Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Środowisko · 3 min czytania

...na Nieskończoność

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Decyzję o tym, że już nie wrócę na sale podjąłem dokładnie w tym momencie, kiedy dotarłem do przystanku i uświadomiłem sobie, że na pomazanym czarnym markerem rozkładzie jazdy nie ma żadnego chętnego autobusu, który odwiózłby mnie do domu. Właściwie sam nie byłbym chętny do odwózki kogokolwiek powyżej trzech promili o trzeciej nad ranem. Bo tak się czułem. Powyżej trzech promili. Chociaż bardziej o trzeciej nad ranem. I już wiem o czym mówiła. Mówiła o humorze i poczuciu własnej wartości uzależnionej tylko i wyłącznie od jednej sprawy, jednej osoby. Ja w duchu ja wyśmiałem. Przyznaję się. Wyśmiałem i teraz mam za swoje. Chciałem zniknąć. Sobie i ot tak. Chyba w tym celu upiłem łyk najtańszego i najobrzydliwszego Martini jakie próbowałem w życiu, resztę wylewając sobie na głowę. Butelkę rozbiłem o asfalt, zamieniłem ją w tysiące skaczących odłamków szkła. Wtedy wybuchnąłem niepohamowanym śmiechem. Śmiałem się i śmiałem, nie mogłem przestać co najmniej w tym samym stopniu, jak nie mogłem wstać z krawężnika. Teraz powinienem wybierać sobie szkiełko, którym zrobiłbym sobie śmieszną kreskę na skórze, przez którą wypłynęłaby krew. Znowu, cholera jasna, miała rację. I z tego „znowu” się tak śmiałem. RH+, AB, wszystko w niej jest moje. W moim życiu nic nie jest tak bardzo moje jak moja krew. I dlatego…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
...na Nieskończoność — czytnik · opowiadania