Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 43 min czytania

* MYŚLI NIEUCZESANE * Rozdz.7

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

*MYŚLI NIEUCZESANE* Rozdział 7

[strony od 61 do 72]

Jego twarz znalazła się tuż przy mojej, a potem poczułam dotyk wilgotnych warg. Przymknęłam powieki. Nienawidziłam się za to, że nie potrafiłam powiedzieć Filipowi: „nie”. Odwzajemniłam pocałunek. Nie mam pojęcia dlaczego nie potrafiłam krzyknąć: odsuń się. Robiłam coś, czego nigdy nie chciałam zrobić, ale gdy już zaczęłam – nie mogłam przestać. -Co ty robisz?- zapytałam głupio płaczliwym tonem, gdy nasze usta rozłączyły się. Nadal trzymaliśmy twarze bardzo blisko siebie. Spojrzał na mnie smutnym wzrokiem. -Agnieszka... ja nie umiałem ci tego powiedzieć, ale... zawsze mi się podobałaś. Dzisiaj szczególnie...- musnął mnie palcami po wierzchu dłoni. –Wiesz dobrze, że nigdy nie byłaś mi obojętna... Nie wiedziałam na ile mówi prawdę, a na ile koloryzuje fakty przez wpływ alkoholu. Nie wiedziałam, czy mówi najszczerszą prawdę. Mgliste pojęcie o tym jednak miałam. Jego zachęcających spojrzeń towarzyszących mi zawsze nie można było inaczej odczytać... -Ale...- zaczęłam, ale ten znów zamknął mi usta pocałunkiem. Nie czułam się wolna. Byłam skrępowana. Nie potrafiłam wykonać jakiegokolwiek ruchu. Chciałam nas powstrzymać, ale nie mogłam. Było zbyt przyjemnie. Nie mogłam uwierzyć, że jestem tak blisko Filipa. Przejechałam dłonią po jego policzku. Potem swój podbródek wtuliłam w zagłębienie między szyją a ramieniem. Już nie rozróżniałam dźwięków dochodzących z pomieszczenia obok. -Filip- powiedziałam nie zmieniając pozycji. Oczy miałam zamknięte, a usta częściowo przysłonięte przez jego bluzę. Mówiłam trochę niezrozumiale, acz wyraźnie. Przynajmniej wydawało mi się, że rozumiał. –Ja mam kogoś... Powinien powiedzieć: „to nic”, lub „to nie ważne”. Nie powiedział. Uderzył pytaniem: -To przez niego płakałaś...? To była najdziwniejsza rozmowa jaką prowadziłam kiedykolwiek. Kipiąca szczerością, bez żadnego szczerego spojrzenia sobie w oczy. Dobrze mi było w jego ramionach, mimo, że cały czas myślałam o Rafale. On był gdzieś daleko, a Filip był tu... Blisko, na wyciągnięcie ręki. Jego ramie i usta również były w pobliżu. Nie tak jak te Rafałowe. -Nie, nie przez niego. Ale również przez mężczyznę- zaczęłam wylewać swoją frustrację. Niepohamowany przypływ szczerości grożący powodzią. –Dlaczego wy tacy jesteście? -Jacy? Milczałam chwilę i szukałam odpowiedniego słowa. -Różni, ale tak całkowicie do siebie podobni!- powiedziałam niespodziewanie. Pokręcił głową na boki i pocałował mnie po raz kolejny. Kawa już wystygła, a my nie mogliśmy się uwolnić ze swoich objęć.

* Ledwo co wyszłam z mieszkania Filipa dostałam moralniaka. Już wtedy był silny – wolałam nie myśleć co będę czuła jutro rano. Owładnął mnie lęk, a w głowie kołatało się pytanie: „co ja zrobiłam”. Oddychałam płytko i za nic w świecie nie chciałam spojrzeć w oczy Filipa, który cały czas szedł obok mnie i okręcał moją szyję szalikiem. -To jest pierwsza impreza od kilku lat na której tak mało piłem- pochwalił się w pewnym momencie. Trzymał nasze splecione dłonie w kieszeni kurtki. Szyja już mnie bolała od patrzenia na asfalt. Boże! Co za mnie idiotka! Po wydarzeniach w mieszkaniu Rafała powinnam stronić od mężczyzn, lecz ja zupełnie odwrotnie – szukałam bliskości. Chciałam być upewniana, że nie jestem wybrakowana. Że nadal jestem sobą. -Tylko trzy piwa- westchnął i kopnął kamień leżący na drodze. Brzmiało to, jakby żałował, że wypił tak mało. –I zimna kawa... -Była okropna!- zdecydowałam się na wypowiedzenie zdania. -Za to towarzystwo bardzo miłe... Wsiedliśmy do nocnego autobusu. Około trzeciej dowlekliśmy się pod mój dom. Przezornie postanowiłam się z nim pożegnać już na początku ulicy, by uniknąć wścibskich oczu siostry. -Bardzo miło spędziłem ten wieczór z tobą... dziękuję. -To chyba ja powinnam podziękować. Oderwałeś mnie od kłopotów... dziękuję- pocałowałam go w policzek. Teraz wydawało mi się, że go wykorzystałam. Rozbudziłam nadzieje tylko dlatego, żeby samej zapomnieć. Kolejne głupie, nieodpowiedzialne zachowanie. -Ale ja nie chcę być tylko skutecznym odstresowywaczem... Uniosłam głowę. -Nie jesteś. Chwilę patrzyliśmy się na siebie w świetle latarni. Filipowi oczy błyszczały o wiele bardziej niż zwykle. Z daleka widać było, że jest szczęśliwy. Tymi kilkoma chwilami, które spędził ze mną. -Agnieszka... już kiedyś ci się o to pytałem. Za pierwszym razem odpowiedziałaś twierdząco. Chciałbym, żebyś dziś odpowiedziała to samo... Położył dłonie na moich ramionach. Milczałam. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. W jego oczach było tyle radosnych iskierek. Nie powinnam mu ich zgasić. Z drugiej strony Rafał... Rafał, Rafał, Rafał. Nadal to imię brzmiało jak muzyka. -No więc?- ponaglił. -Filip...- zaczęłam nie fair wobec siebie, ani ich. –Filip... czuję się jak dzi.wka!- wypowiadałam słowa wolno, dosadnie, mój stan emocjonalny podkreślając łzą płynącą po policzku. –Ja tak nie chcę... Nie mogę! Rozumiesz? Spojrzałam w jego błękitne oczy szukając iskry zrozumienia. Nie zobaczyłam ich. A raczej zobaczyłam ich brak. -Nieważne... Zostawiłam go z niewyjaśnioną tajemnicą na ramionach. Pobiegłam do domu jak najszybciej umiała, by nie słyszeć ewentualnego wołania Filipa. Było mi źle. Bardzo źle...

*

Zagłuszałam myśli od rana katując się niebotycznie głośną muzyką Iron Maden. Płytę pożyczyłam od Aśki. Wierciłam sobie dziurę w mózgu, by nie czuć odrazy do samej siebie. Dom był wyludniony – rodzice byli w firmie, a Karolina gdzieś się zmyła z samego rana. Za trzy dni miał być wymarzony Sylwester. Rafał przyjeżdżał jutro. Chciało mi się płakać za każdym razem, gdy o nim pomyślałam. Na dodatek na Sylwestrze u Aśki mieli być oboje. Nagle mój telefon komórkowy zaczął dzwonić. Smutno spojrzałam na wyświetlacz na którym wyświetlał się numer Rafała. Co ciekawe Filip od naszego ostatniego spotkania nawet nie przysłał SMSa, ani nawet nie odezwał się na gadu-gadu. -Słucham... -Cześć Słońce!- przez twarz przebiegł cień zbliżony do uśmiechu. Wyłączyłam muzykę. –Jak leci? -Szczerze? Okropnie- postanowiłam przynajmniej oswajać go z faktem iż czas, kiedy go nie było w Krakowie nie był dla mnie „normalny”. Że coś się przydarzyło... -Mi również. Niezrównana babcia codziennie wmusza we mnie tony jedzenia, jak wrócę do ciebie, to do drzwi się nie zmieszczę. Cały czas traktuje mnie jakbym miał 10 lat i nadal skakał po drzewach. Swoją drogą... strasznie sympatyczne to jest. Mimo, że zebrało go na zwierzenia, ja nie dałam się na nie namówić. Serce wyrywało się by powiedzieć „kocham cię”, jednak nie mogłam. Nie mogłam tego powiedzieć przez telefon. Wolałam mu wszystko powiedzieć, gdy staniemy naprzeciwko siebie. Patrząc mu w oczy. -A dlaczego dzwonisz? Stało się coś?- zapytałam. -Co ty taka podejrzliwa się ostatnio zrobiłaś? A może po prostu chciałem cię usłyszeć? -Hmm... może. Ja też chciałam cię usłyszeć, ale najchętniej to bym wolała, żebyś tu był- przywołałam beztroski ton. Prawie widziałam jego rozpromienioną twarz. -No to świetnie. Ja chciałbym przypomnieć ci o zaproszeniu na bal... nadal jesteś zainteresowana? Powiedział to tak przekomicznie, że aż się roześmiałam. -Oczywiście! -Uwielbiam jak mówisz to słowo. Więc przedstawię ci taki mały rys wieczoru. Do od 19 do 20 z minutami jestem u twojej przyjaciółki. Z panią Kasią rzecz jasna. Potem zmywamy się niepostrzeżenie, lub postrzeżenie, to zależy jak będziecie na nas zwracać uwagę. A potem życzyłbym sobie, żebyś około 22:30 wyszła przed dom Joanny, wcześniej puszczając mi sygnała na komórkę. -Życzyłbyś sobie? -Tak. Tylko tyle. Reszta nocy jest nasza... jeśli oczywiście nie masz innych propozycji. -Jak na razie nikt z żadną nie wystąpił... -No to się bardzo cieszę. Porozmawialiśmy jeszcze przez kilka minut. Rafał opowiadał o swojej rodzinie. Nie mieszkali w Tarnowie, ale w jakiejś podtarnowskiej wsi. Entuzjazm z jakim opowiadał wszystkie nawet te najdrobniejsze detale udzielił się nawet mnie. Zakończyłam najgorszym zdaniem jakie kiedykolwiek słyszałam. „I ja ciebie też”. Oczywiście padło z moich ust. Zaraz potem zadzwoniłam do Aśki z pytaniem, czy mogę do niej wpaść. Rzecz jasna odpowiedź była twierdząca. Musiałam skądś wytrzasnąć suknię na bal, a byłam bez grosza przy duszy. Jedynym wyjściem była wypożyczalnia strojów wieczorowych, lub pożyczenie czegoś od przyjaciółki. Najlepiej było Rafałowi przez cały wieczór nie wspominać o Filipie. Bo i po co? Z czasem wszystko mu wyjaśnię i o to się nie musi martwić. Z reguły jestem prawdomówna... No, może powiedzmy, że ostatniego zdania nie wypowiedziałam. A autobusie co chwilę drzemałam obijając się o szybę i wzbudzając śmiech dziewczyn, które siedziały naprzeciwko mnie. Zarwałam kilka nocy przeznaczając je na rozpamiętywanie tego, co było. Gdy dotarłam do domu Aśki opowiedziałam jej o planach moich i Rafała. Kto jak kto, ale ona powinna być o nich poinformowana. Zwłaszcza ze względu, że z osób trzecich ona o nas wiedziała najwięcej. Słusznie zresztą. -Wiesz co... ja nie posiadam żadnych wyjściowych kreacji z wyjątkiem tej seledynowej, w której byłam na ślubie Mikołaja. Na mnie nie licz... miałam szczere chęci, ale niestety... wybacz. Miała nawet bardzo szczere. Widząc moją zawiedzioną minę kombinowała ze spódnicami i bluzkami z poszerzanymi rękawami. Jednak wszystko na nic. Zaoferowała się, że pożyczy mi na sukienkę. Jednak sama nie miała zbyt wiele, więc kilku godzinne buszowanie po Krakowskiej Plazie się na nic nie zdało. Przymierzałam kilka świetnych sukien, jednak cena każdej z nich mnie przerosła. Rodziny Aśki już nie było w domu. W tym roku dziwnie wyjechali na Śląsk świętować. Po Świętach Bożego Narodzenia już ich nie było. Świętować? Raczej pocieszać swoją rodzinę, bo Damian do tej pory nie wrócił. -A może...- zaczęła stając w przedpokoju i opierając się o białą ścianę. –Może pobuszowałybyśmy w ubraniach mojej mamy? Nie jest taka młoda, ale laska z niej całkiem całkiem... Rzeczywiście. Mama Asi była jedną z tych „przebojowych kobiet pod czterdziestkę”. Bardzo różniła się od jej babci. Uczęszczała do aerobic clubu i regularnie odwiedzała solarium. -Nie... a jak potargam, ubrudzę, albo coś? Tak jak te twoje ubrania? Powiedziałam jej, że bluzkę rozdarłam zahaczając o wystającą balaskę w ogrodzeniu mojego sąsiada. Uwierzyła. Błyskawicznie wyprałam jej rzeczy, a potem jej je oddałam. Nie mogłam trzymać ich długo, bo napawały mnie obrzydzeniem. -Nie bój się. Najwyżej powiem, że to ja zrobiłam... co prawdaż już się przestałam stroić w jej ubrania, by przeparadzić się po domu i spojrzeć w lustro, ale w końcu nikt nie wie co w człowieku drzemie w środku, co nie? Uśmiechnęłam się. Weszłyśmy powoli do sypialni rodziców Aśki. Panował tu niepowtarzalny klimat. Story były zasunięte, więc prawie nic nie było widać. Zapaliła lampkę i pomieszczenie wypełniło ciepłe światło. W kącie stał komputer – pasja taty Asi, a tuż obok niego gigantyczny regał z książkami. Ulubioną rozrywką całej rodziny. Usiadłam na mięciutkim, dużym łóżku podczas, gdy Aśka szukała czegoś w szafie. -Od bidy dziod lepsze to niż nic!- mrugnęła okiem imitując głos swojej babci. Znalazła trzy sukienki. Jedną białą, z czerwonym, haftowanym gorsetem – podobną do tej, jaką miała na sobie Jola, gdy weszła do mieszkania Rafała i zobaczyła leżącego na mnie Artura... Przymknęłam powieki czując wzbierające łzy. Wystarczył mi mały szczegół, by rozkleić się zupełnie. Taka po prostu byłam. Strasznie płaczliwa. Automatycznie przetarłam sobie dłońmi twarz. Na siłę zwróciłam uwagę na drugą sukienkę. Była dosyć wąska, szara i błyszcząca. Trzecia zaś była czarna, z nadrukowanymi białymi, bladymi kwiatami. Ona najbardziej mi się podobała, ale rzeczą niemożliwą był fakt, żebym miała się w nią zmieścić. Aśka poradziła mi tą szarą. Materiał był delikatnie chropowaty, ale układał się całkiem ładnie. Ładnie podkreślała moje wcięcie w talii. -Wyglądasz zupełnie jak ta kobieta z filmu „Joe Black” na końcowej kolacji... Zaśmiałam się. Faktycznie sukienka dosyć przypominała kreację aktorki. -Oczywiście nie życzę ci, by twojego Rafała potrącił samochód, a potem śmierć wzięła go pod włos... też lubię jego lekcje- dorzuciła po chwili, a potem zaśmiała się cicho widząc moje zerowe zainteresowanie nią, a stuprocentowe moim nowym wizerunkiem. Byłam sceptyczna w stosunku do nowości... wiadmo dlaczego. Wtedy też stroiłam się dla Rafała... w efekcie wyszło całkowicie inaczej. Dziś nie dopuszczałam do siebie myśli, że coś by mogło pójść nie tak, jak planowaliśmy. Spojrzałam po raz kolejny w lustro i okręciłam się dwa razy. „Tak, na pewno mu się spodobam!” -Widać jak się męczysz, kiedy go nie ma... Nic nie odpowiedziałam. Nawet się nie uśmiechnęłam.

*

31 grudnia na nogach byłam od samego rana. Nie wiedziałam co mam zrobić ze sobą... tak denerwowałam się faktem iż spotkam Rafała. Nie mogłam się doczekać aż wtulę się w jego silne ramiona... ale z drugiej strony bardzo się bałam pierwszego spojrzenia w oczy. Czy nerwy mi nie puszczą? Najbardziej prawdopodobną reakcją będzie płacz. Kobiety łzami wyrażają szczęście, ból, ekstazę i upokorzenie. To jest zapisane w ich naturze. Niektóre są silne, lecz, gdy orientują się, że nie ma wokół nich nikogo bliskiego wątpią nawet w samą siebie. Wtedy pozostaje tylko ten uniwersalny i ponadczasowy płacz. -I jak wyglądam?- ze swojego pokoju wyszła Karolina w sukni mieniącej się w barwach różu, fioletu i błękitu. Pod każdym kątem odkrywało się nową barwę. Włosy miała finezyjnie upięte przez fryzjera, popieszczone karbownicą i dopracowane lokówką. Wszystko to trzymało się mocno na grubej warstwie lakieru. Podeszłam do niej i od razu zainteresowałam się złotym łańcuszkiem na jej szyi. Był na nim mały wisiorek w kształcie łezki z małym diamencikiem na środku. -Ślicznie... Chwilę potem mama wyszła z kuchni ze szmatką w dłoniach. Z radości aż rozchyliła usta. -Boże, córeczko! Jak ty pięknie wyglądasz! -A mnie się już nie chwali?- zapytałam. Byłam ubrana normalnie jak na dyskotekę – w końcu szłam na Sylwestra do Aśki. -Jak pierwszy raz pójdziesz na bal to cię będziemy chwalić!- podjęła mama. -A jak będziesz miała studniówkę, to mamusia nie zaśnie z wrażenia!- zaśmiała się Karolina i poprawiła mi kołnierzyk koszuli, którą miałam zarzuconą na top. Uśmiechnęłam się smutno, bo nie potrafiłam sobie wyobrazić tego wieczoru studniówkowego bez Rafała. Albo raczej z Rafałem... ale niestety w charakterze opiekuna, nie partnera. Ale przynajmniej będzie można przetańczyć kilka piosenek bez podejrzeń. -A więc moje kochane, ja już idę. Jak tata wróci z firmy też mu pożyczcie szczęśliwego nowego roku. Mamusiu, dobrze się baw, a ty młoda nie upij się za bardzo, dobrze? Przytaknęłam. Potem moja siostra wyszła z domu pozbawiając korytarz wartości estetycznych. Zawsze chciałam być taka ładna jak ona. Nie byłam brzydsza – byłam inna. Bardzo długo się oswajałam z tą myślą. Poszłam do łazienki układać sobie fryzurę. Nieśmiertelne rozpuszczone włosy. Wszyscy mi mówili, że mam ładne włosy. Eksponowałam to jak mogłam najczęściej. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Pierwszą myślą było: „to Karolina czegoś zapomniała!”. Jednak gdy usłyszałam podniesiony męski głos i zaaferowaną mamę postanowiłam wyjść do przedpokoju. Już prawie gotowa zaczęłam iść w stronę dochodzących odgłosów. Czyżby...? Nie, to niemożliwe. Rafał nie mógłby po mnie przyjść... byłoby zbyt wiele podejrzeń. Z drugiej strony, gdyby przyszedł z panią Kasią, wszystkie zostałyby rozwiane... z wyjątkiem wytłumaczenia pani Kasi dlaczego tutaj wstępujemy. Gdy tylko zobaczyłam przybysza, stanęłam jak wryta. -Co ty tutaj robisz!?- zapytałam. W moim głosie można było wyczuć mieszankę złości, zmieszania i wstydu. Ani cienia radości, czy satysfakcji. Spojrzał na mnie zmieszany, potem błagalnie popatrzył na mamę. Uśmiechnęła się krzepiąco i ostentacyjnie szturchnęła mnie w ramię. Nakazała bym wprowadziła gościa „na pokoje”. Weszliśmy do pokoju. Nie odzywaliśmy się do siebie ani słowem. Powiedziałam, żeby usiadł na kanapie. Sama przystanęłam pod drzwiami. Atmosfera była tak napięta, że można ją było kroić nożem. -Jesteś na mnie zła? -Nie. -Za co? Przecież nic nie zrobiłem. -Filip... przecież mówię, że nie jestem. Ale nie powinieneś po mnie przychodzić... -Ale chciałem... w końcu idziemy na Sylwestra. Ładnie wyglądasz- wplótł w odpowiedź komplement. Nawet na niego nie zwróciłam uwagi. Przeprosiłam tylko i wyszłam cicho z pokoju, usprawiedliwiając się, że muszę się jeszcze przygotować. Wyrzut sumienia siedział teraz u mnie w salonie, a moja mama częstowała go herbatą i ciastkami. Ja stałam w łazience, przed lustrem i przemywałam twarz lodowatą wodą. Pragnęłam otrzeźwienia umysłu. A jeżeli Rafał tam już będzie? A ja wejdę na imprezę z Filipem? Poszłam do swojego pokoju i zapakowałam do torebki łańcuszek, jaki chciałam włożyć do sukienki rodem z filmu „Joe Black”. Po kilku minutach przygotowań i kilkunastu rozmyślania już byłam, gotowa. Musiałam iść z Filipem. Przecież go nie wygonię! -Już jestem gotowa!- oznajmiłam wchodząc do pokoju i przerywając rozmowę mamy i Filipa. Uśmiechnął się i podziękował za herbatę. Zachowywał się nadzwyczaj miło. Nawet pocałował moją mamę w rękę. Opatuliłam się szczelnie kolorowym szalikiem, zarzuciłam torbę na ramię i już mogliśmy wyjść. Od razu, gdy przekroczyliśmy próg mojego mieszkania Filip rozpoczął fazę „przeprosiny”. -Ale ogólnie to myśmy nic złego nie robili... -Nie? -Nie- odpowiedział zdecydowanie. W tej chwili był tego pewien bardziej niż tego, że nazywa się Filip Drewnowski i, że mieszka w Krakowie. –Ja naprawdę nie rozumiem dlaczego tak się zachowujesz! Dlaczego tak cię to dręczy i dlaczego tak się tym przejmujesz... powiesz?- zapytał po dłuższej chwili milczenia wypełnionej głośnym stukaniem moich obcasów. Doszliśmy do przystanku. Chwilę czekaliśmy na autobus. -Nie zrozumiesz. W ogóle skończmy ten temat- ucięłam dyskusję i usiadłam na swoim stałym miejscu obok jakiejś pani, która czytała „Dziennik Polski”. Filip oparł się o szybę i przytrzymał się wiszącego uchwytu, by nie latać na zakrętach. -Ale nie gniewasz się na mnie?- upewniał się co chwilę. –Ale czy aby na pewno? Bo zachowujesz się dziwnie. -Mam swoje powody... ale nie są one związane z tobą. Starsza pani łypała na nas groźnie. Była pozornie zainteresowana gazetą, w rzeczywistości uważnie śledziła nie rzędy literek, ale naszą rozmowę ucinaną co kilka minut. Takie poboczne zainteresowanie banalnie się rozpoznaje. Gdy nie patrzyłam na Filipa, ani na zegarek, niecierpliwie stukałam paznokciami w fotel. Chciałam jak najszybciej znaleźć się u Aśki. Uwolnić się od Filipa. Ostatni alkohol z minionej imprezy całkiem wyparował. Śmiałość i pewność siebie również. Przy końcowej fazie wyprawy rozmawialiśmy już swobodnie, sprawnie omijając drażliwe tematy. -Witam! Witam!- powitała nas doniośle Aśka. –Co tak ostatnio tajemniczo z nim przebywasz?- zapytała się mnie na ucho, gdy Filip ściągał buty. Zbyłam ją krótkim „nieważne”. -Jest już Rafał? Potrząsnęła przecząco głową. Pół naszej klasy już było. Pozostałych znajomych też całkiem sporo. -Przynieśliśmy coś dla urozmaicenia imprezy!- Filip z plecaka wyciągnął zgrzewkę piwa. Że też wcześniej nie zastanawiałam się co jest w środku. -My?- powtórzyłam znacznie zaciągając słowo i nadając mu formę pytania. -O nie! Spity Ryju...- Aśka wkroczyła do akcji i siłą zabrała mu piwo. - po północy możesz robić co ci się rzewnie podoba, ale zaraz tu nauczyciele będą! Ja nie chcę mieć przerąbane. -Zachciało ci się belfrów zapraszać! -Jakoś gorliwie popierałeś pomysł zaproszenia chemiczki! Dobra, jak chcesz to pij, ale na schodach. Towarzystwo na pewno się znajdzie!- ryknęła w stronę sali i oddała mu zgrzewkę. –Tylko wiochy mi tu nie robić. Udowodnijcie, że bez alkoholu też można się dobrze bawić! Wszyscy buchnęli śmiechem. -Eee... na was nawet resocjalizacja nie podziała!- żachnęła się i wróciła do kuchni, by poroznosić resztę napoi. Potem sama się śmiała ze swojej zabawnej mowy pseudo moralizatorskiej. Kilka osób poszło na schody, ale szybko wrócili, bo było im zimno. Poza tym na imprezie u Aśki nie chcieli z nią kłócić. Ona wszystkich potrafiła do siebie podporządkować. Impreza powoli zaczęła się rozkręcać, a części grona pedagogicznego nadal nie było. Rano miałam się spotkać z Rafałem – tak jak umówiliśmy się telefonicznie – ale nagła zadymka śnieżna sparaliżowała na jakiś czas Tarnowskie drogi. Miał przyjechać po południu, akurat na tą imprezę. Najpierw bawiłam się w wąskich grupkach. Potem jakoś dziwnie zaczęłam tańczyć z Filipem, choć nadal praktycznie tańczyłam z trzema innymi osobami w kółku. Nagle w przedpokoju zaczęło się robić zamieszanie. Chwilę potem usłyszałam znajome głosy wyrażające w milionach słów jak bardzo zmarzli. -Naprawdę nie wiedzieliśmy co przynieść- zaczęła pani Kasia. –Alkoholu nie możemy z ra... -I nie chcemy!- wpadł w słowo Rafał. -I nie chcemy!- powtórzyła chemiczka. –Z racji naszej rangi... kiedyś się przynosiło sałatki, ale teraz zupełnie zgłupieliśmy. Ale pomyśleliśmy, że zimnych napojów nigdy nie za mało! Rafał zaniósł do kuchni zgrzewkę Pepsi. Zaczęłam się śmiać, a potem przesuwać coraz bardziej w stronę przedpokoju, w którym zdejmowali buty i płaszcze. -Dzień dobry!- oparłam się o drzwi do kuchni i uśmiechnęłam się kokieteryjnie. Z grzeczności ukłoniłam się pani Kasi, dalej patrzyłam

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
* MYŚLI NIEUCZESANE * Rozdz.7 — czytnik · opowiadania