznie opalone uda. Odetchnęła z ulgą. Tak, teraz na pewno prezentuje się należycie. Chwilę potem znów jak zaczarowana wpatrywała się w zadbane dłonie muzyka, czule, jak jej się zdawało, obejmujące gitarę, w jego zręczne palce szybko zmieniające miejsca na strunach, i potrafiła myśleć tylko o melodii, która rozbrzmiewała w jej uszach.
***
{i}When the lights go out and we open our eyes, Out there in the silence I'll be gone, I'll be gone... Let the sun fade out and another one rise, Climbing trough tomorrow I'll be gone, I'll be gone...{/i}(2)
Część 22 / 3
Rudowłosa dziewczyna w bojówkach, wychodząca właśnie z metra, zamknęła czytaną książkę i przystanęła, słysząc znajome dźwięki. {i}I <3 San Francisco{/i}, głosił napis na opadającej jej z lewego ramienia koszulce. {i}Makbet{/i}, oznajmiała okładka książki. Dziewczyna wspięła się na palce, by zobaczyć śpiewającego mężczyznę. Z racji dość niewielkiego wzrostu i tak ledwie go widziała, ale o ile mogła to ocenić, nie wyróżniał się niczym specjalnym. Na ulicy minęłaby go, zapewne nie zaszczycając nawet dłuższym spojrzeniem. A jednak w piosence Linkin Parku, którą właśnie wykonywał, jego głos brzmiał wprost nieziemsko. Nie przeszkadzała nawet akustyczna aranżacja kawałka. Rudowłosa uśmiechnęła się mimowolnie i zaczęła lekko przytupywać stopą w rytm muzyki.
***
Wyglądający na niezwykle zadowolonego elegancki biznesmen zerknął na markowy zegarek i uśmiechnął się. Miał jeszcze całe dziesięć minut, zanim obowiązki zmuszą go do odejścia w kierunku pobliskiego biurowca. Jego portfel właśnie stał się lżejszy o stuzłotowy banknot. Był to jego osobisty wyraz uznania dla chłopaka, który wyjście ze stacji metra uznał najwyraźniej za doskonałe miejsce na koncert. Wierzbicki, jako osoba poważna, rzadko kiedy w ogóle zwracał uwagę na ulicznych grajków. Brudni, w obszarpanych ubraniach ze śmietnika i śmierdzący 'muzycy' nie mieli zazwyczaj za grosz talentu, za to z całą pewnością niejedną chorobę czy pasożyta. Szacowny biznesmen trzymał się więc od nich z daleka. Młody mężczyzna siedzący na chodniku był zgoła inny – zadbany, dobrze ubrany, czysty. I potrafił zarówno śpiewać, jak i grać. I to jak! Wierzbicki mógł spokojnie przyrównać go umiejętnościami i talentem do swych ulubionych wykonawców. I choć nie przepadał za typem muzyki granym przez chłopaka, musiał przyznać, że sprawiało mu niewiarygodną przyjemność słuchanie go.
***
Wysoki, czarnoskóry mężczyzna o imieniu Filip, ubrany w bawełniany dres i buty do biegania, w milczeniu słuchał zniewalająco pięknej melodii, niczym słońce rozjaśniającej jego ponure myśli.
{i}When you feel my heat, Look into my eyes, It's where my demons hide, It's where my demons hide... Don't get to close, It's dark inside, It's where my demons hide, It's where my demons hide...{/i}(3)
Część 33 / 3
W absolutnie niewytłumaczalny sposób Filipowi kojarzyła się ona z odległymi, niezmierzonymi równinami i rozgrzanymi piaskami Afryki, kontynentu jego przodków. Choć nigdy tam nie mieszkał, zawsze marzył o odwiedzeniu go... Muzyk, jakby nie zdając sobie sprawy z wywoływanego w duszy Filipa poruszenia, spokojnie grał dalej. Filip natomiast stał jak przytwierdzony do podłoża, rozkoszując się muzyką.
***
Jadwiga, energiczna sześćdziesięciopięcioletnia staruszka niezwykle lubująca się w beretach z filcu, w niezbyt dobrym humorze wracała z wizyty u lekarza. Uwiąd starczy! Też coś! Była przekonana, że te nieznośne bóle w łokciach i kolanach były spowodowane zupełnie czymś innym. Ostatecznie, nie była jeszcze aż tak stara! Tak, tak, to z całą pewnością wina tego niedouczonego lekarzyny. Uwiąd starczy. Phi! Im bliżej Jadwiga była wejścia do metra, tym wyraźniej słyszała dobiegające z samego środka jakiegoś sporego zbiegowiska dźwięki muzyki. Znowu ci żebracy! Nie dość że pod kościołami wystają, to jeszcze napastują porządnych ludzi w drodze do domu! A i tak przepijają wszystkie darowizny. Musiała jednak przyznać, że głos i dźwięki gitary były wyjątkowo przyjemne. Przypominały jej czasy młodości, kiedy to jeszcze mieszkała na wsi. Jakie to wtedy były ogniska...! Nie to, co dzisiaj. A i śpiewało się wcale nie najgorzej... Wreszcie Jadwiga mogła zobaczyć przedmiot zainteresowania. Był nim miło wyglądający młody człowiek, siedzący na, z całą pewnością zimnym, chodniku przed metrem. Wcale nie był niechlujny, wręcz przeciwnie. No, może jakby ciałka trochę nabrał, wyglądałby lepiej, ale ogólnie rzecz biorąc prezentował się całkiem znośnie. Tylko te rozczochrane włosy. Też moda... Jadwiga, której niezwykle spodobała się spokojna melodia, wygrzebała z torebki portmonetkę i przejrzała jej zawartość. W końcu wyciągnęła z niej różowy banknot i z uśmiechem wrzuciła go do pokrowca na instrument leżącego przed chłopcem. Niech ma, na alkoholika nie wygląda, to może nie przepije. A ona? Najwyżej księdzu w niedzielę da trochę mniej niż zwykle na tacę...
***
- Mamo! Mamusiu, chodźmy posłuchać tego pana, proszę, proszę, proszę... - nieco piskliwy głos sześcioletniej córeczki wdarł się w niespokojne myśli Marty dotyczące najbliższego tygodnia, ostatniego w tym miesiącu. Wypłata była już na wyczerpaniu, a przecież dziecko musi coś jeść. Marta westchnęła cicho. Znowu będzie musiała pożyczyć od taty... Podążyła spojrzeniem za palcem swojej pociechy i napotkała spore już zbiegowisko, otaczające, jak jej się zdawało, jakiegoś ulicznego grajka. Zerknęła na mały ekranik staromodnej komórki. Cóż, chyba mogła poświęcić te parę minut... - Dobrze, kochanie - odpowiedziała córce zmęczonym głosem i poprowadziła ją w stronę muzyka. Musiała przyznać, że grał bardzo dobrze. I miał taki przyjemny głos... Marta na chwilę zapomniała o finansowych problemach w domu, całkowicie pogrążyła się w muzyce. Była całkiem niezła z angielskiego, więc rozumiała, o czym jest piosenka.
{i}I'm waking up to ash and dust, I wipe my brow and I sweat my rust. I'm breathing in the chemicals... I'm…