Kryminał · 9 min czytania
Mysterious crimes, cz. I
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozdział I - Początek
Zegar na ścianie cicho wybił godzinę dziesiątą. Ruth otworzyła oczy i rozejrzała się wkoło. Leżała w szpitalnym łóżku. Bandaż na głowie, kilka szwów na rękach i boląca rana na nodze przypomniały jej o ostatnich wydarzeniach. Miała wrażenie, że wszystko co się stało to jakiś koszmar, który nie chce się skończyć. Po chwili zastanowienia wyciągnęła ze stojącej obok szafki notes i zaczęła pisać. Nie wiedziała jak długo jest już w szpitalu. Wiedziała tylko, że szybko z niego nie wyjdzie. Drzwi otwarły się i do sali weszła pielęgniarka, wychowawczyni Ruth i Agnes. Podeszła szybko do Ruth, pani Smith rozmawiała jeszcze z pielęgniarka jednak mówiły zbyt cicho i stały za daleko żeby coś usłyszeć. -Jak się czujesz? – zapytała Agnes. -Hm... Bywało lepiej. Jak długo tu jestem? – Ruth musiała jeszcze dwa razy powtarzać swoje pytanie. Jej głos był mocno zachrypnięty i ledwie słyszalny. -Tydzień. Byłaś w śpiączce. Masz szczęście, że przeżyłaś. Pani Smith skończyła rozmawiać i podeszła do łóżka Ruth. -Już go złapali – oświadczyła ze spokojem i lekkim uśmiechem na twarzy. -Kogo? -Mordercę. Na chwilę zapanowała cisza. -Wiem, że ciężko ci mówić o tym co się wydarzyło, ale... Chciałabym, żebyś mi powiedziała jak było naprawdę. Policja ukrywa wszystko co wie, a i tak wie niewiele. Wymyślili jakąś historyjkę dla mediów, żeby nikt nie mówił, że nie umieją sobie poradzić i teraz wmawiają ją każdemu kto zapyta. Jako wychowawczyni twoja i Alison powinnam znać prawdę. Ruth chwilę się zastanowiła, potem otworzyła szufladę i wyjęła z niej notes. Później zamknęła swój, który położyła przedtem na kolanach i podała je opiekunce. -To notes mój i Alison. Wszystko jest tam opisane. -W porządku. Ma pani już to co chciała, więc proszę wyjść i już jej nie męczyć - z zaplecza szybko wyszedł lekarz. Musiał słyszeć ich rozmowę, bo wyglądał na lekko zdenerwowanego – Nasza pacjentka jest w nienajlepszym stanie i powinna odpoczywać w towarzystwie przyjaciół, żeby się czymś zająć i nie myśleć o tym co ją spotkało. -Oczywiście. Już wychodzę. Gdybyś jednak chciała mi coś powiedzieć, daj mi znak. Przez pewien czas było słychać tylko stukanie obcasów o kamienną posadzkę, a potem przeciągłe skrzypnięcie drzwi. Agnes była u Ruth jeszcze godzinę. Później lekarz zmusił ją żeby wyszła.
*
Dawne życie Ruth usłane było różami. Często wspominała minione lata i wyobrażała sobie jak wyglądało by jej życie, gdyby zmienić bieg wydarzeń. Mieszkała razem z rodzicami i bratem bliźniakiem w domu w niewielkim mieście niedaleko Londynu. Do szkoły mieli całkiem blisko, a w okolicy mieszkali ich przyjaciele, na których zawsze mogli liczyć. Ogród za domem był całkiem spory. Rosło tam dużo drzew i krzewów, szczególnie bzów i wiśni. Jej matka jako projektantka ogrodów potrafiła stworzyć prawdziwy raj ze zwykłego ogródka. Ruth najbardziej lubiła Wielką Wiśnię. Nazywała ją tak, ponieważ jej gałęzie prawie dotykały okna pokoju Ruth, znajdującego się na piętrze. Pamiętała kiedy będąc małą dziewczynką tata zawiesił na jednej z gałęzi huśtawkę. Uwielbiała ją i często się na niej huśtała. Brat Ruth, Tom, często ją straszył wymyślonymi opowieściami o śmierci poprzez uderzenie huśtawką w głowę. Nie raz miała potem koszmarne sny, widząc siebie albo którąś z koleżanek z odciętą głową. Lata później śmiała się z tego. Aż do tego feralnego dnia. Wracali od znajomych z urodzin ich córki. Było wtedy ciemno, padał deszcz, sytuację pogarszała gęsta mgła. Niespodziewanie auto jadące przed nimi zatrzymało się. Ojciec Ruth chciał zjechać na drugi pas, żeby uniknąć zderzenia, jednak wtedy skręcający samochód uderzył ich w bok i zepchnął dwa pasy dalej. Ruth z przerażenia zamknęła oczy. Potem słyszała tylko klakson samochodu, pisk opon i krzyk... Na końcu mocne uderzenie. Kiedy otwarła oczy, wokół było pełno sanitariuszy, policjantów, strażaków i przechodniów, którzy widzieli całe zdarzenie. Jeden z sanitariuszy podszedł do niej, przyjrzał się jej, a potem krzyknął coś do swoich kolegów. Ruth nie miała siły skupić myśli na tym co do niej mówili. Nie mogła uwierzyć w to co