Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 9 min czytania

na dobre, na niedobre i na litość boską

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Przyszła jesień. Na dobre, na niedobre i na litość boską. Przyniosła deszcz, chmury, krótkie dni i długie wieczory. Spowodowała parasole i nieprzemakalne płaszcze. Dmuchnęła w twarze wiatrem, rozwiała włosy, postrącała liście z drzew. Żółte, czerwone, brązowe, pomarańczowe. Świat poszarzał i zbladł. „Ale to tylko na jeden dzień. Na jeden.” Tego dnia nie było słońca. Było za to sporo ruchu. Pionowy (w górę i w dół), poziomy (do przodu, a potem znów w tył). Samochody, autobusy. Właśnie autobusy lubiła najbardziej. Chociaż się spóźniały, a do środka i tak wpadały krople deszczu, chociaż kierowcy nie zawsze byli mili, a niezrozumiałą przyjemność sprawiała im jazda szarpana, chociaż upudrowane starsze panie miały nieprzyjemny zwyczaj rozpychania się łokciami, a powietrze uwięzione wewnątrz szybko się psuło. Lubiła słuchać warczącego silnika i oglądać miasto przez szarą od brudu szybę. Zwłaszcza wieczorami. Kiedy zapadał już zmrok, a ulice tonęły w żółtym świetle lamp, miasto nie wydawało się takie szare, smutne, nijakie. Wręcz przeciwnie- było w nim coś metropolitalnego. Reklamy, banery, neony. Przy odrobinie wyobraźni nawet ludzie stawali się piękniejsi. Był w niej pociąg do wielkomiejskości. Być może dlatego, że nigdy jej nie doświadczyła. Tułała się tu i tam, ale nigdy nie trafiła do miejsca, w którym czułaby się przytłoczona ogromem tego wszystkiego. Nigdy nie stała sama w centrum wielkiego świata, bezradnie rozkładając ręce i otwierając usta w wyrazie zagubienia. Nigdy nie czuła się samotna. Pewnie dlatego lgnęła do każdego błysku wielkomiejskiego splendoru. Wieczorami, leżąc w łóżku, nasłuchiwała warkotu silników przejeżdżających samochodów, pisku zdartych hamulców autobusów zatrzymujących się na przystanku i tonęła w łunie ulicznego światła wpadającego do pokoju przez okno. Potrafiła wyobrazić sobie, że żyje w mieście, które nigdy nie zasypia, w mieście, w którym życie tętni przez całą dobę, a wszyscy mieszkańcy jeżdżą czarnymi BMW. Czasami jednak wydawało jej się, że mieszka- być może- w dzielnicy czerwonych świateł. I to nie byłoby już takie piękne, więc tę myśl odsuwała od siebie, chichocząc przy tym nerwowo. Teraz, w ten słotny, jesienny dzień, przemierzała główną ulicę miasta, kąpiąc się w strużkach padającego deszczu. Nie miała kurtki, nie miała płaszcza ani nawet parasola. Szła nucąc, stawiając kroki w rytmie muzyki. „Cause I’m stuck in this life until I die.” Co jakiś czas stawiała- nieuważnie!- nogę w jakąś kałużę. Niby to przypadkiem, ale tak naprawdę z pełną świadomością. Z pełną świadomością, którą jednak odsuwała od siebie, bo przecież chodzenie po kałużach jest takie niepoważne i infantylne. Odgradzanie się od rzeczy wstydliwych i nieprzyjemnych było w jej naturze głęboko zakorzenione. Dlatego też szła najbardziej ruchliwą ulicą miasta, słuchała muzyki, która powodowała u niej dreszcze, i nie zastanawiała się. Nie miała w zwyczaju rozpamiętywać, wracać do wydarzeń, uczuć, emocji, należących już- w jej przekonaniu- do przeszłości. Zresztą w odniesieniu do minionych nieprzyjemności nie używała nigdy czasu przeszłego. Nie mówiła „czułam, myślałam”. Właściwie nigdy o nich nie wspominała od momentu, w którym zaczęły należeć do tego, co już minęło. Skoro się o czymś nie mówi, zapewne tak naprawdę wcale nie miało to miejsca. Na tym właśnie polega doskonałość ludzkiego umysłu- potrafi wyrzucić z pamięci to, o czym chce się zapomnieć. I dlatego też, codziennie po przebudzeniu, nie poświęcała ani krótkiej chwili na rozmyślania. Nie roztrząsała tego, co mogła mieć, a z czego świadomie zrezygnowała. Nie żałowała swojej decyzji. Ani też- po kilku już minutach od pobudki- nawet przez sekundę nie myślała z satysfakcją, że „oho, dzisiaj już nie zaprząta mojej głowy”. Nie, nigdy. Wcale. Zamiast poświęcać czas na jałowe rozmyślania- wspominała. Wspominała ostatnie wakacje- najdziwniejsze, ale i najpiękniejsze w jej życiu. Szkoda tylko, że zaczęła doceniać je dopiero wtedy, kiedy już minęły. Zapach deszczu zmieszał się z zapachem jej perfum. Pachniała kokosem. Tak też pachniały jej wakacje. Częściowo. Bo te wakacje miały…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%