Filozofia · 4 min czytania
My, kobiety
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Ranią nas, doprowadzają do łez, a po chwili do niebiańskiej rozkoszy. Cierpimy przez nich, nienawidzimy ich, a zarazem nie potrafimy bez nich żyć. Bo cóż nasze życie jest warte bez ciepła i poczucia bezpieczeństwa jakie nam dają. Przyznajmy się szczerz kochamy ich obojętnie jacy są. Mali czy duzi. Dzielni czy tchórzliwi. Piękni czy brzydcy. Jednak zawsze potrafią wywołać uśmiech na naszej twarzy. Ile razy niejedna z nas czekała na jakikolwiek znak, syndrom zainteresowania. Marzyła nocą i na jawie, że jest tą jedyną albo wyobrażała sobie jak niszczy jego życie i doprowadza do rozpaczy za krzywdy wyrządzone. I chociaż jesteśmy silne psychicznie oraz coraz bardziej samodzielne i niezależne, to czy naprawdę jesteśmy gotowe z nich zrezygnować? To drganie serca, uciskanie w żołądku, rozszerzone źrenice, gdy go zobaczymy. Pragniemy by był tylko nasz na zawsze, a czasem tylko na chwilę. Przywołujemy ich, jak piękne syreny magicznym śpiewem kusiły marynarzy i doprowadzały ich do zguby. Jesteśmy dla nich marzeniem a zarazem rzeczywistością. Nie potrafią bez nas żyć jak ryba bez wody, gwiazdy bez nieba, alfa bez omegi. Razem stanowimy jedność czasu, przestrzeni, wszechświata. Możemy pokonać wszelkie trudności i stawić czoła każdemu wrogowi. Zostali stworzeni, by być dla nas, a my dla nich. Starożytny mit opowiada, że jesteśmy jak dusza przedzielona na pół, szukająca swojego uzupełnienia. Bez drugiej części czujemy się samotne i niespełnione. I choć potrafimy ułożyć sobie życie bez nich i poświęcić się innym wartościom, to czy naprawdę tego chcemy? Czy gdzieś w głębi nas nie brakuje nam czegoś? Nie czujemy pustki?…