Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Kryminał · 15 min czytania

Myśli pozytywne cz.2

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dalej to już nie widziałam nic bo mi się słabo zrobiło. Zawsze jak się czegoś wystraszyłam, albo zdenerwowałam się albo wpadałam w panikę, czułam, że spadam w nicość, w coś bez dna. Teraz też się tak poczułam, zamknęłam oczy i poczułam, że lecę w tył, spadałam w jakąś przepaść. Kiedy spojrzałam na Damiana, widziałam jego wystraszone oczy i ciało, które się podnosiło z krzesła. Potem to jakoś mi zleciał na lewo, a może to ja spadałam na prawo. Nie wiem, ale poczułam jego ręce, które mnie przytrzymały przed upadkiem na ziemię. Kiedy potem znów otworzyłam oczy, byłam już nie w tym samym pomieszczeniu co wtedy. Leżałam na miękkiej kanapie w jakimś pokoju. Obok mnie siedział Damian. - Już ci lepiej? - spytał. Ja złapałam się odruchowo za głowę bo mnie tak zaczęła boleć, ze musiałam przymknąć oczy. Miałam okropnego kaca. Aha, ktoś coś do mnie mówił. - Co? - spytałam szukając go wzrokiem. - Tak, już lepiej, chyba. - Zemdlałaś, to przez ten milion? Jaki milion … o Boże rzeczywiście. Znów poczułam, że robi mi się słabo. Tym razem jednak byłam za bardzo ciekawa tego spadku. - Ten spadek, to nie jest żaden twój żart? A może mama chciała się zemścić? Damian spojrzał na mnie z politowaniem. - Jaki żart. Masz tu przecież wszystkie dokumenty. To nie jest żart Mina.. O, powiedział do mnie Mina. Dawno tego nie robił. No dobra, w końcu spojrzałam na te dokumenty bez omdlewania. Faktycznie, ojciec zostawił mi w spadku milion złotych. - Skąd on miał tyle kasy? - zapytałam, bo tylko to mi przychodziło teraz do głowy. - Z tego co powiedział mi jego prawnik wynika, że ojciec prowadził jakieś podejrzane interesy z jakimiś podejrzanymi typkami. Wiesz o co chodzi? No jasne, że wiedziałam. Wiadomości codziennie przecież oglądam, wiem jakie szwindle mogą ludzie robić. - I co, on w tym siedział i zarobił aż tyle? - Podejrzewam, że zarobił nawet o wiele więcej, ale gdzieś te pieniądze zniknęły. Tą zarobioną forsę wsadził w jakieś papiery oszczędnościowe, giełdę i zyskał na tym. Stąd te ogromne sumy. Boże, jeszcze więcej? To ja nie wiem, on zabił kogoś czy co? Zresztą bym się nie zdziwiła wcale. Giełda? On się na tym znał w ogóle? Tak sobie pomyślałam, że przecież wcale nie żyliśmy jak królowie. Prawda, miałam zawsze w co się ubrać i co zjeść, ale nigdy bez zbytecznej przesady. - A mama o tym wiedziała? - Nie, nikt o tym nie wiedział, aż do momentu, w którym pan Pawlicki nie przyszedł do mamy i nie powiedział o spadku. Z tego, co rozumiałam pan Pawlicki był prawnikiem, pracującym dla ojca. O jejku, jakie to wszystko głupie było i bez sensu. Po cholerę ojciec by mi zostawiał tyle szmalu? Żeby oczyścić sumienie przed śmiercią? Ani mi się śni mu przebaczać i w ogóle sprawiać mu przyjemność za życia, czy po śmierci. -Ale ja tych pieniędzy nie chcę - wypaliłam bez namysłu. Powtórzyłabym to, tylko po to, żeby znów zobaczyć minę mojego brata. - Czyś ty oszalała doszczętnie? Na mózg ci padło? Ty chyba jeszcze nie otrzeźwiałaś - mówił teraz już zupełnie jak nie prawnik. Po raz pierwszy w życiu udało mi się zbić z tropu mojego brata. Uśmiechnęłam się, czym jeszcze bardziej rozwścieczyłam Damiana. - Ja nie chcę tych pieniędzy - powtórzyłam głośniej, żeby usłyszał mnie wyraźnie. Naprawdę ich nie chciałam. Nic, co zawdzięczałabym mojemu ojcu nie było mile widziane w moim życiu. Nic, nic, nic… - Nie możesz tego zrobić. To są za duże pieniądze, żeby tak o z nich rezygnować - powiedział z naganą w głosie. Materialista pieprzony! - To są moje pieniądze i zrobię z nimi co będę chciała - powiedziałam dokładnie to, co w tej chwili mi przyszło do głowy. Damian pokręcił głową. Chyba miał ochotę mnie udusić. - To chociaż odbierz je i daj na jakiś cel, albo daj mamie, bo cienko u niej z pieniędzmi. Nie wiem, możesz je przecież oddać komuś innemu, nie musisz ich brać dla siebie. Tym bardziej nie możesz ich nie wziąć, gdyż nikt się nie spodziewał tego, że to właśnie ty dostaniesz spadek. To był kompletny szok dla wszystkich. A teraz w dodatku będą na ciebie źli. Ha! No właśnie, a dlaczegóżby nie ja? Bo co, oskarżałam ojca o molestowanie? To jakiś grzech był? To on był tym złym, a teraz każdy jest oburzony, że ja mam w kieszeni milionek. I co mnie obchodzi, że oni będą na mnie źli. Sama się dziwię, że to ja zostałam wybrana przez ojca. To mnie chyba jeszcze bardziej wkurzyło. Znów wychodzi na to, że to on jest lepszy ode mnie. - Co? Pewnie wszyscy myślą, że nie zasługuję na te pieniądze? Damian przemilczał, co uznałam za twierdzącą odpowiedź. W sumie pomyślałam sobie, że przecież mogę te pieniądze przeznaczyć na jakiś szlachetny cel. A co mi tam, forsa by się przydała, ale na pewno nie od ojca. - Dobra wezmę je - powiedziałam beznamiętnie na co mój brat zmienił wyraz twarzy. Znów był tym samym sztywnym prawnikiem. Boże, ileż w mojej rodzinie było obłudy i zakłamania. - Ale… - nie dałam mu nic jeszcze powiedzieć. - Nie wezmę z tych pieniędzy ani jednego, pieprzonego grosza. Damian znów się skrzywił. Mógłby pracować jako aktor, bo zmienność jego twarzy była zadziwiająca. - Co to znaczy? Ty naprawdę nie chcesz tych pieniędzy? Przecież przydadzą ci się, wyjdziesz na prostą. Nie będziesz musiała zarabiać tych marnych groszy. Będziesz mogła żyć w normalnych warunkach, skończysz studia… - Damian mówił, a ja go tak słuchałam i słuchałam. Miał rację, to wszystko było jednak zbyt piękne, żeby było możliwe. W każdym słodkim szczęściu jest odrobina goryczy. Gdyby to nie były pieniądze ojca, to nie zastanawiałabym się ani chwili. - Nie chcę nic od niego. Rozdam je po świecie, żeby biedne dzieci nie miały takiego życia jak ja. - Znowu zaczynasz… - szepnął Damian. - Nie zaczynam, po prostu mówię co z nimi zrobię. I gdzieś mam czy wam się to spodoba czy nie! - Dobrze! - krzyknął prawie mój brat. Chyba go zdenerwowałam. - Weź je i zrób z nimi co chcesz. Twój szmal, twoja sprawa. A żebyś wiedział, że moja - pomyślałam sobie. Będzie z nich pożytek, już ty się nie martw. - No to kiedy będę mogła je odebrać? - spytałam, a sama już myśl o tym, że na własne oczy zobaczę milion złotych strasznie mnie podniecała. Mój brat jednak się uśmiechnął. To chyba nie był dobry znak. Później okazało się, że mam rację. - Co ty sobie myślisz Mina? Że tak po prostu dam ci te pieniądze? No, w sumie to tak to sobie wyobrażałam, ale wiedziałam przecież, że trochę to potrwa. - No to ile będę musiała czekać? - To zależy od ciebie. - To znaczy? - tej ostatniej kwestii nie za bardzo rozumiałam. - Tato postawił warunek i trzeba przyznać, że jest nieco… - tu Damian zrobił przerwę na swój uśmieszek. - osobliwy, że tak powiem. - Co to znaczy, że osobliwy. To co ja mam niby zrobić? - zaczynała mnie już denerwować ta głupia gierka ojca. Nie dość, że miałam go dosyć za jego życia, to jeszcze teraz mam go dość po śmierci. - Kiedy to usłyszałem to pomyślałem sobie, że to jakiś żart, ale prawnik mnie wyprowadził z błędu. - O co ci chodzi? - Jedynym warunkiem, żebyś mogła dostać te pieniądze jest pójście do kościoła. - Co? Boże, o co ci chodzi? Ja już naprawdę nic nie rozumiem. Powiedz mi wreszcie jasno i dokładnie co ja mam zrobić. - Musisz pójść do księdza o nazwisku Rawski. Masz się mu wyspowiadać a później powiedzieć, że przebaczasz swojemu ojcu, cokolwiek ci zrobił. To już nie będzie się wliczało do tajemnicy spowiedzi, więc…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Myśli pozytywne cz.2 — czytnik · opowiadania