Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

rodzina · 6 min czytania

Na krawędzi.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Skwar i upał dawał się we znaki każdemu, kto tylko wyszedł z bezpiecznego pomieszczenia z klimatyzacją. Edna wyjrzała przez okno. Ze zrezygnowaną miną poprawiła spięte w kok ciemne włosy i wprawnym ruchem ściągnęła togę. Już po chwili zbiegała schodami, prowadzącymi do budynku Sądu Rejonowego. Kobieta w pośpiechu zaczęła grzebać w przepastnej torbie, nerwowo przetrząsając jej zawartość w poszukiwaniu kluczyków. Gdy już je znalazła, jednym naciśnięciem guzika otworzyła duży, elegancki samochód, który połyskiwał w słońcu wytwornym srebrem. Oparła się o maskę pojazdu i ,ciężko dysząc, starła z czoła małe, lecz niezwykle uciążliwe kropelki potu. Wsiadła do środka i odpaliła z warkotem silnik. W końcu ruszyła. Koła auta nieśpiesznie posuwały się naprzód po spieczonym słońcem asfalcie. Edna przygryzła wargę i zniecierpliwiona postukała palcami o kierownicę. Przez następne pół godziny przyjdzie jej stać w tym cholernym korku. Och, jak ona nienawidziła miasta. Tak bardzo tęskniła za rodzinną wsią, w której się wychowywała. Pragnęła powrócić do tego nieśpiesznego rytmu dnia i przechadzek wśród polnych kwiatów. Jednak wiedziała, że to tylko złudne marzenia, że już nigdy tak nie będzie. W końcu zajechała przed okazały budynek z jeszcze bardziej okazałym parkingiem, na którym jednak próżno było szukać wolnego miejsca. Niewiele myśląc, kobieta z perfidnym wyrachowaniem zastawiła jakąś zabłoconą terenówkę. Nie mogła prze tym pozbyć się uczucia rosnącej satysfakcji. Nie, no. Była po prostu okropna. Wysiadła i z trzaskiem zamknęła drzwi. Stukot butów na niebotycznie wysokich obcasach, sprawił, że jej przybycie zwróciło uwagę wszystkich obecnych. Dumna i nieprzystępna wkroczyła do środka. Zapach szpitala za każdym razem przyprawiał ją o mdłości. Nie potrafiła znieść widoku chorych i sal operacyjnych. Ona, prokurator o stalowych nerwach. Nie zwracając najmniejszej uwagi na personel, weszła do jednoosobowej salki na końcu przeraźliwie długiego korytarza. Jaszcze jedna rzecz, której nie dała rady zaakceptować w tym przeklętym budynku. Korytarze zamienione w poczekalnie i zapełnione wciąż gapiącymi się na ludzi pacjentami. To było zwyczajnie podłe. Wkroczyła do środka i usiadła przy łóżku pogrążonego w śpiączce starszego mężczyzny. Jego ciało wydawało się niezwykle kruche i osłabione, pod oczami widniały ciemne cienie, a do każdej, nawet najmniejszej żyły została podłączona jakaś złowrogo wyglądająca rurka. Edna uraczyła krzątającą się przy pacjencie pielęgniarkę chłodnym spojrzeniem. - Zostawi mnie pani samą z ojcem?- spytała głosem nieznoszącym sprzeciwu. - Oczywiście- odparła potulnie wystraszona kobieta i pośpiesznie opuściła pokój. Edna westchnęła głęboko, by stłamsić zbierające się w jej gardle wzruszenie, które jak na złość tworzyło wielką gulę i utrudniało wydobycie z siebie choćby najprostszego słowa. - Witaj, tato- szepnęła czule i pogłaskała chudą dłoń

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%