Fantastyka · 46 min czytania
Na granicy
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 5
NA GRANICY
Karol Klimczak
Byłem na stacji Alpha. Tak, byłem na stacji Alpha. Dzisiaj brzmi to tak zwyczajnie, a wtedy zdawało mi się, że osiągnąłem coś absolutnie niesamowitego. Po całym życiu spędzonym na palonym słońcem i smaganym gorącymi wiatrami globie Sahary w systemie Delta Pavonis, znalazłem się w spokoju i chłodzie kosmosu. Z okien stacji mogłem zobaczyć bezkresną czarną pustkę, która miała się stać moim nowym domem - domem, o którym od tak dawna marzyłem. Moje życie wkraczało na nowe drogi, jeszcze nieznane, ale byłem pewny, że nic nie powstrzyma mnie przed zrealizowaniem moich marzeń.
Możecie dziwić się, że przybycie na tą maleńką stację było dla mnie tak wielkim szczęściem. Pamiętajcie jednak, że nigdy nie żyliście na tej planecie. Nie wiecie co to upał tak straszny, że bez stroju ochronnego człowiek dostałby udaru w najwyżej pół standardowej godziny. Nigdy pewnie nie przeżyliście też burzy piaskowej, a nawet jeśli, to nie takiej, przed którą trzeba się schować w betonowym schronie. Jeśli nawet doświadczyliście życia na pustyni, to na pewno nigdy nie dzieliliście planety z bestiami porównywalnymi do tych, które gnieździły się w piaskach Sahary. Jeśli zatem nigdy nie żyliście tam, skąd pochodzę, nie oceniajcie mojej ucieczki z ojczystej planety. Zrobiłem to mimo, że zostałem wychowany na człowieka pustyni, przekonanego o wyższości swego zahartowanego ludu nad innymi, które nigdy nie wytrzymałyby warunków jakie my znosiliśmy na co dzień. Żyliśmy, zarabialiśmy na byt zbieraniem przyprawy, produkowanej przez tutejszą faunę, walczyliśmy z pustynią, zakładaliśmy rodziny - to były nie byle jakie osiągnięcia na tym piekielnym globie. Mnie jednak zawsze pociągał kosmos, niezmierzona przestrzeń kryjąca tajemnicze światy, także takie, na których woda wypełniała ogromne morza, płynęła rzekami, pieniła się w wodospadach i nigdzie nie było ani jednej diuny.
Na stację Alpha przyleciałem promem z kosmodromu północnego (na Saharze miasta mieściły się tylko na dwóch biegunach, północnym i południowym). Lot opłaciłem dwoma latami pracy na kosmodromie: czyściłem poszycia, kabiny, wydobywałem piasek z maszynerii, przy okazji zdobywając podstawy wiedzy o statkach kosmicznych i słuchając bajd o podróżach międzygwiezdnych. Prom był jedynym sposobem by wydostać się z planety, gdyż żaden statek towarowy nie mógł schodzić w atmosferę i wszystkie zawijały do stacji Alpha. Wszyscy i wszystko co miało opuścić planetę, tak jak i wszystko co miało dotrzeć na planetę, musiało zatem przejść przez stację. Stacja miała kształt dysku ustawionego dużym przekrojem do słońca. Jak już mówiłem, nie było tu dużo miejsca dla ludzi, zwłaszcza, że ogromną większość pojemności stacji zajmowały magazyny, w których przechowywano przyprawę, czekającą na transport do okolicznych systemów.
Myślałem, że znalezienie się na stacji wystarczy, żeby szybko opuścić Delta Pavonis, lecz nie mogłem się bardziej mylić. Problem polegał na tym, że nie miałem wystarczająco dużo pieniędzy na lot do jakiegoś większego systemu, a wszystkie statki zawijające do stacji miały pełną załogę. Wegetowałem więc przez kolejne długie dni w hoteliku - jeśli tak można określić kilka dziur w ścianie mesy, przewidzianych na miejsca noclegowe dla gości - czekając aż przyleci statek, który będzie potrzebował nowego załoganta. Dopiero po dwunastu dniach do stacji przycumował statek kapitana Jamesona. O jego przybyciu dowiedziałem się od kierownika stacji, który powiedział mi też, że Kapitan ma niekompletną załogę. Czym prędzej udałem się do śluzy numer 3, do której przycumowany był statek i wcisnąłem dzwonek interkomu.
- Tak? - odezwał się głos z głośnika. - Ja do Kapitana Jamesona, podobno potrzebuje załoganta. - A, bardzo dobrze, właź do środka.
Część 22 / 5
Śluza rozsunęła się z sykiem otwierając wejście do rękawa prowadzącego do statku. Szybko przeszedłem przez następną śluzę i już byłem na pokładzie. Stałem w kabinie dużej tylko na tyle, żeby zmieścić trzy fotele. W fotelu po prawej siedział człowiek dość potężnej postury, o włosach najbardziej rudych jakie kiedykolwiek widziałem i szerokim uśmiechu.
- Jestem Tomasz, mechanik - przedstawił się, wstając z fotela i wyciągając do mnie rękę. - Rami - odpowiedziałem, ściskając jego dłoń - szukam pracy na statku. - Tak. Nie wiesz nawet jak się cieszę. Od miesiąca, czyli odkąd nasz poprzedni załogant zrezygnował, sam muszę wykonywać wszystkie prace na statku. Mam już tego dosyć, a na domiar złego Kapitan nie cierpi nieporządku i brudu w kokpicie. Tylko, że ja jestem mechanikiem, a nie sprzątaczką! Jakie masz referencje? - Przez dwa lata pracowałem na kosmodromie na Saharze przy obsłudze promów towarowych - odparłem. - Aha, nowicjusz... - powiedział Tomasz patrząc na mnie uważnie - Będziesz musiał sporo się nauczyć, ale powinieneś się przydać. Poczekamy na Kapitana, to on musi podjąć decyzję, ale mam nadzieję, że się zgodzi. Naprawdę nigdy nie latałeś? - Nie. - I teraz chcesz opuścić swój świat. Nie żebym się dziwił. Za żadne skarby nie chciałbym mieszkać w tej wielkiej piaskownicy - w tym momencie rozmowę przerwało wejście Kapitana. Był to mężczyzna w średnim wieku, wysoki ale bardzo chudy, z wygoloną na łyso głową oraz kontrastującymi z łysiną, bujnymi wąsami. Gdy przeszedł przez śluzę, jego wzrok natrafił na moje buty. Zatrzymał się w pół kroku i podniósł głowę wyrywając się z zamyślenia. - Ty jesteś pewnie tym zdesperowanym Sahariańczykiem, o którym mówił mi kierownik. - powiedział patrząc mi w oczy - Masz życiorys i referencje? - Tak, proszę - powiedziałem podając mu czytnik z dokumentami. - Aha, Rami. Tak. Nigdy nie latałeś co? No ale to nie jest specjalny problem, skoro już zajmowałeś się statkami. Powiedz mi, jesteś gotów zamienić bezkresne pustynie, wiatr, który czujesz na twarzy, swoją ojczyznę na te kilka metrów kwadratowych? - Kapitanie, zawsze chciałem zostać kosmicznym handlowcem. Pracowałem ciężko, żeby uzyskać tę możliwość. Teraz już nie zrezygnuję. - Hmm. - powiedział Kapitan targając swoje wąsy - Nie wiem czy wiesz, że życie w kosmosie nie jest ani przyjemne ani bezpieczne. Zaczynałem jako wolny strzelec, przemycając ładunki do Niezależnych Systemów wbrew sankcjom Federacji. Wtedy tacy jak ja byli niezbędni, na wagę złota dla Niezależnych Systemów. Teraz jest już inaczej. Jest nas wielu, parających się różnym rzemiosłem... - przerwał, podszedł do konsoli i przełączył ekran na obraz z kamery serwisowej unoszącej się nad statkiem - Popatrz na ekran. Widzisz czarną smugę na lewej burcie? Cztery tygodnie temu trafiłem na bandę oprychów z Sohoa, chcieli odebrać mi ładunek. Pojedź teraz w stronę dziobu... trochę dalej... o tutaj, widzisz tę łatę, to przez nią twój poprzednik zrezygnował. Odłamek pocisku przeszył kadłub i kabinę, trafiając w podłogę tuż obok jego fotela. Przeleciał mu tuż nad uchem, ot tak - powiedział strzelając ręką tuż koło mojego ucha, tak że aż odskoczyłem, poczym zapadła głucha cisza, którą czułem się zmuszony przerwać. - Jestem naprawdę zdecydowany - stwierdziłem najpewniej jak tylko umiałem. - A jeśli ci powiem, że zapłacę ci dopiero po drugim kursie, jeśli się sprawdzisz? - I tak zostanę. - Dobrze, witaj na pokładzie - powiedział uśmiechając się i podając mi rękę - Muszę teraz załatwić jeszcze parę pilnych spraw. Tomasz zaznajomi cię ze statkiem i pokaże co masz robić.
Kapitan wyszedł a ja zostałem znów sam z Tomaszem, choć teraz byliśmy już członkami tej samej załogi. Tomasz wyraźnie ucieszył się, że zostałem przyjęty.
- Rozgość się - powiedział, a raczej zakomenderował z uśmiechem - Tam w ścianie jest twoja szafka i jaskółka, o tam, tak. Wrzuć swoje rzeczy i choć obejrzeć statek. Aha, koi tutaj nie ma, śpimy w fotelach dla oszczędności miejsca. Na szczęście ciało z czasem idealnie dostosowuje się do kształtu fotela.
Grzecznie włożyłem swoją torbę do schowka, a następnie podszedłem do głównej konsoli.
- Środkowy fotel jest dla Kapitana. Mój jest ten po prawej a twój po lewej. Siadaj - powiedział Tomasz sadowiąc się w swoim fotelu - Wygodny, prawda? Każdy z nas ma swoją konsolę. Później pokażę ci jak obsługiwać twoją. Na razie spójrz na główny ekran, pokażę ci jak wygląda statek - Na ekranie pojawił się trójwymiarowy obraz statku obracający się wokół dwóch osi - Nie wygląda może zbyt reprezentacyjnie, ale bądź pewien, że ta maszynka nieraz cię jeszcze zadziwi. - Następnie Tomasz przeszedł na żargon mechaników, z którego rozumiałem nie więcej niż połowę, i opowiadał mi o parametrach technicznych statku. Z tego co mówił, mogłem się jednak zorientować, że jak na handlowca, Kapitan Jameson dysponował nad wyraz szybkim, zwrotnym i dobrze wyposażonym statkiem.
***
Część 33 / 5
Stację Alpha opuściliśmy następnego dnia z ładownią pełną sahariańskiej przyprawy. Nie zdziwiło mnie to ani trochę, wszyscy wywozili stąd to świństwo, które potem przerabiano w odległych systemach na ekskluzywną używkę. Interes był świetny, zarówno dla handlowców jak i dla Sahariańczyków, którzy utrzymywali się praktycznie wyłącznie ze zbierania przyprawy. Kapitan miał konkretne zamówienie na ładunek, złożone przez pewnego kupca z systemu Achenar. Pierwszy raz usłyszałem wówczas o tym systemie, odległym o prawie dwadzieścia lat świetlnych od Delta Pavonis. Szybko odkryłem, że swoją niewiedzę zawdzięczałem cichej cenzurze Federacji. Władze nie chciały, żeby obywatele słyszeli o tych Niezależnych Systemach, którym się dobrze powodziło.
Lot wydał mi się znacznie mniej emocjonujący niż to sobie wyobrażałem. Nie usłyszałem ryku silników, gdy startowaliśmy ze stacji; nawet nie poczułem przeciążenia. Gdy statek oddalił się wystarczająco od stacji Alpha, Kapitan ustawił koordynaty podprzestrzenne i wcisnął guzik uruchamiający napęd. Zobaczyłem tylko, że ekran wypełnił się na chwilę szumem, by za moment znów rozbłysnąć ukazując inne gwiazdy. Tomasz zauważył moją minę:
- Zawiedziony? - zapytał - Nie przejmuj się, wszystko co robimy tylko pozornie jest bezpieczne. Przed chwilą miałeś około pięciu promili szansy, że nigdy już nie wylecisz z podprzestrzeni, a około pięciu procent, że wylądujesz gdzieś na pustkowiu między systemami. Zapamiętaj sobie - powiedział z naciskiem, machając palcem wskazującym - pierwsza zasada podróży międzygwiezdnej głosi, że absolutnie zawsze trzeba mieć wystarczająco dużo paliwa na jeszcze jeden skok podprzestrzenny. Chyba, że wolisz dokonać swego żywota powoli konając w przestrzeni.
Słysząc to Kapitan tylko skinął głową i zaczął skubać sobie wąsy, najwyraźniej litując się nad moim żółtodzióbstwem. Nie miałem jednak czasu rozczulać się nad sobą, bo ciszę przerwał ryk syreny alarmowej.
- A żeby to szlag trafił! - zaklął Kapitan, prawie urywając sobie wąsy - wiedziałem, że nie trzeba było wyrzucać spalonego paliwa za burtę po wyjściu z podprzestrzeni, to ich zawsze przyciąga.
Pochylił się do przodu analizując dane wyświetlone przez komputer, po czym odchylił się do tyłu i zaczął patrzeć na ekran. Powiodłem wzrokiem do miejsca, w które patrzył, ale nic nie mogłem zobaczyć. Dopiero po chwili zorientowałem się, że na środku ekranu gwiazdy znikają za krawędzią jakiegoś czarnego obiektu. Tomasz, któremu Kapitan rozkazał przejść do konsoli bojowej, wstał i przegonił mnie z fotela, więc przesiadłem się na fotel mechanika. Komputer namierzył cel, Kapitan wyłączył silniki (jak później się dowiedziałem, zwiększało to zwrotność statku, co było niezwykle istotne gdy posiadało się tylko jeden turbolaser zamontowany sztywno na dziobie), a Tomasz uzbroił pociski, o których istnieniu dopiero teraz się dowiedziałem, poczym znów wrócił do stanu oczekiwania. Cichuteńko sunęliśmy przez przestrzeń aż cel zbliżył się na odległość dwudziestu kilometrów, a na ekranie widniała już wyraźna, powiększona sylwetka statku. Wówczas Kapitan obcej jednostki wywołał nas przez komunikator, przedstawiając się jako milicja achenarska. Napięcie opadło, nie przewoziliśmy kontrabandy, ani niepożądanych gości. Jednak milicja okazała się być nad wyraz nadgorliwa i trzymając nas na muszce, przeskanowała dokładnie nasz statek, co wyraźnie nie odpowiadało Kapitanowi Jamesonowi.
- Cholerny pomiot przewrotu - mruknął - jeszcze parę miesięcy temu można było spokojnie wwieść tu co się żywnie człowiekowi podobało, a teraz kontrolują każdy przylatujący statek. - widząc moje pytające spojrzenie, zaczął wyjaśniać - Sam zobaczysz gdy wylądujemy na Merkurym. Generał Mersteier wywalczył sobie tu władzę i odłączył się od Federacji. Teraz Achenar to najsilniejszy z Niezależnych Systemów, z silnym, bogatym rządem i całkiem sporą flotą. Ale jak widzisz, cały czas panuje tutaj ustrój raczej rewolucyjny - i wskazując na czarny statek, widniejący na ekranie dodał - Ten patałach do niedawna był zwykłym handlowcem, a teraz wydaje mu się, że jest elitarnym stróżem nowego porządku, tylko dlatego że się przemalował na czarno.
Część 44 / 5
Kapitan ciężko westchnął i wrócił do analizowania danych z komputera. Gdy po paru minutach skończyła się kontrola, pozwolono nam odlecieć w kierunku planet systemu.
Autopilot zawiesił nas w oczekiwaniu na pozwolenie lądowania, pozwalając nam docenić wynik wysiłków budowniczych stacji. Cały ekran wypełniał błękitny glob Olimpu z połyskującą perłą w samym środku, ku której autopilot kierował nasz statek. W porównaniu ze stacją Alpha stacja Merkury była wręcz monumentalna: gigantyczny pierścień obracał się powoli wokół swego centrum - ogromnej kuli, tkwiącej u zbiegu szprych wielkiego koła. W tej właśnie kuli znajdowały się hangary dla statków. Stacja była ważnym węzłem transportowym dla okolicznych systemów, więc ilość przepływających przez nią towarów oraz zawijających tu statków była wprost oszałamiająca.
Gdy wylądowaliśmy, udałem się wraz z Kapitanem do baru, gdzie mieliśmy się spotkać z naszym zleceniodawcą, Alem Burkinsem. Po krótkich poszukiwaniach, znaleźliśmy małego szarego człowieczka zaszytego w ciemnym kącie zadymionej sali baru, którą rozświetlały kiczowate neony powieszone na żelaznych ścianach. Kapitan usadowił się na przeciwko Burkinsa, a mnie wskazał taboret obok.
- Witaj Al. - zaczął Kapitan - Przywiozłem transport przyprawy, który zamówiłeś. Zapłatę przyjmuję jak zwykle przy wydaniu towaru. - Tak Jameson, tutaj są twoje kredyty - odparł cicho szary człowiek podając Kapitanowi kartę płatniczą - Kim jest ten nowy? - To mój nowy załogant z Delta Pavonis - odpowiedział Kapitan odbierając kartę z kredytami i oddając Burkinsowi kwit magazynowy - żółtodziób, ale dobrze się uczy. - Sahariańczyk... krewkie plemię, choć trochę dziwne... - skomentował krótko Al, po czym zmienił temat - Sytuacja tutaj trochę się zmieniła od czasu, gdy ostatni raz się widzieliśmy. Słyszałeś nowiny? - Nie, jeszcze nie miałem czasu. - Mówią, że Mersteier kombinuje z rządami sąsiednich systemów, żeby stworzyć nową federację. Zjeżdżają się tu grube ryby z całej okolicy, by ustalić warunki - powiedział Burkins scenicznym szeptem - Kiedy Federacja się o tym dowie, będzie gorąco. - I ten despota stanie się szefem nowej federacji? - zdziwił się Kapitan - Nie sądzę, żeby poszło mu to łatwo. Chyba mało kto za nim przepada... Trudno się domyśleć czego tak właściwie chcą te Niezależne Systemy. - Ja tam nie wiem, czego oni chcą, grunt, że będzie gorąco. - skończył sprawę Al - Wiesz co przywieźć następnym kursem? - Chyba się domyślam - mruknął pod nosem Kapitan i wziął od Burkinsa świstek z listą zamówień. - Ale ostrzegam cię, że mogę obiecać jedynie, że dowiozę to przed końcem miesiąca Mam jeszcze parę innych spraw do załatwienia... - Ależ Jameson, przecież jestem twoim najlepszym kontrahentem, jestem ci prawie jak brat. - Oczywiście Al, ale nic nie poradzę na to że mam jeszcze jedno, maleńkie zlecenie. - No dobrze, a zatem do końca miesiąca - zakończył Al, wyraźnie niezadowolony z opóźnienia dostawy - Mam nadzieję, że jeszcze wtedy na coś się to przyda.
Pożegnawszy się z Alem, Kapitan i ja podeszliśmy do baru, gdzie klasycznie gruby barman obsługiwał gości z najdziwniejszych zakątków świata. Toczyli oni rozmowy o sprawach mniej lub bardziej abstrakcyjnych dla mnie, co pogłębiało moje poczucie małości i niedoświadczenia. Kapitan natomiast, nie wydawał się być w jakikolwiek sposób zagubiony w tej sytuacji i gdy grubas w końcu podszedł do niego, zamówił dwa drinki, a następnie zagaił rozmowę:
- Co tam nowego w interesie Bill? - zapytał barmana, po czym dodał półgłosem - Słyszę, że szykują się tu poważne zmiany. - Tak, tak - odparł barman - żebyś ty wiedział, co to tutaj się dzieje! Zleciały się wszystkie ryby, grube i płotki znaczy się. Wszyscy chcą zyskać na nowej fali. Dawno mi się tak dobrze nie powodziło. A, no i znowu ktoś widział ufoludki w jednym ze skrajnych systemów - dodał jeszcze i przesunął się dalej by obsłużyć innych klientów.
Kapitan najwyraźniej stwierdził, że wystarczy mi już wrażeń jak na jeden dzień, a poza tym nie miałem pieniędzy, żeby zabawić się na stacji, więc odesłał mnie na statek do zrobienia porządku, wymycia kokpitu i pomocy Tomaszowi w sprawach technicznych. Sam zniknął gdzieś, załatwiając sobie tylko znane sprawy. Nie podobało mi się ani trochę, że tak szybko się mnie pozbył i jeszcze wysłał mnie na statek, zamiast pozwolić mi spędzić trochę czasu na zwiedzaniu pierwszej zagwiezdnej stacji, na jakiej się znalazłem. Szedłem zatem do statku powoli, nieco klucząc i często zbaczając z drogi. Stacja aż roiła się od najdziwniejszych ludzi: pilotów, kupców, wojskowych. Korytarze wypełniały stragany z różnorodnymi towarami, co i rusz mijałem też drzwi do rozlicznych warsztatów i salonów usługowych. Przyznaję, że zainteresowały mnie zwłaszcza te ostatnie, gdy odkryłem jakie usługi oferują prawie nagie kobiety i mężczyźni przeciągający się na wystawach. Nie mogłem się w zasadzie dziwić ich obecności w miejscu, gdzie zawijały statki pełne ludzi wyposzczonych po długich rejsach. Jednak był to widok dla mnie całkowicie nowy i dość szokujący, zważywszy, że na Saharze prostytucja była zakazana przez prawo religijne pod karą chłosty. Ostatecznie dotarłem do hangaru, przekroczyłem wrota doku i spojrzałem na nasz statek stojący na cienkich nogach w świetle reflektorów Z mieszczącego się na prawej burcie otworu serwisowego sterczały nogi Tomasza, który przyśpiewywał sobie, grzebiąc w maszynie. Miałem wreszcie możliwość przyjrzenia się statkowi w naturze. Nie wiedziałem zbyt wiele, jeśli idzie o technikę budowania okrętów, ale ten wydawał mi się zarazem elegancki i silny. Kadłub miał kształt pojedynczego skrzydła, co oznaczało dużą siłę nośną, która umożliwiała lądowanie na planetach z tlenową atmosferą - rzadki zbytek na statkach handlowych. Z drugiej strony, nie był to duży statek, nawet dość mały w porównaniu do innych handlowców jakie widziałem, a zwłaszcza masowców, przylatujących po przyprawę do stacji Alpha. Wszystko to podpowiadało mi, że Kapitan nie ogranicza się do zarabiania na zwykłym handlu towarami.
Część 55 / 5
- Ładny, prawda - usłyszałem głos Tomasza, który wychynął ze swej dziury - Zabiera tylko trzydzieści ton ładunku, ale za to ma zasięg ponad dwudziestu lat świetlnych, aerodynamiczny kształt, przyspieszenie maksymalne dwudziestu dwóch g. Przy takim statku to aż przyjemnie pracować. - Tak, masz rację - odpowiedziałem - Ale to raczej nie jest statek o przeznaczeniu handlowym, prawda? - No, w sumie nie. Spostrzegawczy jesteś. - stwierdził przyglądając mi się uważnie i zaraz zmienił temat - Kapitan jest jednym z pierwszych wolnych strzelców, którzy przemycali towary do Niezależnych Systemów, gdy Federacja wprowadziła sankcje. Jestem z nim dopiero od roku i nie wiem jak dorobił się tego statku a on nigdy nie chciał mi o tym opowiedzieć. W ogóle niechętnie opowiada o swoich przeżyciach.
Naszą rozmowę przerwało wjechanie do doku kilku wózków z dodatkowym sprzętem do zamontowania. Podczas gdy Tomasz zapoznawał się z listą sprzętu i poświadczał odbiór, ja ze zgrozą zorientowałem się, że podłużne kontenery zawierały cztery pociski rakietowe a jeden większy, małe działo laserowe. Teraz byłem już pewny, że Kapitan o czymś mi nie powiedział.
- Tomasz, co to jest?! - zapytałem, nie kryjąc wzburzenia. - Jak to co? Cztery rakiety typu NV1000 i zdalnie sterowane, ruchome, jedno- megawatowe działko laserowe - dopowiedział Tomasz, udając, że nie widzi problemu - Jak przyjdzie Kapitan, to wszystko ci wytłumaczy.
Kapitan przyszedł dopiero po paru godzinach, gdy skończyliśmy już pracę przy statku, a ja dobrze przećwiczyłem pod okiem Tomasza obsługę nowego działka. O szczegółach czekającego nas zadania poinformował mnie jednak dopiero, gdy nasz statek powoli wysuwał się z rozwartych wrót stacji Merkury. Nie powiedział mi jednak wprost o co chodzi, ale zaczął od dość dziwnego pytania:
- Rami, powiedz mi, życie na Saharze było bardzo ciężkie, prawda? - No..., tak, Panie Kapitanie - odpowiedziałem nieco zdziwiony tym niespodziewanym pytaniem. - Słyszałem, że macie tam taki dziwny system społeczny... Związany z trudami życia na pustyni... - Tak, Panie Kapitanie. Ludzie muszą być twardzi, żeby przeżyć. Tak więc są wychowywani od małego - powiedziałem, czując, że jak zaraz nie przejdzie do sedna sprawy, to nie wytrzymam. - No właśnie - ciągnął Kapitan - Widzisz, życie w przestrzeni też wiąże się z wieloma trudnościami i niebezpieczeństwami, o których jeszcze nie wiesz. Czy jesteś gotów im stawić czoła? - Oczywiście, Panie Kapitanie - odpowiedziałem, kontrolując się resztkami sił - jestem gotów na każde poświęcenie, jak mówiłem Panu jeszcze na stacji Alpha. - No tak, pamiętam. - odparł Kapitan, po czym zapytał zmieniając temat - Powiedz mi, czy wiesz co to jest ta migocząca chmura przed nami? - Tak, Panie Kapitanie, to chmura podprzestrzenna. Zostawiają ją statki wskakujące w podprzestrzeń - odparłem, czując ulgę, że w końcu skończył tę głupią gadkę. Ciągle jednak czekałem na konkretne informacje. - Doskonale. - skwitował moją odpowiedź Kapitan - Z pewnością zdążyłeś się już zorientować, że nie zajmuję się tylko handlem. Tak się składa, że w tej chwili mam zlecenie zlikwidowania człowieka, lecącego statkiem, który zostawił tę chmurę. Co ty na to? - No... - zacząłem, z jednej strony ciesząc się, że dowiedziałem się o co chodzi, a z drugiej, nie wiedząc jak zareagować - Jak mówiłem życie na Saharze jest bardzo ciężkie i ... - Wspaniale, widzę, że rozumiesz sytuację. Ten facet należy do opozycji w Facece. Chcą przyłączyć swój System do reżimu Mersteiera. Sama jego obecność tutaj świadczy, że jest zdrajcą. Spełnimy więc wolę rządu Facece i usuniemy go z polityki. Naprawdę chciałbym nie musieć się tym zajmować, ale jest to bardzo dobrze płatne zajęcie.
Nie spodziewałem się, że moja kariera w kosmosie zacznie się od zostania płatnym mordercą. Jednak z drugiej strony nie był to pierwszy raz kiedy spotykałem się ze śmiercią i wiedziałem, że jest wiele gorszych rzeczy niż pozbycie się jednego niewygodnego człowieka, który jeszcze do tego był zwolennikiem autorytaryzmu Mersteiera. Czy sankcje Federacji wobec Niezależnych Systemów można było nazwać godnymi? Tak, przynajmniej z punktu widzenia Federacji. Czy kogoś obchodziło, że w ich wyniku zginęły…