Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Filozofia · 10 min czytania

Na końcu drogi

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Była pewna, że zdobyła wszystko, co można tylko zdobyć będąc tym, kim była. Energiczna, trochę ponad dwudziestolatka (bo tak lepiej brzmi niż dwudziestosiedmiolatka), która, zdawać by się mogło, miała gotową odpowiednio dowcipną ripostę na wszystko i zawsze. Kobieta sukcesu. Pełnego. Tak ją widzieli, taka też była. Piękna, zdrowa, inteligenta. Pożądana. Miała pracę, o jakiej tysiące kobiet marzyło – była aktorką. W dodatku nadal rozchwytywaną, pomimo osiągnięcia szczytu kariery, pełną pasji i propozycji coraz to nowych scenariuszy. Miała licznych adoratorów, rzeszę fanów, kochanków jakich tylko chciała, bo każdy był na jej skinienie. Pieniądze, sława i uroda. Dysponowała tymi trzema atrybutami z onieśmielającą pewnością siebie. Przebierała w ofertach będąc wybredną niczym w sklepie przy zakupie paska do spodni, przez co jej zgodę na zagranie w filmie traktowano jako łaskę bądź cud. Była królową, którą wszyscy kochali i podziwiali. Dla kilkunastoletnich dziewczyn była idolem, wzorem do naśladowania. Chłopcy tapetowali sobie jej zdjęciami pokoje. Gazety wysyłały swoich najlepszych fotografów i łowców sensacji, by z wywieszonymi językami uganiali się za nią niczym stado najwierniejszych psów. Byli jej wierni. I w dzień i w nocy. Czatowali za rogiem, gdy starała się udawać normalnego, anonimowego dla tłumu człowieka i wychodziła do kiosku po gazetę lub do kawiarni. Nie przeszkadzała jej ta popularność. Nie męczyła jej. Nad wyraz dobrze czuła się wśród fanów, błysków fleszy i zadających tysiące pytań naraz i przekrzykujących się nawzajem ludzi. Żyła tym. Czytała wszystkie czasopisma, nawet największe brukowce, w których o niej wspominano choćby słówkiem, oglądała programy w telewizji, słuchała radia i chodziła na swoje własne filmy, nawet już po ich premierze. Zdawała się nie mieć życia prywatnego, wszystko było do wglądu opinii publicznej. Nie krępowało jej to, nie chciała żyć inaczej. Była w pełni zadowolona z tego, co miała. Właśnie z takiego życia. Chciała błyszczeć na nieboskłonie niezliczonych gwiazd Hollywoodu. Pragnęła jednocześnie zostać zapamiętaną. Nie chciała sławy pięciominutowej. Chciała błyszczeć długo, bardzo długo. Zapisać się w historii kina jako znakomita aktorka, którą wspominano by nawet po jej śmierci. Samotność jej nie doskwierała. Wręcz przebierała w mężczyznach, z nikim na stałe się nie wiążąc. Chociaż nie jeden i nie dwóch wyznawało jej miłość. Nawet jeśli robili to w najbardziej płomienny i poruszający sposób, pozostała nieugięta w swoim postanowieniu nie kochania niczego i nikogo na tyle mocno, by utrata tego czegoś lub kogoś mogła ją zaboleć. Już raz popełniła ten błąd. I to wystarczy. Już nigdy nie dopuści do sytuacji, gdy czyjeś odejście sprowadzi ją na skraj choroby psychicznej. Ledwo się z tego wyrwała. Cudem przeżyła. Postanowiła z pełną stanowczością i świadomością konsekwencji: nigdy więcej. Nazywała się Sophia Littleborrow.

Stuart był jej starym znajomym jeszcze z liceum. Jeden z niewielu, z którymi postanowiła jednak utrzymać kontakt. Czy raczej to on postanowił. Był typem mężczyzny, który wpierw jest pod wrażeniem inteligencji kobiety, a dopiero później rzuca okiem na jej kobiece atrybuty. Był doskonałym słuchaczem i przyjacielem. Nie tylko dla Sophi. Zwykle w piątki jedli razem lunch w ‘La Festa’ – dość eleganckiej, ale nie na tyle popularnej restauracji, by nie mogli spokojnie porozmawiać o tym i owym. Tak zwana wymiana poglądów, miła konwersacja i ewentualnie ploteczki z wielkiego świata. Tym razem jednak Stuart zadzwonił do niej w czwartek wieczorem i zapytał, czy mogliby się spotkać u niego. Raz tak nietypowo, bo chciał jej kogoś przedstawić. Oczywiście, zgodziła się. Jaki miała powód by tego nie zrobić? Gdyby tylko wiedziała…

W piątek, 8 lipca o umówionej godzinie podjechała swoim błyszczącym w upalnym słońcu lipcowego dnia porshe pod drzwi domu Stuarta. Mieszkał na przedmieściach, w małym, skromnym domku. Nic nadzwyczajnego, ale ładnego. Wysiadła z samochodu i rzucając zamyślone spojrzenie w stronę drogie, którą właśnie przyjechała, zamknęła drzwiczki. Poprawiając ciemne okulary podeszłą do drzwi. Stuart powitał ją jak zawsze radosnym uśmiechem i ciepłym uściskiem. Był taki serdeczny i spontaniczny, jak niewielu, których znała. Zaprosił ją do środka przy wtórze przeprosin za nieoczekiwaną zmianę miejsca spotkania. Zamienili parę zwyczajowych, nie wartych odnotowania uwag, rozsiedli się w przytulnie urządzonym salonie i raczyli się wcześniej przygotowanymi drinkami. Rozmowa miała ton normalnej konwersacji, jednak w powietrzu wisiało jakby ostrzeżenie o zbierających się na horyzoncie czarnych chmurach. Napięcie urosło do postaci naelektryzowanych cząstek wirujących wkoło palców Sophi, gdy powoli i miarowo stukała wypielęgnowanym paznokciami o kieliszek. Czy…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%