Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przyjaźń · 21 min czytania

Na koniec świata cz.I

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

KIM JESTEŚ?

- Cholera! Ile razy jeszcze?! – krzyczałam głośno - Jeżeli przyszłaś się utopić w tym stawie- nagle wyrwał mnie z zamyślenia obcy głos – To ci na to nie pozwolę- dokończył po chwili widząc moje osłupienie- zamyślenie. - Sam chcesz mnie zabić?- spytałam i chyba go rozbawiłam, bo się zaśmiał. Tak ciepło się zaśmiał, tak serdecznie - Dlaczego miałbym cię zabić?- spytał - Czy ja wyglądam na mordercę? Dlaczego on się tak na mnie patrzy? Może jednak chce mnie zabić, a ta uprzejmość to taka zmyłka. Nie, nie wyglądasz na mordercę- pomyślałam - Ja… przepraszam – wyjąkałam szeptem i odwróciłam się na pięcie. Uciekam, jak najszybciej i jak najdalej. Żeby tylko kolejny raz nie wyjść na idiotkę. - Zaczekaj! – zawołał – Nie uciekaj, nie jestem żadnym mordercą!- zatrzymałam się, zastanawiając się czy się, aby nie przesłyszałam - Nic ci nie zrobię. Ale chętnie porozmawiam – powiedział - No… dobrze, ale… - znowu się jąkam. I dlaczego się zgodziłam? - Przepraszam, jeśli cię przestraszyłam. Usiądziesz?- spytał z uśmiechem! Boże, co za uśmiech. Oczywiście, że usiądę, ale nie przestawaj się uśmiechać. Błagam! - Tak prawdę mówiąc, to właściwie ja rozważałem utopienie się w tym stawie – powiedział po chwili przerywając milczenie - Co? – z takim uśmiechem? Oszalałeś? - pomyślałam - Romantyczna sceneria, wymarzone miejsce na tragiczną śmierć, niczym z tragedii antycznej Boże on jest piękny- tak piękny- z tego, co widzę to ciemne włosy, te oczy takie… Hipnotyzujące- tak to dobre słowo. Uśmiech- ohh tego już komentować nie będę. I jeszcze mądry. Czyżby ideał? Jeśli tak to za chwile ucieknie jak najdalej ode mnie. - Dlaczego taki ktoś jak ty chciałby się utopić? – spytałam, a on znowu się zaśmiał – No cóż życie nie jest łatwe- przyznał - Nie da się ukryć – zgodziłam się z nim – Uratowałaś mi życie – powiedział przyglądając mi się - Przez przypadek - przyznałam - Mimo to dziękuję - Nie ma, za co, polecam się na przyszłość – oby częściej. Nie żebym chciała żeby się utopił, ale to… Nie mam odpowiednich słów, nie mam odpowiednich myśli. On mi się po prostu podoba. Jest taki hmmm fascynujący- tak to jest właśnie to słowo- jest fascynujący. - Często tutaj przychodzisz? – Spytał widząc moje zamyślenie - Zawsze, kiedy coś mnie gnębi. - A co gnębi cię dzisiaj? – Czy on o to spytał? Nie, nie. Nie ma mowy, żebym mu powiedziała - To chyba o tobie zaczęliśmy rozmawiać?- skoro jest mądry to chyba zrozumiał - No tak, rzeczywiście. - W ogóle to skąd się tutaj wziąłeś? – Mówię jakbym znała tutaj wszystkich ludzi - Taka ucieczka od rzeczywistości – zastanowił się nad swoją odpowiedzią, co sprawiło, że stała się ona trochę mniej wiarygodna - Trafiłem tutaj przez przypadek. Można tu siedzieć i siedzieć, tak jakby czas się zatrzymał. – westchnął – Ale później i tak czeka nas powrót do rzeczywistości, tej gorzkiej rzeczywistości, gdzie wszystko jest na opak. Czasami niewiele mamy do powiedziana. Życie. Wygrywa silniejszy. Czasami to walka z wiatrakami. - No cóż, masz racje. Niestety – znowu musiałam się z nim zgodzić - Przejdziemy się? – świętna propozycja, pewno nie wie jak uciec ode mnie, więc przejdziemy się i nagle stwierdzi, że musi iść do domu. Nie mam zamiaru mu niczego utrudniać – Dobry pomysł – powiedziałam, chyba trochę za bardzo optymistycznie. - Szczerze mówiąc to jesteś pierwszą dziewczyną od dawna, która na mój widok nie piszczy - Słucham? – spytałam zdziwiona, za kogo on się uważa? - Zaraz zaczekaj – no tak jakbym mogła gdzieś uciec – Ty nie wiesz, kim ja jestem? - Widzę cię pierwszy raz na oczy a ty jesteś zdziwiony, że nie wiem, kim jesteś? Możesz mi to wyjaśnić? – Tak to irytujące - Żartujesz prawda? – śmiał się jakbym opowiedziała jakiś dowcip - A wyglądam jakbym żartowała? - W sumie to już powinienem się do tego przyzwyczajać, nauczyć się żyć normalnie- powiedział, już bez cienia uśmiechu, przymknął oczy. Teraz wyglądał na przygnębionego. - Kim jesteś? – spytałam, bo widocznie sam z siebie nie miał zamiaru udzielić mi tej informacji - Hmmm mówi ci coś nazwisko Robert R.? - A powinno? - Zakochałem się w tobie – oświadczył uśmiechając się tajemniczo - No dobra, może nie zawsze dziewczyny szaleją na mój widok, nie jestem jakimś Bradem Pittem czy kimś takim - Więc kim? Nic już z tego nie rozumiem – przyznałam szczerze - No cóż – zaczął – Jestem tylko skromnym piosenkarzem - Ach tak. Skromnym? - Śpiewało się tu i tam - A błyskawiczną i wielka karierę zrobiłeś 2 lata temu – nagle to przyszło mi do głowy - Skąd wiesz? Ponoć mnie nie znasz – spytał zdumiony - Tak się składa – wyznałam – Że 2 lata temu to ja byłam całkowicie poza zasięgiem, zapewne, dlatego nie mam pojęcia, kim jesteś - Poza zasięgiem? – powtórzył pytająco - To długa historia -Mam dużo czasu Zawsze trudno było mi do tego wracać i raczej nie chciałam mówić o tym, co wydarzyło się dwa lata temu. Dzisiaj żyłam dniem dzisiejszym, a nie przeszłością, nie lubię do niej wracać, zawsze sprawiało mi to zbyt wielki ból. – Wiesz, co, chętnie posłucham twojej historii – powiedziałam z nadzieją, że zrozumie i nie będzie chciał dłużej ciągnąc tematu mojej „niedyspozycji” - U mnie za bardzo nie ma, o czym mówić - Jak to nie ma, o czym mówić? Światowa trasa? – spytałam - Jedna, ale… -Płyty? – weszłam mu w słowo - Dwie- przyznał - Więc nie mów, że to nic takiego -Tak wyszło, kiedyś ciocia powiedziała mi żebym śpiewał- zaczął mówić w końcu- Jeśli to lubię, więc śpiewam. To całe moje życie. Które już się skończyło, bo na niektóre rzeczy nie mamy wpływu – spuścił wzrok – Przepraszam, ale cię nie znam – dodał po chwili - Nie wiem, kim jesteś, nie wiem czy… Nie poczuj się urażona, ale ja nie wiem czy mogę ci zaufać. - Musze przyznać, że to dziwne. Uciekam z ośrodka żeby… - Z ośrodka? – przerwał mi zaskoczony, nie za bardzo wiedziałam, o co mu chodzi. Czyżby przeoczył to, że niedaleko znajduje się nasz ośrodek, a może pomyślał o jakimś hmm ośrodku psychiatrycznym, czy coś w ten deseń. Zaśmiałam się. - Co? – spytał - Nic, nic tak sobie pomyślałam tylko. Więc uciekłam z ośrodka dla ludzi chorych psychicznie. Przegryzłam kraty w oknie zębami i uciekłam. Pewno teraz mnie szukają i zaraz przybiegnie tutaj ktoś ubrany na biało ze środkiem usypiającym – śmiech nie pozwalał mówić mi dalej, spojrzałam na niego i zaczęłam śmiać się jeszcze bardziej, chyba naprawdę pomyślał sobie, że coś ze mną nie tak, stał i wpatrywał się we mnie. Był w szoku. – Żartuję przecież – wydusiłam siebie, kiedy już się uspokoiłam na tyle, żeby móc coś powiedzieć – To ośrodek rehabilitacyjny. Znajduje się niedaleko stąd – nadal wpatrywał się we mnie dziwnie – Uwierzyłeś w tę wersję z białym fartuchem i środkiem usypiającym? – spytałam zalotnie –Yhy – śmiał się- Tylko te przegryzione kraty wydawały mi się mało prawdopodobne, ale nie często mam kontakt z ludźmi psychicznie chorymi – oświadczył – Chociaż, może nawet częściej niż mi się wydaje. - Tak, co do tego, to masz całkowitą rację. Znowu – przyznałam – Na świecie jest więcej wariatów niż nam się zdaje, na przykład takich dwóch, którzy spacerują teraz po lesie - Pojęcia nie mam, o kim mówisz – był rozbawiony moimi żartami, plus dla mnie – A co do ośrodka, to tak się składa, że od dwóch tygodni tam przebywam- powiedział - Żartujesz sobie ze mnie? - Nie, mówię prawdę - Więc jakim cudem jeszcze cię nie widziałam? - Trzymam się raczej na uboczu, chociaż dziwi mnie, że nie słyszałaś żadnych plotek, ponoć w ośrodku aż od nich huczy - No cóż – przyznałam – Też trzymam się raczej na uboczu i nie interesuje się tym, co ludzie gadają, ale widzę, że czas zacząć słuchać plotek - Może – powiedział – Dlaczego tutaj jesteś? - A ty? - Nie chcesz mówić o sobie? - No cóż, o tobie pewnie już niewiele się dowiem – powiedziałam, a on spojrzał na mnie znacząco - Rozumiem. Nie przejmuj się, gdybym była światową gwiazdą też nie zwierzała bym się obcym. Ok. Jeśli chodzi o mnie to proszę pytaj, o co chcesz, ale ostrzegam, że nie na wszystkie pytania dopowiem. - Więc powiedz mi- zaczął - Dlaczego tutaj jesteś? Że też musiał o to spytać, chociaż w sumie to oczywiste pytanie, sama chętnie bym mu je zdała – No cóż- spojrzałam przed siebie w ciągnącą się prosto leśną drogę, widać było ślady opon, raz na jakiś czas coś musiało tędy przejeżdżać. Po bokach i pomiędzy dwoma paskami dróżki swobodnie rósł sobie wrzos. Las wydawał się taki spokojny, cichy, ale też przerażał swoją wielkością, niewiadomo gdzie się kończył. Nigdy nie zaryzykowałam zejściem z wyznaczonej kiedyś przez kogoś drogi, pewno gdybym weszła w las zgubiła bym się. Nigdy nie pozwoliłam sobie na to, żeby zapuścić się tak daleko. Wiedziałam, że nie powinnam, chociaż spacer u boku pewnego przystojnego gwiazdora, którego imienia nawet nie znałam, był bardzo kuszący. Szczerze mówiąc to, to wszyscy, co mówił wydawało się bardzo przekonujące, ale ile w tym prawdy? Nie mam zielonego pojęcia. Przecież to mogło być tylko jednym wielkim kłamstwem, może chciał mnie wyprowadzić w las, może… Na samą myśl przeszedł mnie zimny dreszcz. Zatrzymałam się. – Co się dzieje? – spytał zatrzymując się kawałek ode mnie – Ja… - jak ja mam to powiedzieć? – Przepraszam, ale cię nawet nie znam, skąd mam wiedzieć ile w tym wszystkim jest prawdy – nie chciałam go urazić, jeśli to była prawda oczywiście – Nie wiem, co we mnie wstąpiło, chyba bardzo chciałam kimś pogadać, nie powinnam… - Rozumiem – uśmiechnął się widząc moje zmieszanie– Boisz się mnie? - Nie znam cię – powiedziałam, bo, co miałam powiedzieć, że tak, że się go boję, bo jest obcym facetem, a ja jak ta głupia idiotka poszłam za nim gdzieś w las, nawet nie wiedziałam gdzie jestem, nie znałam tych terenów, pojęcia nie mam gdzie mogłabym uciec w razie, czego. Jakbym w ogóle mogła uciec… Spanikowałam odrobinkę. Spojrzałam na mojego towarzysza. Najwyraźniej szukał czegoś w swoim plecaku – To pięknie – pomyślałam- Już po mnie, tylko, że zamiast uciekać stałam jak słup, wiedziałam, że nie mam szans, przecież ja nie biegam – jeszcze nie biegam i nie wiem czy kiedykolwiek dam radę. Tymczasem on chyba znalazł to, czego szukał, bo zamknął plecak i podszedł o mnie – Proszę – powiedział wręczając mi kwadratowe pudełko. Przyjrzałam się temu, oczywiście była to płyta CD, na okładce opakowania było narysowane serce z wielką szarą łatą w środku. Zatytułowana była…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%