Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 38 min czytania

Myrrion

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

1. Georg Puukkes wychodził właśnie z pomieszczenia żywieniowego, kiedy został staranowany przez gromadę dziewięciolatków samodzielnie trenujących biegi sekwencyjne. Dwójka z nich wbiła się siłą rozpędu w nogi mężczyzny, zaś reszta grupy uderzyła z całym impetem w swoich poprzedników. Dzieciaki zamilkły zaskoczone – po pierwsze, gdy zorientowały się w sytuacji, a po drugie, gdy zobaczyły upadającego Dorosłego. Georg zachwiał się i straciwszy równowagę oparł się o ścianę korytarza wykonując przy tym połowę przysiadu. Świeżo pochłonięty przed chwilą pokarm proteinowy alarmująco podskoczył mu do gardła. „No ładnie, będzie paw…” - przebiegła mu przez głowę ironiczna myśl. Całe zajście zostało jednak skwitowane dyskretnym czknięciem. Georg odepchnął się od ściany i stanął równo na nogach. Sięgnął ręką po jednego z malców leżących na podłodze. Pulchny chłopiec dyszał niczym w średnio zaawansowanym ataku astmy. Kolor jego twarzy przypominał równomiernie zarumienione jabłko cieplarniane. Jedno z tych gatunków, które hoduje się na satelitach Kyenny, czy Myrriona, z którego właśnie wracał. Mężczyzna spojrzał groźnie na swojego „napastnika”. Chłopiec przez chwilę hardo odwzajemniał spojrzenie, lecz po chwili zrobił skruszoną minę i opuścił głowę w dół, znajdując zapewne niezwykle ciekawe obiekty do obserwacji tuż pod swoimi stopami. Drugi z chłopców wciąż leżał na ziemi i z niecierpliwością spoglądał to na Georga, to na swojego kolegę postawionego właśnie do raportu. Reszta malców odsunęła się kilka kroków do tyłu i czekała na rozwój sytuacji. Mężczyzna przeniósł wzrok na leżącego chłopca, a ten, śladami kolegi natychmiast również dostrzegł fascynującą podłogę korytarza. Georga rozbawiło zachowanie obu chłopców. - Nic Wam się nie stało? – zapytał. Chłopcy spojrzeli po sobie lekko zdziwieni, po czym obaj wlepili wzrok w mężczyznę i synchronicznie pokręcili głowami. Zrobili to z takim zapałem, że przez moment Georg miał nieodparte wrażenie, że jeśli zada im jeszcze kilka pytań - to głowy chłopców odkręcą się od reszty ciała i potoczą gdzieś w dół korytarza. Uśmiechnął się szeroko i wstając potargał czuprynę stojącego przed nim chłopca. - Musicie bardziej uważać. – stwierdził – Biegi sekwencyjne to wbrew pozorom poważna zabawa. W warunkach rzeczywistego biegu takie zderzenie jak to groziłoby poważnymi skaleczeniami… Georg poczuł się w obowiązku do uświadomienia młodego pokolenia o konsekwencjach nieostrożności. Malcy z pokorą kiwali głowami. Wszyscy zdążyli już stanąć w grupce. Mężczyzna szybko dostrzegł w ich zachowaniu wyczekiwanie, aż będą mogli powrócić do swoich zajęć. W ich wieku było dokładnie taki sam. Może nie do końca – jako dziecko często zamiast zabawy z rówieśnikami wolał spędzać czas w pokoju dziadka Istvana i podziwiać zabytkowe komputery przenośne, które były chlubą kolekcji antyków dziadka. Pośród niezbyt wiekowych, niespełna stuletnich rzutników fotonowych i przeróżnego rodzaju nośników informacji – próżniowych, kwantowych, czy najstarszych wśród nich - cyfrowych – mobilne laptopy sprzed ponad dwóch wieków były jego ulubionymi. Godzinami mógł siedzieć przy nich i oglądać je z każdej możliwej strony, poza oczywiście dobieraniem się do wnętrza eksponatów. Na rozkładanie zasobów swojego zbioru dziadek Georga się nie zgadzał. Zawsze twierdził: „Po co chcesz je rozkręcać i w nich grzebać, skoro jeszcze działają?”. I rzeczywiście – wszystkie, co do jednego działały! Rzecz jasna każdy działał niesłychanie powolnie w porównaniu do obecnych maszyn. Georg spojrzał na chłopców ze zrozumieniem. - Dobrze już, uciekajcie sobie… - powiedział i odsunął się na bok robiąc im wolną drogę. Chłopcy w mgnieniu oka rzucili się do dalszej części przerwanej zabawy. Ostatni z przebiegających malców odwrócił się jeszcze w stronę Georga. Na twarzy chłopca pojawił się szeroki uśmiech obnażający fazę przejściową jego uzębienia – tragikomiczny brak jedynek. Dzieciak podniósł rękę najwyżej, jak umiał i z zapałem pomachał Georgowi na pożegnanie. Mężczyzna odpowiedział tym samym gestem. Uśmiechnął się przy tym i pomyślał: „Dobrze, że sam jeszcze nie dysponuję takim szczerbatym uśmiechem”. Po chwili chłopcy zniknęli za zakrętem korytarza. Georg westchnął. Uśmiechnął się pod nosem i ruszył w kierunku gabinetów medycznych znajdujących się we wschodnim sektorze platformy.

2. Doktor Verna Skijald jak zwykle przywitała Georga szerokim uśmiechem i ciepłym pocałunkiem w policzek. Lubił powitania ze swoją panią doktor. Lubił jej pocałunki. Dopatrywał się w nich zawsze czegoś więcej niż tylko zwyczajnego powitania. Verna Skijald od dawna była już kimś wyjątkowym dla Georga. Zastanawiał się tylko, czy on też jest dla niej kimś wyjątkowym. Miał nadzieję, że tak. - Pan Puukkes. Miło mi Pana znów widzieć! – wołała zawsze, gdy wchodził do jej gabinetu, a kiedy już się do niej zbliżał – uśmiechała się i całując go przeważnie w prawy policzek mówiła porzucając dobrze udawany oficjalny ton – Witaj Georg… Georg wciągał w nozdrza jej zapach i za każdym razem miał zbyt mało odwagi, by odwzajemnić pocałunek. Tego dnia jego pani doktor wyglądała wyjątkowo pięknie. Włosy upięte miała w zgrabny kok. Delikatny makijaż podkreślał łagodne rysy jej szczupłej twarzy. Dobrze dopasowany jasnoniebieski fartuch medyczny idealnie opinał jej zgrabną sylwetkę. Na jej widok na twarzy Georga wykwitł szeroki uśmiech. Otrzymał swój wyczekiwany pocałunek, po czym oboje usiedli naprzeciwko siebie. - Dobrze wyglądasz, Georg – rzekła lekarka. - Ja? Daj spokój, Verna… Za to Ty wyglądasz… bardzo dobrze! – odparł Georg. - Och, dziękuję. – doktor Skijald wyraźnie się zarumieniła – Skąd wracasz tym razem? - Z Myrriona. Poleciałem tam na zaproszenie mojego starego przyjaciela profesora Heinsberga, może go znasz? Wykładał na akademii matematykę akurat wtedy, gdy my kończyliśmy tam ostatni rok. - Nie pamiętam. Poza tym na akademii zajęcia z matematyki prowadziło kilku profesorów, zapomniałeś? Ja chodziłam na wykłady do bardzo przystojnego, czarnoskórego profesora Derekka. – odpowiedziała Verna uśmiechając się zalotnie – Powiedziałeś, że wracasz z Myrriona. Nigdy tam nie byłam… Jak tam jest? - Ooo… Bardzo pięknie! Myrrion jest jedną z najładniejszych planet w galaktyce T3. Niewielkie miasta, bogata roślinność, szmaragdowe zachody słońca Myrriona – Segali… Teraz, po kilkunastu latach starań nareszcie ruszyły wymienniki powietrza i można swobodnie oddychać na całej planecie. Nawet nie wyobrażasz sobie jak wspaniałe powietrze wychodzi z wymienników powietrza nowej generacji. Nie ma w nim ani odrobiny tego zapachu plastiku, co na wcześniej przystosowywanych planetach. Miasta są tam zbudowane na wzór ziemskich, dominują platformy, jednak są tam one zdecydowanie mniejsze i bardziej… nie wiem jak to ująć, po prostu sprawiają wrażenie bardziej przyjaznych… - Przyjaznych? - Na Ziemi mamy zwyczaj czystych barw, najczęściej wszystko sprowadza się do białego koloru, przez co każde miasto wygląda surowo. Na Myrrionie każda platforma ma swój własny kolor. To o wiele lepsze rozwiązanie, niż tutaj. Zawsze wiesz, w której części miasta się znajdujesz, bez konieczności odczytu w punktach rejestracji danych. - Ciekawe… - Uhm… No i jeszcze doba jest tam dłuższa. - Dłuższa? O ile? - Dokładnie, tak co do minuty to nie wiem – uśmiechnął się Georg – ale orientacyjnie jest to przynajmniej jakieś siedem do ośmiu godzin. Wyobraź sobie, że od wczorajszego powrotu nie zmrużyłem jeszcze oka, tak bardzo przyzwyczaiłem się do trybu życia Myrriona… Byłem na nim w końcu prawie trzy miesiące… - Nie przejmuj się Georg – powiedziała Verna – to zupełnie normalna reakcja. Zresztą za chwilę przeprowadzimy dokładne badania, ale Ty to przecież znasz… - Tak, wiem. Rutynowe badania obowiązują każdego po powrocie na Ziemię… - Zgadza się. – przytaknęła doktor – Dobrze, przejdźmy może do sąsiedniego gabinetu, pobierzemy tam próbki. Georg wstał i ruszył za lekarką. Przeszli przez białe, szklane drzwi, które bezszelestnie rozsunęły się na boki po zbliżeniu się do czujnika. Verna wskazała mężczyźnie fotel lekarski i sama usiadła obok niego. Georg usadowił się na fotelu. - Siedzisz wygodnie? – spytała. - Tak. Nawet bardzo wygodnie. - zażartował poruszając brwiami. - W porządku. – odparła i wzięła do ręki narzędzie na kształt pistoletu – pobiorę teraz próbki Twojej krwi, skóry i śliny. Zajmie to najwyżej minutę, posiedź chwilę spokojnie… Georg przymknął oczy i pozwolił działać lekarce. Po chwili poczuł delikatne ukłucie na ramieniu. Verna pobierała właśnie jego krew i skórę. - Jeszcze tylko ślina… - Mam napluć? – spytał przekornie. - Wolałabym, żebyś nie pluł w moim gabinecie! – uśmiechnęła się lekarka. – Wystaw język, a ja poradzę sobie sama… bez Twojego plucia… Doktor Skijald przeniosła pobrane próbki do komputera, po czym sama usiadła przy panelu sterującym i szybko zaprogramowała urządzenie. - Za chwilę będę miała wyniki Twoich badań – powiedziała. - Świetnie! – odparł Georg – W międzyczasie może powiesz mi co słychać u Ciebie? - Nic szczególnego, doprawdy… – Verna wzruszyła ramionami – Praca, praca i jeszcze raz praca. Miałam nadzieję przy ostatniej Twojej wizycie, że zaprosisz mnie na kolację, albo chociaż na spacer, natomiast Ty zmyłeś się od razu i poleciałeś na tego… Myrriona… - zachichotała jakby była małą dziewczynką. Georg wytrzeszczył oczy i na moment zaniemówił. Nie wiedział, czy przed chwilą się przypadkiem nie przesłyszał. - Mówisz poważnie? – spytał. - Jak najbardziej poważnie. – odparła Verna potakując. - Naprawdę poszłabyś ze mną na kolację? Lekarka uśmiechnęła się i przechyliła zalotnie głowę na bok. - Naprawdę. Od dawna już czekam, aż mnie zaprosisz… - O rany! Słuchaj… Ja po prostu nie chciałem Ci się narzucać, nie wiedziałem, czy chciałabyś się ze mną spotkać… - Trzeba było po prostu zapytać, głuptasie! – zaśmiała się Verna. Georg klepnął się dłonią w czoło. Spojrzał na doktor Skijald i uśmiechnął się szczerząc jednocześnie zęby. - Masz rację, głupiec ze mnie… Przepraszam. - Georg, zamiast przepraszać mógłbyś mnie w końcu gdzieś zaprosić. – powiedziała Verna. Georg otworzył usta i w tym momencie w pomieszczeniu rozległ się dźwięk oznajmiający zakończenie procesu analizy jego próbek. Obydwoje wybuchnęli jednocześnie śmiechem. - Poczekaj chwilkę, wezmę wydruk. Georg skinął głową. Lekarka z kartką papieru przeszła do gabinetu, po drodze zapraszając za sobą mężczyznę ruchem ręki. Ponownie usiedli w fotelach naprzeciwko siebie. Verna przez chwilę przeglądała wyniki. Spoważniała przy tym i Georgowi przeszły po plecach ciarki. - Jaki wyrok, pani doktor? – spróbował zażartować, jednak gdy lekarka spojrzała na niego, odeszła mu ochota do żartów i zapytał ponownie, tym razem już poważnym tonem – Czy coś jest nie tak, Verno? - Większość wyników jest w zupełnym porządku. Nawet w bardzo dobrym porządku… - zaczęła Skijald – Mam jednak dwa zastrzeżenia… Georg głośno przełknął wielką kulę, która tkwiła w jego gardle. - Jakie? – spytał. - Pierwsze to zaburzenia cząstek elektrycznych Twojego organizmu. Blisko czterdzieści procent z nich ma odwrócone ładunki, co jest niezwykle rzadkim zjawiskiem, aczkolwiek w przypadku podróży w przestrzeni kosmicznej, zwłaszcza na dużych dystansach, zdarzały się już nawet większe odchylenia do pięćdziesięciu, a bywało, że i do sześćdziesięciu procent… - Jakie są konsekwencje tego… tej zmiany? - Myślę, że ta „zmiana”, jak to ująłeś, jest chwilowa. Poziom namagnesowania niektórych minerałów w Twojej krwi pokazuje, że w dużym tempie wszystko zaczyna wracać do normy. Możliwe, że uległeś na Myrrionie, lub gdzieś po drodze jakiemuś napromieniowaniu, bądź naelektryzowaniu. Nie wiem w jaki sposób. Może miało miejsce jakieś dziwne zdarzenie podczas Twojej wyprawy? - Nic takiego sobie nie przypominam… - odparł Georg – Będę musiał prześledzić zapisy w modułach pamięci podróży… Może w nich coś znajdę… Lekarka przytaknęła mężczyźnie. Na chwilę w gabinecie zapadła cisza. Georg starał się sobie przypomnieć jakiekolwiek zdarzenie z podróży, natomiast Verna przeglądała wyniki. - Georg, wydaje mi się, że nie powinieneś się tym za bardzo przejmować. Uważam, że nie grozi Ci nic szczególnego. Parę niewielkich wyładowań na zasadzie przeskoku ładunku, kiedy dotkniesz czegoś metalowego, nic więcej. To minie za kilka dni. - A jakie jest Twoje drugie zastrzeżenie? – zapytał po kilku minutach Georg. - Słucham? - Drugie zastrzeżenie. – powtórzył – Powiedziałaś przed chwilą, że masz dwa zastrzeżenia do moich wyników. Jedno dotyczy tej zmiany z prądem, czy tam naelektryzowaniem. A drugie? - W tym rzecz, że sama nie bardzo wiem zarówno co o tym myśleć, ani jak Ci to powiedzieć… - Powiedz to po prostu, tak będzie chyba najprościej… - rzekł spokojnym tonem. - Dobrze… Więc… - zaczęła lekarka - … według mnie… Georg pochylił głowę i czekał w skupieniu. - Łatwiej by mi było, gdybyś był kobietą, Georg… - Kobietą? – odparł zdziwiony mężczyzna – A co to ma do rzeczy? - Owszem, ma… Wygląda na to, że jesteś… w ciąży…

3. Restauracja powoli zaczynała się zapełniać gośćmi. Przyciemniane światło wewnątrz sali przygasiło nieco śnieżnobiały poblask ścian. Pomiędzy stolikami kursowały androidy przebrane w kelnerskie fartuchy i roznosiły zamówione przez gości dania. Przy jednym ze stolików siedziała para. Obydwoje nachyleni byli nad blatem i prowadzili dynamiczną rozmowę. - Mówię Ci, że to irracjonalne! – stwierdził Georg. Do ich stolika zbliżył się kelner – android i zaczął dyskretnie rozstawiać talerze z posiłkiem. Mężczyzna ucichł, a kiedy już zostali sami powiedział: - Przepraszam, że Cię męczę, Verno, nie przyszliśmy tutaj przecież, aby rozmawiać o mojej… ech… ciąży… Kobieta uśmiechnęła się i dotknęła palcami jego policzka. - Obydwoje wiemy dlaczego tutaj przyszliśmy, ale nie musimy mówić wielu oczywistych rzeczy, prawda? Georg był szczęśliwy, że powiedziała to dokładnie w ten sposób. Myślał zresztą tak samo. Teraz wiedział, że Verna także coś do niego czuje i to go w zaistniałej sytuacji uspokajało. - Biorąc pod uwagę Twoje dzisiejsze wyniki badań uważam, że to właśnie o nich powinniśmy porozmawiać – powiedziała Skijald. Georg westchnął głęboko i pochylił głowę. Wziął do ręki widelec i zaczął nim jeździć po talerzu z gotowanymi warzywami, układał je w dziwne wzory, po czym mieszał z powrotem w jedną całość. - Jakoś nie jestem głodny… Ty nie jesz? – zapytał. - Ja jestem głodna i to bardzo, pozwolisz więc, że podczas rozmowy będę jadła? - Jasne ! – odparł Georg – Poniekąd właśnie po to tutaj przyszliśmy. Verna zabrała się do czyszczenia swojego talerza, natomiast Georg kontynuował układanie warzywnych wzorów na swoim. W międzyczasie android doniósł do ich stolika zamówione wcześniej białe wino. Georg chciał zamówić wino z plantacji Itrakki – satelity Myrriona, jednak okazało się, że od kilku miesięcy Itrakka przestała utrzymywać kontakty handlowe z Ziemią, przez co żadne z ziemskich miast nie miało w swoich zbiorach ani jednej butelki tego specjału. Raczył się nim na Myrrionie niemal codziennie i przyzwyczaił się do jego wykwintnego smaku i aromatu. W całym wszechświecie satelity Myrriona uchodziły za najlepsze plantacje wszelkich owoców i producentów najlepszych przetworów owocowych. Itrakka słynęła akurat z wyśmienitych szczepów winogron myrriańskich i win, które na niej tłoczono. Ze wszystkich innych, dostępnych w restauracji win Georg wybrał więc jedno z win kyenneńskich – drugiej w kolejności planety tego układu, która słynęła z jakości pod tym względem. - Chciałbym Cię o coś zapytać… - zaczął Georg. - Uhm… Mów… - odparła Verna przeżuwając swój posiłek – i nie patrz na to, co wypadnie mi z buzi. – dokończyła puszczając do niego oko. Przez twarz Georga przebiegł nerwowy uśmiech. - Powiedz mi, jak to możliwe, żebym ja… no wiesz… czy to w ogóle jest możliwe? – spytał. Verna odłożyła sztućce i kiwnęła głową ze zrozumieniem. - Teoretycznie jest... – zaczęła podkreślając wyraźnie głosem wyraz „teoretycznie” – To byłoby naprawdę bardzo skomplikowane przedsięwzięcie, do tego potrzebne jest pełne zaangażowanie ekipy medycznej, specjalna sala do przeprowadzenia zabiegu, wykwalifikowany personel i około dwa miesiące wyjęte z życia… Zakładam, że na Myrrionie nie leżałeś przez tyle czasu w szpitalu… - W ogóle nie byłem w żadnym szpitalu! – krzyknął Georg – Nie byłem u żadnego lekarza! Kobieta rozejrzała się po sali i syknęła. - Ciszej, Georg, proszę Cię! Mężczyzna zaczął kręcić głową i mruczeć pod nosem ledwo dosłyszalne sylaby. - Verna, a może pomyliłaś się przy wynikach. Nie wiem… źle zaprogramowałaś komputer, błędnie zinterpretowałaś rezultat analiz… - Posłuchaj: wiem, że ta sytuacja jest dla Ciebie niezręczna i stresująca. Uwierz mi, że postaram Ci się pomóc jak tylko będę umiała najlepiej. Ale nie oskarżaj mnie o błąd! Jestem lekarzem już od piętnastu lat, posiadam najwyższe kwalifikacje na tym kompleksie platform, mam trzeci stopień specjalizacji w medycynie ogólnej, trzeci w chorobach przestrzennych i drugi w medycynie patologicznej. Nigdy nie pomyliłam się w absolutnie żadnym badaniu, ani jednym. Georg patrzył na nią wielkimi z zaskoczenia oczami. Na jego twarzy wykwitł po sekundzie lekki uśmiech. - A więc jestem pod dobrą opieką… - powiedział zadowolonym tonem. - Najlepszą. Pamiętaj o tym! – odparła Verna naznaczając go wskazującym palcem. - Tak jest pani doktor! - Wiem, że nie to chciałbyś usłyszeć, ale po części Ci zazdroszczę… - Dlaczego? - Widzisz… Ja nie mogę mieć dzieci… Uśmiechnęli się do siebie, po czym lekarka ujęła dłoń Georga w swoją. Poczuł jak bardzo delikatna jest skóra jej rąk. Ciepła. Ścisnął lekko jej dłoń. Siedzieli tak przez dłuższy czas wpatrując się sobie nawzajem głęboko w oczy. - Dalej jednak nie wiemy, w jaki sposób znalazłeś się w tym… stanie… - lekarce prawie wyrwało się „błogosławionym stanie”, lecz w ostatnim momencie ugryzła się w język – Musisz dokładnie przeanalizować wszystkie wydarzenia z ostatnich dwóch miesięcy. - Dlaczego dwóch? Na Myrrionie spędziłem trzy miesiące, bez zaledwie paru dni, dwóch, czy trzech… - Wyniki wskazują, że twój odmienny stan trwa już drugi miesiąc. Biorąc pod uwagę miesięczny czas podróży, ostatni miesiąc pobytu na planecie już byłeś… …przy nadziei, a według wszelkich prawideł natury potrzebowałbyś mniej więcej miesiąca, aby się znaleźć w takim stanie. To daje zakres tych dwóch miesięcy, chociaż faktycznie najbardziej będzie nas interesował drugi, środkowy miesiąc. Georg westchnął głęboko. - Czy możemy nie rozmawiać już dzisiaj o żadnych ciążach, szpitalach, chorobach i temu podobnych? – zapytał – Proszę… Za dużo dla mnie chyba tego wszystkiego jak na jeden dzień… Verna pogłaskała jego policzek. „To już dzisiaj drugi raz!” – pomyślał zachwycony Georg. - Oczywiście… a… o czym chciałbyś rozmawiać? – odparła ponętnie.

4. Georg spędził następne cztery dni na analizowaniu zapisów modułów pamięci podróży. Wszystko w nich było w jak najlepszym porządku, nie znalazł nic, co chociażby odrobinę pomogło mu w znalezieniu przyczyny zmian w jego organizmie. Piątego dnia…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Myrrion — czytnik · opowiadania