Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 11 min czytania

Na białym koniu

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Na białym koniu > > *** > Dlaczego niektórym zapala się czerwone światełko, > taki alarm, gdy na horyzoncie pojawia się niewłaściwy facet, a > inne brną w ślepe zaułki, jakby miały klapki na oczach? Andrea > powiedział kiedyś, że Bóg podzielił kobiety na te naiwne i > lesbijki. Tak naprawdę szczęśliwe są tylko te drugie, bo hetero > prędzej czy później dostrzegą dyskietki, książki, szklanki po > kawie we wszystkich nie przeznaczonych do tego miejscach, > począwszy od pralki, skończywszy na telewizorze. W najgorszym > wypadku nawet ślady szminki na kołnierzyku białej koszuli. > Zamiast ryczeć powinnam zabrać się za pisanie. > Obsmarować go w najpoczytniejszych brukowcach, albo jeszcze > lepiej-w jakimś Harleguinie! Przecież to historia jak z romansu, > tylko happy endu brak... > To chyba u Hemingwaya po raz pierwszy spotkałam się z taką > krytyką Włochów. Ale wtedy w moim poukładanym życiu nie było > miejsca dla latynoskiego kochanka. Tzn. uściślając -nie > wierzyłam, że mogłabym być tak naiwna by zainteresować się kimś > w rodzaju... Mogłam wyobrazić sobie siebie tylko przy boku > rycerza, na białym koniu, ewentualnie w ramionach wiedźmina, > pełnego sprzeczności pogromcy zła i niesprawiedliwości. Ale nie > przy banalnym macho. Poza tym rycerz miał jedną istotną cechę, > której brakowało wszystkim moim facetom-istniał tylko w > wyobraźni. Nie był w stanie zostawiać po sobie brudnych naczyń w > zlewie. > > *** > Oczywiście-jak by to mogło być, żebym dojechała > nierozmazana? Chyba naprawdę nie powinnam się malować. Tym > bardziej, ze przy takiej opaleniźnie wyglądam całkiem dobrze i > bez dodatkowej warstwy pudru. > Jeszcze tylko dworzec i przystanek przed kinem. > Wysiadam. Czas przygotować się psychicznie na wizytę w domu. > Znowu będę pocieszana dość niefortunnymi przykładami typu > Bridget Jones, z którą oprócz nadwagi łączy mnie naiwność. Nic > więcej-jestem od niej młodsza, względnie inteligentna i mam na > swoim koncie pewne sukcesy. Jestem zorganizowana, pracowita i > ambitna. Tylko czasami mam wrażenie, ze coś jest ze mną nie tak. > Najczęściej wtedy, gdy uciekam. Ucieczka to jest to, co potrafię > robić najlepiej...Zawsze ten sam scenariusz-wyjść i spalić za > sobą wszystkie mosty. > > *** > -To nie jest normalne. > -Wiem. Nie jestem normalna. > -Nie to chciałam powiedzieć... > -Wiem. > Cisza. Kolejna lampka wina. Coś zaczyna się zmieniać-zapijam > problemy. Normalnieję? > -Idę spać. > -Dobrze idź. Tylko pamiętaj, że... > -Że? > -Nie był ciebie wart. > -Boże mamo, nie praw mi takich kazań! Właśnie, że był!!! Mało > tego! Jest nadal!!! Tylko, że... > -Idź się położyć > -Dobranoc... > > *** > Nie jest tak źle. Żyję, oddycham, śpię i nie męczą mnie > żadne koszmary. Zdarza się nawet, ze przez kilkanaście minut nie > zastanawiam się co robi, ani nawet z kim jest. > Zdałam kurs na pilota wycieczek. Posiadam pełne > kwalifikacje do pracy w biurach podróży i za granicą...Tylko, że > teraz nie mam, po co > tam wracać. Florencja, którą pokochałam od chwili, gdy przed > pięciu laty, w styczniu stanęłam na dworcu i nieporadnie > szukałam gazety, kojarzy mi się już tylko z porażką. Tamta > gazeta, dziś wydawana w tysiącach egzemplarzy- z początkiem > dramatu. Rzym zawsze będzie miastem, które mnie zdradziło. > Pokochałam je równie mocno, jak jego, a one ukryło przede mną > prawdę. A potem brutalnie zdjęło mi błonę z oczu, gdy miesiąc > temu odwiedziłam go niezapowiedziana...Tylko malutkie, > niepozorne Tordibetti pozostało miejscem nadziei. Tam pojawił > się książę, tam też wybuduję wieżę i będę czekać, aż obudzi mnie > pocałunkiem i zacnie się śmiać z mojego koszmaru. Tego, który > teraz śnię... > > *** > -Obronię magisterkę i jadę. Już wszystko załatwiłam. Jeśli tu > zostanę, to zwariuję. > -Jasne, rozumiem. Ja tez wracam. > -Po co? Nie musisz mnie pilnować... > -Nie chce cię pilnować. Ja też tęsknie. A tu nie mam nic do > roboty. Zaczekam tylko, aż Pacia zda maturę i ... > -...I rozpocznie studia w Perugii? > -To był jej pomysł. A przecież wiesz, ze możliwości, jakie > stwarza... > -Wiem. Nalej mi mamo jeszcze kieliszek, proszę... > > *** > -Opowiedz mi jak to było. Nigdy nie wiem, jak to było od > początku, każesz mi się wszystkiego domyślać. Boisz się? > -Czego miałabym się bać? > -Nie wiem...Opowiedz. Nigdy nie będzie lepszej okazji. Jest > ciemno, cicho i możemy później sobie wmówić, ze to był tylko sen. > -Nie, to nie był sen. Raczej koszmar... > > *** > Pani magister. To brzmi dumnie. Marny tytulik, a ile > może zdziałać! Na przykład uleczyć z kompleksów. Uprzyjemnić > życie. Wyprostować ścieżki. Ale przede wszystkim-pozwala > odwrócić myśli od schematu zachowań samotnej kobiety w scenerii > apenińskiego Tordibetti. Inna rzecz, że analizując szczegółowo > każdy swój ruch, siląc się na zachowanie pozorów nie można > rozważać skutecznych sposobów szukania pracy. Tym bardziej zaś > poświęcić się jej. Może się, bowiem zdarzyć, że coś jednak > umknie uwadze i pani magister pójdzie na rozmowę kwalifikacyjną > z rozmazanym makijażem. A we Włoszech nic tak nie przekreśla > szans na dostanie pracy, jak tusz do rzęs spływający po policzku. > Stąd wzięło się tłumaczenie romansów, które załatwił mi > Andrea. Monotonnych i ciągnących się nawet przez kilkaset stron > historii miłosnych. Można na tym zajęciu stracić kilka ładnych > miesięcy życia, bo nie przynosi ono żadnych innych korzyści, > prócz materialnych. I niesamowitego obrzydzenia do książek > latynoskich autorek. I

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%