Horror · 10 min czytania
NA NIELUDZKIEJ ZIEMI
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
23.06.1941r. Syberio ,,śnieżno-czysta” karto , na której polscy zesłańcy pisali swą historię krwią. Tak jakby chcieli zostawić na twym obcym obliczu biało -czerwony znak. Puch ,który cię spowija, chłonie ślady bytności moich rodaków. Tak, że nie pozostaje po nich nic. A dziś to ja podążam do ciebie zamknięty w tego stalowego potwora niczym sardynka w puszce. W jednym wagoniku upchnięto ponad 50 osób. Czuję, że spadam w otchłań, czeluść tak bezdenną, że można by w niej zgubić nie jeden lecz dziesiątki narodów. Wędrówkę ludów, którą rozpoczęto z rozkazu Cara, nie była w stanie wstrzymać nawet rewolucja. A wręcz przeciwnie ukaz dopiero teraz nabrał prawdziwej mocy prawnej i został wypełniany z podwójnym zapałem. Pomimo sytuacji w jakiej się znalazłem, staram się nie tracić nadziei. Ciągle słyszę, że mamy to szczęście, iż trafimy w najcieplejszy okres roku, kiedy to najłatwiej o jedzenie i przeżycie. Mówiono mi o Syberii , która nie ulega wpływom moskiewskiej mody i z należytym szacunkiem pielęgnuje tradycje prawosławne. Wierzę, że wśród chrześcijan będzie nam łatwiej o choć odrobinę współczucia i litości. Poza tym w tak ogromnym i bezludnym kraju musi się liczyć każda para rąk do pracy. Pomimo, iż znaczna część z nas jest rozchorowana, myślę że będziemy w stanie zapracować na jedzenie i szacunek miejscowej ludności. Modlę się do Boga, żeby tak było, On musi wysłuchać moich próśb. 01.07.1941r. Wczoraj, wieczorem zatrzymaliśmy się na stacji w Tungir. Powiedzieli nam, że dalej pójdziemy piechotą. Po wyjściu z wagonów, jeśli można tak nazwać to co się stało po otworzeniu drzwi, pognano nas na plac dworcowy. Widziałem jak ludzie, których przez tydzień więziono w bydlęcych wagonach, wytaczali się przez otwierane drzwi. Spadali na rozmokły bruk, prosto pod kije NKWD. Na apelu jaki urządzili nam oprawcy podzielono nas na dwie grupy: mężczyzn i kobiety z dziećmi. Oficer zanim zaczął swoje przemówienie podszedł do pierwszego szeregu drugiej grupy. Zaczął krzyczeć , ponieważ jedna z dziewczynek nie chciała puścić swojej matki i stanąć w szeregu. Wojskowy kazał siłą odciągnąć małą. Gdy próbowano ją odciągnąć zrozpaczona zesłanka zaczęła szarpać nogawki oficera i błagać by je nie rozdzielano. Nie mogłem już dostrzec jej twarzy schowanej za masywem ciał, słyszałem tylko jej potępieńczy krzyk. Kilku żołnierzy postanowiło przestać tolerować lekceważące zachowanie Polki i zaczęło ją kopać. Raz za razem, przy całkowitym milczeniu pozostałych zebranych na placu. Stojąc wśród setek, w większości sprawnych fizycznie mężczyzn, słuchałem tylko siąpania deszczu i głuchego stukotu butów wdeptujących ją w błoto. Trwało to jakieś 15 minut. Nie myślałem wtedy o niej, zastanawiałem się tylko , dlaczego nie słychać krzyku dziecka? No dlaczego?! Tak wtedy zrozumiałem i poczułem , gdzie tak naprawdę trafiłem i nie mogłem już mieć żadnych złudzeń. Pokaz siły, który najszybciej i najsprawniej wytłumaczył mi panujące tu zasady. Potem podzielono nas na mniejsze grupy i wysłano w głąb tajgi. Dzień nieznany Dawno nic nie pisałem, a teraz nie pamiętam już jaki jest dzień. Suniemy niczym przez morze. Wilgoć jest tu wszędzie. Gleba nie jest mokra -to raczej woda sama w sobie. Nie widzieliśmy żadnej ludzkiej osady, ale przynajmniej czasami, gdy śpię w błocie to śni mi się łóżko. Niebo jest tu częścią otaczającego mnie świata, tak jakby jego sklepienie rozpadło się i zwaliło w dół. Na pewno nie przypomina błękitnego symbolu wolności, który znałem z Domu. Maszerujemy przez chmury, niczym szereg dusz idących na sąd ostateczny, a naszym sędzią będzie mróz. Nie mając dostatecznie dużo jedzenia ludzie zaczęli już obgryzać korę z drzew. Czasami jemy szyszki i jeszcze do niedawna skórzane paski, Niestety te ostatnie już się skończyły. Barak, pełnia Trafiłem do wioski Bukaczacza nad rzeką Czajchar. Droga zajęła mi kilka miesięcy, a na miejsce trafiła tylko garstka ludzi , z którymi rozpocząłem podróż. Mordercza praca nad spławianiem drewna trwa cały dzień, a dostaję za nią pół kromki chleba ze śledziem. Jeżeli ktoś nie wyrabia normy, nie dostaje jedzenia. W ten sposób likwiduje się najsłabsze jednostki. Ci , którzy nie nadają się do żadnej roboty, są dobijani za pomocą kija ,,bo na takie psy szkoda amunicji”. Co do tych, którzy chcą zasłużyć na specjalne względy naszych oprawców przez solidną pracę- są oni rozstrzeliwani. Dlaczego? Wszyscy mają pracować jednakowo. Jedyną premią może tu być kulka w łeb. No chyba, że ktoś przejawia sadystyczne skłonności wobec innych więźniów. Im większy siedzi w tobie psychopata tym łatwiej jest zachować życie. Niektórzy pupile z czasem zajmują miejsce swoich protektorów. Kiedy próbowałem ukraść kawałek węgla ze składziku, dopadł mnie jeden z tych samozwańczych szeryfów. Uderzył tylko raz lub dwa, bo wołał go jego właściciel. Kiedy…