Psychologia · 3 min czytania
Na straganie w dzień targowy...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Na straganie w dzień targowy... Czyli krótkie sprawozdanie z zakupów przedświątecznych.
Wąskie alejki kolorowe stoiska i dużo hałasu. Ludzie nie są tu przypadkowi, każdy sumienie dopełnia wizerunek rynku, dodając to ciekawsze pomysły na modę, charakteryzującą tę mikrospołeczność. Tu różowe pasemka, wielkie plastikowe kolczyki w połączeniu z żółtą bluzą „Adidassa” okraszona grubym kożuchem nikomu oczu nie wypalą. Pokaźna warstwa fluidu pani z warzywniaka zapewne skapująca co jakiś czas na pomidory nikomu obiadu nie popsuje. Rynek rządzi się swoimi prawami, lecz swą równowagę posiadać musi! Niedopuszczalną rzeczą jest by pani od kurczaków farbowała się na rudo, każdy bowiem szanujący się „Rynkowicz” zdaje sobie sprawę że jest to kolor zarezerwowany wyłącznie dla pań z mięsnego z przymrużeniem oka na panie od owoców. Istnieje bowiem niepisana zasada, a może jest to już uwarunkowane genetycznie, że sprzedawca się upodabnia do towaru, który sprzedaje. Więc, pani od drobiu jest delikatną blondynką o włosach cienkich niczym piórka, znani są panowie od noży, garnków, zegarków- o ostrych rysach i metalicznym posmaku(dla odważnych), panie kwiatowe-kolorowe i szybko tracące lata swej świetności itd. Warzywniaki tworzą osobną gałąź jakby odrębną rasę, którą charakteryzują obłe kształty uwydatniające się zwłaszcza na twarzy we wszystkich odcieniach od różu, przechodząc płynnie poprzez czerwienie a bywa i fiolety,