Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 5 min czytania

Na popołudniową zmianę

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Zamykam drzwi i zbiegam po schodach. Zapachy wypełzają spod drzwi na kolejnych piętrach. Ciężka smażona ryba na szóstym, jakaś obrzydliwa kapucha gdzieś blisko trzeciego, na parterze przypalone mleko albo coś podobnego wydobywa się z mieszkania tego gnoja od wrzeszczących dzieci. Smrody oklejają się na moim ubraniu niczym ramiona ośmiornicy. Zabieram je ze sobą wraz z tymi wszystkimi myślami, które dobijają mnie dzień po dniu w tym grajdole i wbijam się od nowa w miasto. Mijam sąsiada wchodzącego do budynku. Patrzę na niego zimno nie mówiąc "dzień dobry", sam przestał się szmaciarz kłaniać jakiś czas temu, a jest ode mnie młodszy. Krótkie pantalony, wąsy, sandały i skarpetki prawie pod kolana, tak samo wyglądał wczoraj, dziś, pewnie za dziesięć lat też niczego nie zmieni. Polaków w ogóle ciężko zmienić. Ci na chodniku nigdy nie pomyślą, aby poruszać się tylko prawą stroną, jak na jezdni, tylko łażą na całej szerokości a ty, człowieku odbijaj się od nich i nadziewaj na łokcie. Kioskarz znów nie ma drobnych, aby wydać resztę za gazetę. Patrzy na mnie z wyrzutem, mam ochotę cisnąć mu w twarz tym brukowcem za jego łaskę. Zmiennik, który przyjdzie po nim, nie będzie się pewnie wiele różnił a następny kiosk z gazetami, jeśli zechcę go zmienić, również okaże się pełen oschłych uwag i ciężkich spojrzeń. Mijam zasznurowane usta pozbawione uśmiechu. Co tu się szczerzyć z brakującą górną czwórką i piątką? Pokazywać żółte kły w wyrazie triumfu, że się niesie największe siatki z zakupami ? Idzie jeden, co nawtykał mi niedawno na skrzyżowaniu. Przechodzę obok dumnie bez słowa, jeszcze kiedyś podstawisz mi głowę pod topór, gnoju, nie muszę się spieszyć. Kierowcy trąbią i wymyślają piętrowe obelgi zza zasuniętych szyb. Nie uda się przejść pomiędzy nimi, żaden się nie zatrzyma, muszę czekać cierpliwie na zielone. Obok poci się pulchna kobieta, odsuwam się od niej w kierunku jakiegoś łachmyty z zabrudzonym psem. Bez kagańca. Oczami wyobraźni widzę, jak jego kundel robi na trawnik w parku nieopodal. Mijam małą dziewczynkę, siedzącą opartą o mur. Na niewielkiej rozłożonej ceracie leżą zapałki, które milczącym spojrzeniem próbuje sprzedać przechodzącym. Może…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Na popołudniową zmianę — czytnik · opowiadania